Archiwa tagu: Grzegorz Rzeczkowski

Kaczyńskiemu należy się pięć lat bez zawiasów

Podczas sobotniej konwencji Koalicji Europejskiej w Rzeszowie, przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna, odnosząc się do słynnych obietnic PiS z marcowej konwencji tej partii, skierował pod adresem Jarosława Kaczyńskiego „pięć pytań, na które powinien odpowiedzieć”.

Po pierwsze, zapytał Schetyna: „co jeszcze musi się stać, żeby wymienić minister edukacji? Czy nie macie nikogo lepszego niż pani Anna Zalewska?

Po drugie: „kiedy zaczniecie godnie traktować nauczycieli? Kiedy przestanie na nich szczuć wasza haniebna machina propagandowa, zwłaszcza telewizja państwowa, na którą daliście już dwa miliardy z kieszeni podatników?” – pytał.

Po trzecie: „czy rozkład przemysłu obronnego i upadek polskiego wojska to nie jest wystarczający powód do dymisji ministra obrony narodowej? (…) Jak nie macie nikogo lepszego to odejdźcie, bo Polski dziś nie stać nas na taką słabość.” – oceniał lider Platformy Obywatleskiej.

Po czwarte: „jak zamierza pan rozliczyć swojego zastępcę, wiceprezesa PiS Antoniego Macierewicza ze śledztwa smoleńskiego i kiedy przeprosicie naród za te lata, kiedy kłamaliście o zamachu?” – mówił.

I wreszcie po piąte: „czy akceptuje pan słowa senatora PiS Grzegorza Biereckiego, że będziecie „oczyszczać” Polskę z ludzi waszym zdaniem niegodnych? A jeśli nie, to czy wystarczy panu odwagi, by za tę haniebną, na granicy faszyzmu wypowiedź, usunąć Biereckiego z partii?” – pytał lider PO Jarosława Kaczyńskiego.

Schetyna odwołał się w ten sposób do słów senatora PiS, który w czasie środowych obchodów dziewiątej rocznicy katastrofy smoleńskiej w Białej Podlaskiej powiedział: „Nie ustaniemy, aż nie doprowadzimy do pełnego oczyszczenia Polski z ludzi, którzy nie są godni należeć do naszej wspólnoty narodowej”.

„Ale jest jeszcze jedno pytanie” – zaznaczył mówca – „taki plus do tej piątki (…) Co się stało z kopertą od austriackiego biznesmena? Czy pan na to odpowie? Bo jeśli Pan nie odpowie na to teraz, to odpowie pan niezależnemu prokuratorowi po wyborach obiecuję” – zapewnił lider PO, zwracając się do prezesa PiS.

Lider PO zwracał się także do mieszkańców Podkarpacia. „Wierzę, że my wszyscy, mieszkańcy Rzeszowa, Podkarpacia, całej Polski właśnie 26 maja dokonamy wielkiego, mądrego dobrego wyboru” – mówił w nawiązaniu do zbliżających się wyborów do PE.

Schetyna zapewnił „mamy plan szybkiego wzmocnienia i unowocześnienia polskiej armii, mamy plan zamówień dla polskiego przemysłu, bo dla Polski, polskiego przemysłu zbrojeniowego, to jest być albo nie być, to kwestia elementarnego bezpieczeństwa. A dla Podkarpacia i przemysłu szansa na wielki rozwój” – powiedział lider PO.

A Trybunał Konstytucyjny i KNF … co PiS zrobił z tak ważnymi instytucjami …:(

Kościół ma taki sam wskaźnik wiarygodności, co TV – połowa ludzi im nie ufa, a Solidarność taki jak Sejm. Ludzie doskonale wiedzą, czym jest NSZZ Solidarność 🤔

Depresja plemnika

Ostatnio przedstawiciele kościoła dość aktywnie włączają się do oceny strajku nauczycieli i niemal zawsze są krytyczni wobec strajkujących. Wyraźnie pokazują, czyją stronę w tym sporze trzymają.

O oburzonym wikariuszu z Ustrzyk Dolnych, który uważa, że nauczycielowi, podobnie jak księdzu, strajkować nie wypada, bo podstawą zawodu jest powołanie, jakże więc „gorsząca jest postawa strajkujących, którzy zdradzili swoją misję dla trzydziestu srebrników”.

O wikariuszu i katechecie z Wrocławia, który nazwał nauczycieli lewakami.

Jak również o proboszczu jednej z lubelskich parafii, który do wiernych w kościele powiedział: „strajkujący nauczyciel to nie nauczyciel” i „kiedyś nauczyciel uczył za darmo i oddawał życie za ucznia”.

Właśnie na tę wypowiedź proboszcza zareagował na Facebooku ksiądz Łukasz Kachnowicz, duszpasterz akademicki i publicysta z Lublina: „Księża gorszący się, że nauczycielom nie chodzi o dzieci, tylko o pieniądze, to już jest przegięcie. Sorry, ale my też mamy powołanie, przede wszystkim powołanie, ale też dbamy o…

View original post 1 516 słów więcej

Reklamy

Propisowskie media ledwie zipią

Po raz kolejny okazuje się, że Polacy nie lubią jak się ich okłamuje, jak się nimi manipuluje lub napuszcza jedną grupę społeczną na drugą. Świadczą o tym nie tylko spadająca oglądalność Wiadomości TVP, które wiodą prym w kreowaniu rzeczywistości, atakowaniu przeciwników politycznych, chwaleniu rządzących pod niebiosa, kłamaniu, manipulowaniu i mijaniu się z prawdą.

ProPiSowskie media to nie tylko media publiczne. To także cały szereg gazet i portali internatowych, które są bezkrytycznymi piewcami dobrej zmiany. Mowa tu o takich tytułach jak: Gazeta Polska, Sieci, DoRzeczy, Niezależna i wiele wiele innych.

Warto odnotować, że prawicowe tygodni zaczynają szorować po dnie, idąc kursem wyznaczonym uprzednio przez telewizję publiczną, która nie tylko traci na potęgę oglądalność, ale i nie jest w stanie funkcjonować bez kolejnych zastrzyków publicznej gotówki.

Mianowicie, według najnowszego zestawienia, przedstawionego przez portal Wirtualne Media, sprzedaż Gazety Polskiej, Sieci i DoRzeczy zanotowała rekordowe spadki. Dla przykładu sprzedaż „Sieci” (Fratria) wyniosła 40 178 egz., co daje spadek o 24,85 %, w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej.

Dla porównania średni wynik konkurencyjnego tygodnika „Do Rzeczy” (Orle Pióro) poszedł w dół o 19,08 % do 32 556 egz. Rekordowy spadek stał się udziałem Gazety Polskiej, której wynik zmniejszył się o 25,53 proc. do 25 115 egz.

Analizując powyższe dane, jak na dłoni widać, że formuła zaproponowana przez wydawców magazynów, które zanotowały tak duże spadki, nie sprawdza się. Gdyby nie hojne wsparcie dla tych wydawców ze strony spółek Skarbu Państwa, ich istnienie mogłoby być zagrożone, a już na pewno sens ich istnienia z punktu stricte biznesowego byłby kwestionowany…

Prawicowe tygodniki szorują po dnie. Gazeta Polska ma już sprzedaż na poziomie gazetki samorządowej.

Depresja plemnika

„Tłumacze nigdy nie powinni być wzywani do składania zeznań w sprawie rozmów, które tłumaczyli. Poufność i obowiązek zachowania tajemnicy stanowią fundamentalne wartości w pracy tłumaczy ustnych na całym świecie” – napisano w oświadczeniu Międzynarodowego Stowarzyszenia Tłumaczy Konferencyjnych. To akt solidarności z tłumaczką Magdą Fitas-Dukaczewską, którą prokuratura chce przesłuchać w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej byłego premiera Donalda Tuska. Więcej na ten temat we wpisie: „Polowanie na Tuska”.

Międzynarodowe Stowarzyszenie Tłumaczy Konferencyjnych przypomina o zasadach, stosowanych na całym świecie od czasów II wojny światowej. – „Członkowie Stowarzyszenia związani są najściślejszą tajemnicą, której należy przestrzegać wobec wszystkich osób i wszystkich informacji ujawnianych w trakcie wykonywania zawodu na jakimkolwiek spotkaniu, które nie jest otwarte dla publiczności”.

Murem za Fitas-Dukaczewską stanęli też dwaj byli premierzy, dla których pracowała. Leszek Miller powiedział w TVN24, że nie powinna być przesłuchiwana. – „Ci, którzy idą do konfesjonału zakładają, że to, co tam powiedzą, zostanie między nimi a kapłanem…

View original post 2 142 słowa więcej

Afery KNF i SKOK Wołomin muszą pogrążyć PiS. Inaczej przyjdzie żyć nam w bagnie

Roman Giertych umieścił na swojej stronie, na Facebooku, List do Fortuny, którą poprosił o tyle szczęścia, ile „skapnęło” ostatnio prokuraturze. Jak pisze autor listu, przez 30 lat nie oskarżono nikogo o przestępstwo z art. 231 kk (§ 1. Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3), a tu nagle…wręcz wysyp podejrzanych. Toż to niesamowity fart…

>>>

Zaczęło się od zatrzymania Marka Chrzanowskiego, byłego już prezesa KNF, a potem „Gazeta Wyborcza” ujawniła, że właśnie podopieczny Chrzanowskiego przygotował opinię prawną, dzięki której można było wynająć budynek na siedzibę KNF za 130 mln zł. Budynek należący do rosyjskiej spółki, wynajęty został Komisji dzięki panu Kogutowi, znanemu już z tego, że korumpował polityków.

Tego już było nieco za dużo, więc aresztowano siedem osób pod zarzutem niedopełnienia obowiązków przy nadzorze nad SKOK Wołomin w latach 2013-2014, czyli w latach, gdy to nie PiS sprawowało władzę.  Co ciekawe, jak pisze Giertych, „zarzuty stawiane są osobom, które zdaniem prokuratury zbyt łagodnie nadzorowały SKOK Wołomin. Przypadkowo odwrotnego zdania były osoby z tego SKOK, które za ich zdaniem zbyt surowe traktowanie skatowali jednego z dzisiaj zatrzymanych prawie na śmierć. Gdyby wówczas zmarł, byłby bohaterem. Skoro przeżył, to do więzienia!”.

Zbieg okoliczności? Jakieś nowe fakty? Dobry efekt ciężkiej i żmudnej pracy niezależnej politycznie prokuratury? A może tylko chęć przykrycia afery Marka Chrzanowskiego i KNF? Wiara, że naród skupi się na innych wątkach, nie żądając od PiS-u przyznania się do powiązań z tą sprawą, nie doszukując się „czarnych owieczek” w partii rządzącej, nie naciskając na rozliczenie?

Gdyby wówczas Wojciech Kwaśniak zmarł, byłby bohaterem. Skoro przeżył, to do więzienia! Logika PiS.

Depresja plemnika

CBA zatrzymało szefów Komisji Nadzoru Finansowego z czasów rządu PO-PSL. Urzędnicy ci tropili nadużycia w systemie SKOK. Wśród nich jest Wojciech Kwaśniak, wiceszef KNF, którego omal nie zabili gangsterzy wynajęci przez SKOK-Wołomin.

– Krew była na podwórku, w łazience, na płaszczu i marynarce. Kiedy to zobaczyłam, nie mogłam uwierzyć, że mąż przeżył. Miał pękniętą czaszkę, złamaną rękę, którą się bronił, tylko na głowie założono mu kilkadziesiąt szwów – wspomina Agata Kwaśniak wydarzenia z 16 kwietnia 2014 r.

W 2014 Kwaśniak przeżył „dzięki zbiegowi okoliczności”

Tego dnia Wojciech Kwaśniak został napadnięty przed swoim domem w Warszawie przez gangstera. Zamach zlecił członek władz SKOK-Wołomin, drugiej co do wielkości Kasy systemu SKOK. Była to zemsta za wykrycie nadużyć w tej Kasie. Napastnik dopadł wiceszefa KNF po jego powrocie z pracy i bił po głowie pałką teleskopową. Bandyta wycofał się, gdy usłyszał nadjeżdżający samochód sąsiada. Pobiegł do lasu. Zostawił ślad: zakrwawioną pałkę, którą porzucił w czasie…

View original post 2 295 słów więcej

Tusk, Donald Tusk

Przesłanie.

Tusk, Donald Tusk

Tak było

PiS-owi Unia przeszkadza, więc będą z niej wyprowadzać Polskę

PiS w dłuższej perspektywie wyprowadzi nas z Unii Europejskiej? Jarosław Kaczyński gorąco zapewnia, że to nieprawda, ale jeśli pozbiera się wypowiedzi polityków obozu władzy o UE i dorzuci ostatnie działania ministra Ziobry, intencje rządzących wydają się oczywiste.

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wysłał do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie, czy traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej jest zgodny z polską konstytucją. Chodzi o traktatowy przepis, dzięki któremu sądy krajowe mogą zadawać pytania prejudycjalne unijnemu Trybunału Sprawiedliwości.

Jeśli polski sąd konstytucyjny – działający pod dyktando PiS – uzna sprzeczność traktatu z ustawą zasadniczą, to mamy do wyboru trzy opcje:

  • zmienić konstytucję,
  • zmienić traktat,
  • rozpocząć procedurę wyjścia z Unii.

Dwa pierwsze wyjścia są w praktyce niemożliwe, zostaje więc trzecie rozwiązanie.

Można się pocieszać, bo PiS niby trochę się przestraszył, że akcja Ziobry może obniżyć wynik obozu władzy w wyborach samorządowych, ponieważ Polacy są wciąż do Unii przywiązani. Prezes Jarosław Kaczyński zaklina się, że absolutnie nikt w jego obozie nie myśli o wyprowadzeniu Polski z unijnych struktur.

Parafie rzymskokatolickie w Gdańsku wspierają kandydatów PiS, użyczając im sal na spotkania i miejsc na plakaty wyborcze. – Ja promuję wartości chrześcijańskie, to jest normalne działanie obywatelskie – mówi proboszcz Adam Kalina, u którego reklamuje się m.in. radna PiS Anna Kołakowska, walcząca z równouprawnieniem osób homoseksualnych i skazana za znieważenie posłanki PO.

Ksiądz Adam Kalina, proboszcz parafii św. Urszuli Ledóchowskiej w Gdańsku-Chełmie, zezwolił na wywieszenie na terenie parafii reklam trojga polityków. Plakaty kandydata PiS na prezydenta Gdańska Kacpra Płażyńskiego wiszą w dwóch gablotach z ogłoszeniami parafialnymi. To zaproszenia na spotkanie z Płażyńskim do salki parafialnej przy kościele ojca Pio w Gdańsku-Ujeścisku.

Na płocie parafialnym przy przedszkolu prowadzonym przez proboszcza Kalinę wiszą banery radnej z klubu PiS Anny Kołakowskiej (kandyduje teraz do sejmiku z listy Ruchu Narodowego) oraz Kazimierza Koralewskiego, szefa klubu radnych PiS w Gdańsku. Ich plakaty znalazły się również na tablicy reklamowej stojącej przed kościołem.

– Proboszcz jest gospodarzem tego miejsca, rozmawiałem z nim i zgodził się, bym zawiesił swoje materiały wyborcze – mówi Kazimierz Koralewski. – Nie było z tym problemu, często bywam w kościele Świętej Urszuli Ledóchowskiej, znam księdza proboszcza, czasami użyczał nam salki na spotkania.

>>>

Kościół nie ukrywa ścisłych związków z PiS.
Banery PiS w kościołach. Politycy PiS przemawiający na mszy od ołtarza. KK milczy w sprawie antychrześcijańskiego spotu PiS.

>>>

PiS pokonamy, to widać aż za bardzo, nie pozwolimy upodlić Polski

Żebrowski: Zagłosuję sercem i umysłem. Znam Rafała od dziecka i wiem, że to człowiek mądry, uczciwy i dobry

– Zagłosuję sercem i umysłem, ponieważ znam Rafała od dziecka i wiem, że to człowiek mądry, uczciwy i dobry. Któremu nie imponują pieniądze, tylko wiedza, kultura i charakter. Nie zgodzę się [że jest zarozumiały], Rafał jest osobą, której największym atutem jest to, że potrafi rozmawiać z ludźmi, słyszeć to, co do niego mówią i nawiązywać po prostu dobre relacje ze wszystkimi. Dlatego jego hasło to „Warszawa dla wszystkich” – stwierdził Michał Żebrowski w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet.

Nowacka: Nie żałuję dołączenia do KO

– Absolutnie ani razu nie żałuję [dołączenia do Koalicji Obywatelskiej]. Uważam, że to bardzo mądra, potrzebna dla Polski decyzja, którą stowarzyszenie Inicjatywa Polska podjęła – stwierdziła Barbara Nowacka w rozmowie z Konradem Piaseckim w „Rozmowie Piaseckiego” TVN24. Jak dodał:

„Uważam, że [prezydent Lublina] popełnił błąd i uważaliśmy to wspólnie z Katarzyną Lubnauer i Grzegorzem Schetyną. Wielokrotnie apelowaliśmy do niego o zmianę decyzji i cieszymy się, że w Polsce są wolne sądy, które czasami zastępują złe pomysły samorządów. Za ten błąd świecił oczyma pan Żuk i popełnił błąd, który kosztował koalicję, ale nasze stanowisko było wspólne i spójne”

– Obrzydliwe zachowanie [prezydenta Legionowa]. Cieszę się, że w ciągu kilku godzin pożegnał Platformę – dodała.

Trzaskowski: W Warszawie nie ma miejsca na faszyzm

– Będę na pewno świętował 11 listopada i marzy mi się tym, abym mógł świętować ze swoimi dziećmi. Tylko w tym momencie musiałbym uzyskać zapewnienie ze strony rządu, że będzie żadnej tolerancji na faszyzm, hasła rasistowskie, nietolerancyjne czy ksenofobiczne na ulicach mojego miasta i jedno zapowiadam: w Warszawie nie ma miejsca na faszyzm – stwierdził Rafał Trzaskowski na briefingu.

– Będzie panowała polityka „zero tolerancji”. Tutaj nie ma miejsca na odcienie szarości. Albo ktoś jest za faszyzmem i rasizmem, uusprwaiedliwa tego typu zachowania albo jest przeciw, jak ja. Warszawa będzie natychmiast reagować, jeśli tylko będą pojawiały sui tego typu hasła, okrzyki i oczekuję od rządu, że będzie tutaj zgodny – dodał kandydat KO.

>>>

Kaczyński był i jest przeciwny Polsce w Unii Europejskiej

Napis zostanie wyświetlony na fasadzie Pałacu Kultury i Nauki w najbliższą sobotę o godz. 18.00. – „Niech każdy w Polsce wie, że Konstytucja wciąż jest najwyższym prawem Rzeczpospolitej!” – napisali na Twitterze Obywatele RP, którzy organizują przedsięwzięcie. Napis będzie widoczny przez tydzień.

Lider Obywateli RP zdaje sobie sprawę, że pojawić się mogą oskarżenia o naruszenie ciszy wyborczej, bo napis pojawi się na dzień przed nimi.  – „Jeśli dziś Konstytucja jest głosem w politycznym konflikcie, to dzieje się tak dlatego, że stroną tego konfliktu są siły dokonujące zamachu stanu. Najwyższe prawo wszystkich stron każdego polskiego sporu dzieli. Rzeczywiście jest polityczną deklaracją, choć Konstytucja – równa dla każdego niezależnie od przekonań stanowiąca podstawę bytu wspólnego państwa – powinna być politycznie niewinna, doskonale obojętna wobec partyjnych preferencji” – powiedział Kasprzak w „GW”.

„Konstytucja” na Pałacu Kultury pojawi się dzień po pierwszej rocznicy samospalenia Piotra Szczęsnego – Szarego Człowieka, jak sam siebie określał. Dokonał tego na pl. Defilad u stóp Pałacu w proteście przeciw łamaniu demokracji przez PiS. – „Trzeba zmienić tę władzę jak najszybciej, zanim doszczętnie zniszczy nasz kraj, zanim całkowicie pozbawi nas wolności” – napisał Piotr Szczęsny w zostawionym przez siebie przesłaniu.

NIE WIERZCIE TYM ZAPEWNIENIOM. Przeczą im słowa i czyny Kaczyńskiego. Był przeciwny wchodzeniu do UE.

Pokonać PiS, aby Polska nie została pokonana

Na kilkanaście godzin przed wyborami „Gazeta Wyborcza” ma odpalić polityczną bombę, która może zachwiać w posadach słynną spółką Srebrna oraz sceną polityczną. Chodzi o domniemany układ towarzysko-biznesowy, za którym ma stać Jarosław Kaczyński.

Jak ujawniono w czwartkowy wieczór, na dzień przed ciszą wyborczą „Gazeta Wyborcza” opublikuje artykuł pod jakże intrygującym tytułem „Deweloper Kaczyński”. Zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” (a prywatnie brat prezesa TVP) Jarosław Kurskizapowiada, że jego dziennik przedstawi bliżej spółkę Srebrna.

„Wieeeeelkie pieniądze, uwłaszczenie na publicznym majątku, osobiste zaangażowanie Jarosława Kaczyńskiego” – tak Kurski reklamuje okładkowy tekst na piątek. Dziennikarz twierdzi, że chodzi właśnie o takie związki polityki i biznesu, które prezes Prawa i Sprawiedliwości nazywał „patologicznym układem towarzysko-biznesowym”.

Wygląda więc na to, że zapowiadany tekst „Gazety Wyborczej” może być bombą, która tylko mocniej zaszkodzi i tak słabnącym ostatnio notowaniom PiS i może się odbić na wyniku wyborów samorządowych, które już w najbliższą niedzielę.

Podczas dokonywania zmian w Trybunale Konstytucyjnym, Sądzie Najwyższym, Krajowej Radzie Sądownictwa, a także podczas prac nad ustawą o ustroju sądów powszechnych PiS i Andrzej Duda złamali co najmniej 13 artykułów Konstytucji, niektóre wielokrotnie – twierdzi senacki zespół ds. monitorowania praworządności.

„Ale który artykuł” – dopytywała Agata Duda dziewczynę, która widząc prezydenta i jego małżonkę kupujących jedzenie w KFC zaczęła krzyczeć, że władza łamie Konstytucję.

Wskazanie konkretnych paragrafów nie jest takie trudne. Eksperci pracujący dla senackiego zespołu wskazali ich aż 13. – Do wyborów parlamentarnych w 2019 r. przedstawimy „Białą księgę” wszystkich naruszeń prawa przez rządzących – mówi „Newsweekowi” jeden z członków zespołu, senator PO Bogdan Klich. Co się w niej znajdzie. Na pewno 13 poniższych artykułów.

1.Nieusuwalność sędziów

Co mówi Konstytucja?

Art. 180 ust. 1: „Sędziowie są nieusuwalni”.

Co robi PiS?

PiS usunął 40 proc. składu sędziów Sądu Najwyższego.

  1. Niezawisłość sędziowska i niezależność Sądów i Trybunałów

Co mówi Konstytucja?

Art. 178 ust. 1: „Sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom”.

Art. 173. „Sądy i Trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz”.

Co robi PiS?

PiS stworzył system, w którym sądownictwo jest zależne od polityków. Po pierwsze to politycy PiS nielegalnie wybrali Krajową Radę Sądownictwa, która według Konstytucji „stoi na straży niezawisłości sądów”. Po drugie to politycy PiS obsadzili Izbę Dyscyplinarną w Sądzie Najwyższym osobami, którzy nie mają nawet wykształcenia prawniczego. A przecież to oni będą decydować o losach sędziów, prawników czy adwokatów. Po trzecie to minister Zbigniew Ziobro steruje sądami powszechnymi poprzez prezesów i dyrektorów, których swobodnie zwalnia i mianuje mimo, że urząd prezesa sądu jest kadencyjny.

3. I Prezes Sądu Najwyższego

Co mówi Konstytucja?

Art. 183 ust. 3: Kadencja I Prezesa Sądu Najwyższego trwa 6 lat

Co robi PiS?

PiS usunął I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Gersdorf po 4 latach jej kadencji.

4.Krajowa Rada Sądownictwa

Co mówi Konstytucja?

Art. 187 ust. 1: W Krajowej Radzie Sądownictwa jest 15 miejsc dla przedstawicieli sędziów.

Co robi PiS?

Wszystkich 15 „przedstawicieli sędziów” obsadzono ludźmi wybranymi przez posłów PiS, a zatem nie ma wśród nich przedstawicieli sędziów.

5. Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego

Co mówi Konstytucja?

Art. 190 ust. 1: „Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne”.

Co robi PiS?

Rząd PiS uznał niekorzystne dla siebie orzeczenia TK za nieistniejące.

6.Publikacja orzeczeń TK

Co mówi Konstytucja?

Art. 190 ust. 2: Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego podlegają niezwłocznemu ogłoszeniu w organie urzędowym.

Co robi PiS?

Rząd PiS przez ponad 2 lata nie publikował trzech kluczowych, niekorzystnych dla siebie orzeczeń TK a potem opublikował je jako niewiążące i mające jedynie wartość historyczną.

7.Prawo łaski prezydenta RP

Co mówi Konstytucja?

Art.42 ust 3: Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu.

Co robi PiS?

Prezydent Duda „ułaskawił” (ułaskawienie to darowanie kary winnemu) Mariusza Kamińskiego, choć wyrok w jego sprawach był nieprawomocny a sam Kamiński odwołał się do Sądu Apelacyjnego. Jak powiedział Duda, swoim „ułaskawieniem” zwolnił sądy z obowiązku osądzenia sprawy, a tym samym uczynił się sędzią.

8.Głosowanie nad budżetem na 2017 r.

Co mówi Konstytucja?

Art. 120: Sejm uchwala ustawy zwykłą większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.

Co robi PiS?

PiS przegłosował Budżet Państwa na 2017 r. odciąwszy opozycji dostęp do sali i bez wymaganej połowy posłów obecnych na sali.

9.Sędziowie TK

Co mówi Konstytucja?

Art.194 ust 1: Trybunał Konstytucyjny składa się z 15 sędziów wybieranych indywidualnie przez Sejm na 9 lat spośród osób wyróżniających się wiedzą prawniczą.

Co robi PiS?

PiS wybrał do Trybunału Konstytucyjnego Julię Przyłębską, która posiada jedynie tytuł magistra prawa, egzamin sędziowski zdała „dostatecznie” a w 2001r. została oceniona przez zgromadzenie sędziów poznańskich za osobę „nie nadającą się do orzekania”. Obecnie Julia Przyłębska tytułuje się Prezesem Trybunału Konstytucyjnego.

10.Prezydent RP

Co mówi Konstytucja?

Art. 126 ust. 2: Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji.

Co robi PiS?

Prezydent Andrzej Duda bezzwłocznie podpisywał ustawy o Trybunale Konstytucyjnym i sądach mimo, że wszystkie zostały ocenione jako niekonstytucyjne przez służby prawne Sejmu i Senatu. Zgodnie z Konstytucją mógł te ustawy zawetować lub odesłać do Trybunału.

11.Kadencja sędziów TK

Co mówi Konstytucja?

Art. 194 ust. 1: Sędziów Trybunału Konstytucyjnego na 9-letnią kadencję wybiera Sejm.

Co robi PiS?

Mimo orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie PiS nie uznał wyboru 3 sędziów prawidłowo wybranych przez Sejm poprzedniej kadencji i na ich miejsce wybrał swoich sędziów.

12.Demokratyczne państwo prawa

Co mówi Konstytucja?

Art.2: Rzeczypospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym a wszyscy obywatele są równi wobec prawa.

Co robi PiS?

Artykuł naruszony w ustawach o Trybunale Konstytucyjnym, Krajowej Radzie Sądownictwa, Sądzie Najwyższym i o ustroju sądów powszechnych.

13. Informacje o obywatelach

Co mówi Konstytucja?

Art. 51 ust. 2: Władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.

Co robi PiS?

Pisowska ustawa dała służbom specjalnym „prawo” do pozyskiwania i gromadzenia danych o aktywności w internecie i połączeniach telefonicznych poza jakąkolwiek kontrolą – bez wiedzy i zgody sądów i bez żadnych konkretnych powodów.

Dokładny fragment tego psalmu brzmi tak:

„Słowo Pana jest prawe,
a każde Jego dzieło godne zaufania.
On miłuje prawo i sprawiedliwość,
ziemia jest pełna Jego łaski”.

Może ktoś się zastanawiać, czy Kościół wybrał te czytania specjalnie pod wybory. A może to PiS zdecydował się na tę datę nieprzypadkowo? Ks. dr hab. Dominik Ostrowski z Konferencji Episkopatu Polski zapewnia, że nie ma mowy o manipulacji tekstami liturgicznymi dla potrzeby chwili. – Zestaw biblijnych czytań liturgicznych i psalmów na msze święte jest ściśle określony przez Stolicę Apostolską i obowiązuje w całym Kościele, nie tylko w Polsce, od 1970 r., a w odnowionej wersji od roku 1981 – tłumaczy. I dodaje, że czytania powtarzają się co trzy lata, a zbieżność dat jest absolutnie przypadkowa.

Tak było, zanim powstał PiS

Lekcjonarz polski z wyrażeniem „prawo i sprawiedliwość” jest w obowiązkowym użyciu w Kościele od 1972 r., a fragmenty psalmu 33. są wielokrotnie w ciągu roku odczytywane. Ks. Ostrowski zapewnia, że wyrażenie „prawo i sprawiedliwość” z psalmu 33. nie jest aluzją do nazw własnych, a tym bardziej do nazw partii: – Jest wyrazem idei biblijnej wyrażonej w języku łacińskim jako „iustitia et iudicium”.

Czy w związku z wyborami Kościół mógł zmienić czytania, by nie budzić wątpliwości co do łamania ciszy wyborczej? Ks. Ostrowski przekonuje, że polityka nie zarządza liturgią i nie zmienia czytań w zależności od okoliczności: – Kościół na różne okoliczności życia społecznego ma specjalne zestawy modlitw i czytań, których może użyć zamiast tekstów zwykłych. Tekst mszy i czytania zmienia się z okazji np. dni modlitw o pokój lub za głodujących, czy z okazji zawarcia sakramentu małżeństwa, ale nie dotyczy to niedzieli 21 października, która jest 29. niedzielą zwykłą i teksty pozostają niezmienione.

Ale PiS-owi to pasuje

Polityk PiS, który nie chce, aby go przedstawiać z imienia i nazwiska, też zapewnia, że premier, wybierając termin wyborów, nie kierował się czytaniami mszalnymi. Mówi półżartem: – Rzeczywiście, taki zbieg okoliczności można uznać za sprzyjający dla nas, ale my w tym palców nie maczaliśmy. Cóż, widać Opatrzność nam sprzyja.

Dlaczego PiS wybrał taki termin wyborów samorządowych?

Sprzyjała też w dniu zaprzysiężenia Andrzeja Dudy na prezydenta, kiedy 6 sierpnia 2015 r. psalm głosił: „Prawo i sprawiedliwość podstawą Jego tronu”. Jeśli ubranie się w dniu wyborów na głosowanie w koszulkę z napisałem „konstytucja” może być uznane za złamanie ciszy wyborczej i agitację wyborczą, to czy „prawo i sprawiedliwość” w kościelnym psalmie nie jest tym samym? Anna Godzwon, ekspertka prawa wyborczego, mówi, że nie: – Myślę, że taką koszulkę w dniu wyborów zakłada się po to, aby zamanifestować swoje poglądy polityczne. Tekst psalmu wynika z kalendarza liturgicznego, ustalonego długo zanim powstał PiS, więc trzeba mieć dużo złej woli, aby dopatrzeć się w tym złamania ciszy wyborczej.

Rodzice i dzieci, małżonkowie i rodzeństwo na listach wyborczych

Pocieszeniem dla tych, którzy dopatrują się politycznych aluzji w mszalnych czytaniach w niedzielę wyborczą, a nie kibicują rządzącym, niech będą słowa z ewangelii przewidzianej na ten dzień: „Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: »Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę«”.

Jeżeli okaże się, że Morawiecki zrobił wynik, to przyjdzie do prezesa i powie: „panie prezesie, teraz ja pozamiatam”, a Kaczyński będzie musiał mu na to pozwolić. Z kolei w innym wariancie może przyjść do prezesa zakon PC i powiedzieć: „Jarek, ten Mateusz jednak chyba kręci, tak jak wtedy kręcił na taśmach, nie pociągnął kampanii” – wówczas posprzątany zostanie pan premier Morawiecki – mówi dr Mirosław Oczkoś, ekspert od wizerunku i marketingu politycznego.

>>>

JUSTYNA KOĆ: Mieliśmy rozmawiać o kampanii, ale wszystkich zelektryzowała wiadomość o skierowaniu przez Zbigniewa Ziobrę wniosku do TK, aby ten zbadał, czy sądy krajowe mają prawo zadawać pytania prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości UE. To samobójczy ruch ministra, bo przy 80 proc. poparciu dla UE na to chyba wygląda?
MIROSŁAW OCZKOŚ: Widać, że Zbigniew Ziobro nie wytrzymał ciśnienia. I zareagował emocjonalnie i w swoim mniemaniu pewnie sprytnie. Postanowił pokonać sędziów ich własną bronią, czyli paragrafem prawnym. Natomiast wizerunkowo to może być gol samobójczy, bo jeśli Trybunał odpowie, że ten punkt traktatu jest niezgodny z konstytucją – to co? Polexit? Przy 80 proc. poparciu Polaków dla byciu w Unii. I jak to się ma do słów największego dla wielu Polaków autorytetu Jana Pawła II „od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej”?
Jeśli minister Ziobro postanowił zgasić światło naszego pobytu w Unii, to chyba zagrał powyżej swoich możliwości.
Gdy rozmawialiśmy w sierpniu o nadchodzącej dopiero kampanii, przewidywał pan, że będzie ona oparta na najniższych instynktach, bardzo brutalna. Wygląda na to, że miał pan rację.
Niestety tak. Kampania była brutalna i oparta na najniższych instynktach. Dziś rozmawiamy w ostatnim tygodniu kampanii i podejrzewam, że te ostatnie dni będą jeszcze brutalniejsze. Myślę, że jeszcze w dużych miastach coś się pojawi, szczególnie tam, gdzie przegrywający w sondażach PiS wyczuwa jakieś szanse.

Sporo się zmieniło też przez te półtora miesiąca od naszej ostatniej rozmowy. Wtedy rozmawialiśmy o premierze Morawieckim, że pokazuje się jako najtwardszy PiS-owiec. Dziś, po taśmach z jego udziałem, możemy powiedzieć, że spadła maska? W sondażach jeszcze tego nie widać. 
Pierwsze sondaże wskazują spadek pół punktu procentowego. Natomiast to jest dopiero kolejna faza wizerunkowa, bo

Mateusz Morawiecki jest w pułapce. Gdy wcześniej starał się być prawdziwym, najprawdziwszym ze wszystkich PiS-owców, to w tej chwili nie ma wyboru i musi przeskoczyć sam siebie. Z pierwszego miejsca na jeszcze „bardziej pierwsze”, dlatego że jest tu prowadzona ewidentna gra.

Zresztą moim zdaniem przez jego kolegów z ugrupowania, którzy wyciągają te taśmy z szafy. To jest uderzenie ewidentne w wizerunek, a to, że się jeszcze nie „przykleiło”, to nie znaczy, że się w końcu nie „przyklei”. To jest faza wizerunkowa, gdzie teflon jeszcze działa, ale gdy pojawi się chociaż jedna rysa, to polityk już teflonowy nie będzie. Jak z patelnią, gdy pojawia się pierwsze pęknięcie, to jajecznica zaczyna się przypalać. Co to może być, jeszcze nie wiemy, ale po przegranych wyborach – zakładając, że kierownictwo uzna, że wybory zostały przegrane, nawet nie mówiąc tego na zewnątrz, ale w partii będzie taki pogląd – Mateusz Morawiecki straci posadę. Będzie to oczywiście bardzo trudne, bo pan Kaczyński dużo zainwestował w Morawieckiego, a to się nie za bardzo podoba w tzw. zakonie PC.

Zadziwiające, że te taśmy pojawiły się teraz i właśnie na Morawieckiego, bo zazwyczaj pogrążały polityków opozycji. Może to wskazywać na rozgrywkę ministra Ziobry i ministra Kamińskiego.

Ciekawe jest też to, że te skazy na wizerunku są dawkowane, ostatnio pojawiła się sprawa Kubicy. Przypomnę tylko, że Robert Kubica jest ikoną dla Polaków. To nie wygląda wizerunkowo dobrze jeszcze z jednego względu: jako bank nie chciał finansować rodaka, a teraz nagle z państwowych pieniędzy, czyli moich, pani, chce to robić. To na nieszczęście najlepiej opisuje premiera Morawieckiego, jego charakter, podejście, spojrzenie. Jednak wyszedł z niego człowiek korporacji, „po trupach do celu”. Co by z tym PiS nie robił i jak by nie tańczył kankana, to trudno mu będzie to opanować. Widać zresztą, że

duża grupa się zebrała, z panem marszałkiem Bielanem na czele, aby wizerunkowo rozłożyć poduszki, aby ten upadek Morawieckiego nie był tak bolesny. Można wiele mówić, na czele z panem prezesem, że to był Konrad Wallenrod, jednak może się okazać, że to był nawet pocałunek Almanzora.

Czy sprawa z Robertem Kubicą może być tym pierwszym zarysowaniem teflonu? Kubica to „nasz człowiek w Formule 1”, po drugie pamiętam, jak Robert miał wypadek i była to przed długi czas pierwsza informacja we wszystkich serwisach, a cały kraj zamarł w obawie o jego zdrowie. O powadze sytuacji może świadczyć szybkie spotkanie premiera ze sportowcem? 
Warto zwrócić na to uwagę, bo to znamienne, że o jakości zarzutów nie świadczą one same, ale reakcja na nie. Przez pierwsze trzy dni, gdy wyszły taśmy, to PiS miał jeden przekaz – to odgrzewane kotlety. Widać było, że nie wiadomo, co mówić, aż musiał osobiście interweniować prezes Kaczyński, który pofatygował się do telewizji rządowej. Tam postawił wszystko na jedną kartę, opowiadając najtwardszemu elektoratowi, czyli wyznawcom, że to wszystko było z nim ustalone, a Morawiecki działał niczym kret. Tutaj ewidentnie oceniono, że

sprawa Kubicy może uderzyć w ten najtrwalszy elektorat, który kocha Kubicę, jak i wszystkich innych Polaków, którzy coś osiągnęli. Niemniej szybkość reakcji może świadczyć o tym, że to może być ta rysa, która zniszczy teflon.

Czy zatem plotka, że po wyborach może nastąpić zmiana premiera, jest realna? Czy Małgorzata Wassermann mogłaby zostać premierem, np. gdyby zrobiła dobry wynik w Krakowie, ale minimalnie przegrała prezydenturę?
Według mnie każdy scenariusz jest realny. Wszystko zależy od skali wyborczej. Wiadomo, że te wybory są fajne, bo każdy może ogłosić zwycięstwo, ale pamiętajmy, że to jest pierwszy krok wyborczy. PiS nie może sobie pozwolić na to, by twarz wyborów samorządowych była dalej premierem, jeśli nie zrobi wyniku adekwatnego do włożonych środków. A te środki nie są adekwatne, bo używa się armat do wróbli, z całym szacunkiem do wyborów samorządowych, i przykłada się strasznie dużą wagę do nich, właśnie jako pierwszych.

Może wówczas zostanie przebłagany pan prezes Kaczyński, aby został premierem na stulecie niepodległości, aby to właśnie premier Jarosław Kaczyński odsłonił pomnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Oczywiście jest to kwestia zdrowia, ogarnięcia się i sporego wysiłku, ale taki scenariusz jest możliwy, podobnie jak scenariusz z panią Wassermann.

A może wynik będzie zadowalający i wtedy to premier Morawiecki będzie chciał wymusić rekonstrukcję rządu i wymienić ministra Ziobrę? Polityka nie lubi próżni, a widać, że tu gra się wysoko, licytuje się wysoko, zatem ktoś musi tę licytację przegrać. W polityce nie ma remisów, a w polityce wewnętrznej, w ugrupowaniu, w którym ambicje grają ważną rolę, tego remisu na pewno nie będzie.

Czyli pana zdaniem w taśmach Morawieckiego maczał palce Zbigniew Ziobro?
Tak podejrzewam, bo na to wskazują znaki na niebie i ziemi, chociaż nie siedzieliśmy pod stołem czy w tym „odgrzewanym kotlecie”, a szkoda. Pamiętajmy, że

jest też pan Patryk Jaki, który jeżeli przegra wybory w Warszawie, to będzie chciał jakoś odreagować. Ludzie w Polsce zapominają, że to są trzy ugrupowania, a nie tylko PiS. To Zjednoczona Prawica, w której mamy też Solidarną Polskę Ziobry i Porozumienie Gowina.

Jeżeli okaże się, że Morawiecki zrobił wynik, to przyjdzie do prezesa i powie: „panie prezesie, teraz ja pozamiatam”, a Kaczyński będzie musiał mu na to pozwolić. Z kolei w innym wariancie może przyjść do prezesa zakon PC i powiedzieć: „Jarek, ten Mateusz jednak chyba kręci, tak jak wtedy kręcił na taśmach, nie pociągnął kampanii” – wówczas posprzątany zostanie pan premier Morawiecki.

Wróćmy do kampanii. Chciałabym zapytać o sprawę Łodzi i ewentualnego powołania zarządu komisarycznego, jeżeli wygra Hanna Zdanowska. Marketingowo to był strzał PiS-u w stopę?
To zostało źle wymyślone i przeprowadzone. Rozumiem, że

idea była taka, że przyjedzie pan Sasin i to załatwi. Ale to polityk, który kompletnie się do takich spraw nie nadaje. To przykład drwala, który kładzie parkiet w sali balowej, więc zrobił to dłutem i młotkiem. Chciał zniechęcić łodzian, aby nie głosowali na panią Zdanowską, bo to i tak nie ma sensu. Wprowadzenie zarządu komisarycznego, co PiS oczywiście może zrobić, byłoby teraz wizerunkowym strzałem w stopę i partia straciłaby bardzo dużo.

Pan Sasin napompował niepotrzebnie sytuację i teraz nie bardzo jest z niej wyjście. Jeżeli tego nie zrobią, to po co było to gadanie i ten drwal z tym parkietem w sali balowej? Jeżeli zrobią, to łodzianie ich znienawidzą. Hanna Zdanowska ma ogromne poparcie i prawdopodobnie wygra w I turze, zresztą trudno się dziwić, bo Łódź za jej czasów bardzo się zmieniła na plus. Pamiętać trzeba, że ludzie lokalnie wiedzą dużo więcej niż globalnie. Bo tu jeden czy drugi polityk wyjdzie w telewizji i coś powie, ale ludzie nie znają tych polityków. A lokalnie znają wójta, burmistrza, prezydenta; ludzie widzą i mówią, że to zostało zrobione, tamto wybudowane itd.

Gdyby sprawa Zdanowskiej została załatwiona subtelnie, to może przyniosłaby jakiś skutek, np. gdyby przyjechał tam marszałek Bielan albo wyciągnął asa z rękawa po wyborach.

A jak pan ocenia słowa Piotra Guziała, ewentualnego zastępcy Patryka Jakiego, gdyby ten został prezydentem, że tylko samorządy PiS-owskie będą dostawać fundusze?
Ja takie coś nazywam „alko tweetem”. Większość ludzi nie kontroluje się w mediach społecznościowych, szczególnie wieczorem, myśląc pewnie, że nikt tego nie widzi. Pan Guział, chcąc nie chcąc, pewnie przez przypadek napisał prawdę. To jest też wizerunkowy strzał w kolano. Pewnie to działa w określonych kręgach wyborców PiS-u, raczej wyznawców, ale w umiarkowanym elektoracie narobiło dużo szkody. Na pewno część wyborców zastanawiała się, czy Rafał Trzaskowski, czy Patryk Jaki, ale gdy dostali taki przekaz, poczuli się jak w szantażu. Oczywiście Guział nie powiedział nic nowego, może tylko bardziej dosadnie. Już prezes Kaczyński powiedział we wrześniu, że gdy ktoś w samorządzie będzie warczał, to nie dostanie kości, tylko kością po głowie. To jest ten sam przekaz.

Pan Guział pokazał jednocześnie, że nie nadaje się do polityki, a tylko długo udawał przed nami w Warszawie jako burmistrz Ursynowa, gdzie jawił się jako inny człowiek. Okazuje się, że władza zalewa jednak mózg. Swoją drogą, to jest niesamowite, że doświadczamy tego tak naocznie w tej kampanii.

Czy kogoś by pan wyróżnił w tej kampanii, pochwalił?
Oczywiście, bo to nie jest tak, że jest wszystko źle. Mówimy o sprawach, które są nieprofesjonalne, z mojej dziedziny, bo to zawsze jest najciekawsze. Generalnie zawsze bardziej widać „plusy ujemne”. Oczywiście, że warto by się skonsultować z dobrym grafikiem komputerowym i sprawdzić ortografię, kiedy projektuje się ulotkę albo plakat. Natomiast oglądałem debatę kandydatów w Warszawie i muszę przyznać, że pan Jakub Stefaniak z PSL wypadł bardzo dobrze, mimo że PSL nie ma w stolicy szans. W ogóle kampania PSL jest niezła i dobrze sobie z nią radzi. Prawda jest też taka, że PSL walczy o życie, bo PiS postanowił je zamordować.

SLD nieźle zaczęło i fatalnie kończy. Skoro pojawił się Aleksander Kwaśniewski na konwencji, to wróżba jest raczej przeciwna. Rozumiem, że pokusa wykorzystania prezydenta, jeszcze tak popularnego, gdy się go miało, jest ogromna, ale tu nie widzę dobrych ruchów. Pan Czarzasty zachowuje się, jakby był pewny, że coś w tych wyborach zgarnie, a czeka tak naprawdę na wybory parlamentarne.

Dziwi mnie, że skoro PiS jest tak popularny, to pan Jaki schował znaczek partyjny. Na plakacie jest niczym wpis na recepcie albo na umowie z bankiem – zapisy małym druczkiem na końcu.

Muszę pochwalić natomiast pana Trzaskowskiego za ripostę podczas debaty. PiS postanowił zagrać jeszcze raz tak samo, jak podczas debaty prezydenckiej, gdy Andrzej Duda dał Bronisławowi Komorowskiemu flagę Platformy, on nie wiedział, co z nią zrobić i postawił ją w końcu na ziemi. Ewidentnie tu Rafał Trzaskowski odrobił lekcję i bardzo inteligentnie odpowiedział panu Jakiemu na jego hasło, że wychodzi z partii. To są smaczki, które aż miło się obserwuje, szczególnie wśród młodych polityków. Patryka Jakiego na pewno należy pochwalić za to, że mu się aż tak chce. Jeżeli ktoś podchodzi w ten sposób do rzeczy, to można mnóstwo negatywnych spraw mu wyciągnąć, ale jednego nie można mu odmówić, że całym sobą pokazuje, że mu zależy. Sądzę, że niektórych może to przekonać, że może gada nienajmądrzejsze rzeczy, „gruszki na wierzbie”, ale walczy. Zresztą

Andrzej Duda również obiecywał niestworzone rzeczy z panią Szydło w kampanii, Donald Trump tak samo. Można łatwo zobaczyć, ile z tego dziś zostało. Niestety, żyjemy w czasach, kiedy musimy w kampanii łykać te pastylki słodkości, nawet jak potem będziemy wymiotować. Taka jest polityka, nieapetyczna, ale oparta na apetycie wyborców. 

Budzimy się po wyborach i wchodzimy od razu w następna kampanię? Jaka ona będzie?
Oczywiście. Teraz przez dwa lata będziemy non stop w kampanii. Będzie się ona tylko nasilała, gdy będą zbliżać się wybory i odpuszczała po wyborach. Ponieważ plan strategiczny jest taki, że PiS utrzymuje władzę w Polsce, a w zasadzie poszerza ją o samorządy, a Koalicja Obywatelska chce tę władzę odebrać, to znowu nie będą to tzw. normalne wybory i normalna kampania. Polacy będą głosować bardziej przeciw niż za. Kampania samorządowa, ponieważ toczy się niżej, na poziomie wójtów, burmistrzów, to jest ciągle trochę bliżej demokracji. W myśl: to jest przysłowiowy Jan Kowalski, on był dyrektorem w szkole mojego dziecka i się sprawdził, więc będę na niego głosować. Nie patrzy się na to, czy jest z PiS-u, z PO czy z PSL, jeżeli w ogóle jest, i to jest fajne. Od następnej kampanii wejdziemy w fazę ostrej polityki.

Chodzi o głośny list ambasadora RP w Berlinie Andrzeja Przyłębskiego, który zaprotestował przeciwko przyznaniu Nagrody Wolności i Przyszłości Mediów ustanowionej przez Fundację Mediów Sparkasse w Lipsku i w liście do jej zarządu zasugerował, że powinna trafić w inne niż Tomasza Piątka ręce. Kopię listu wysłał również – co sam przyznał w wywiadzie dla serwisu wPolityce.pl – do premiera Saksonii. Napisał: „Fakt, że nagroda finansowana z niemieckich środków publicznych ma służyć krytyce polskiego rządu i kwestionować demokrację w Polsce, jest w tym przypadku szczególnie oburzający”. Przyłębski groził, że „wybór laureata i uzasadnienie tej decyzji szkodzi dobrym stosunkom polsko-niemieckim”. Jak informowała „Gazeta Wyborcza”, ambasador napisał również, że autorowi książki „Macierewicz i jego tajemnice” „udowodniono kłamstwa”, co jest nieprawdą. Nic takiego w związku z książką Piątka nie miało miejsca. Główny bohater nie wytoczył ani jednego procesu w związku z tą publikacją, która sprzedała się w rekordowym nakładzie 230 tys.

Przyłębskiego wsparły życzliwe PiS media. W serwisie Karnowskich tak mówił o motywach swojego działania: „Pierwszym była sama osoba pana Piątka, który jest znany ze swojego stylu uprawiania dziennikarstwa. Ostatnio dał się poznać za sprawą dziwnej książki na temat pana ministra Antoniego Macierewicza, która wszystkich zbulwersowała. Drugim powodem było uzasadnienie dla przyznania tej nagrody, które było zbiorem absurdalnych zarzutów na temat braku praworządności i wolności mediów w Polsce”.

Tomasz Piątek – Aferę Macierewicza trzeba wyjaśnić do końca

Tomasz Piątek pomówiony państwowo

Gdy list ujrzał światło dzienne, zapytaliśmy MSZ, czy jego szef minister Jacek Czaputowicz wiedział o nim, znał jego treść przed upublicznieniem i ją aprobował. Chcieliśmy się również dowiedzieć, z jakich powodów to zrobił – oczywiście jeśli akceptacja z jego strony była – oraz czy planuje jakikolwiek dalsze działania w sprawie. Odpowiedź na te proste pytania zajęła MSZ ponad tydzień. Biuro prasowe resortu zapewniało nas w tym czasie, że trwa to tak długo, bo w sprawie prowadzone są rozmowy z ambasadą w Berlinie, poza tym jest rozpatrywana przez najważniejszych ludzi w resorcie.

Efektem tych rozważań kierownictwa MSZ są dwa zdawkowe zdania (otrzymaliśmy je mailem, pod którym nikt się jednak nie podpisał). Mimo to wiele one mówią o stanie polskiej dyplomacji. Zacytujmy w całości: „Ambasadorzy RP konsultują swoje działania z centralą MSZ, a ich zadaniem jest reprezentowanie na zewnątrz polskiego stanowiska w danych kwestiach. Dotyczy to także poruszonej przez Pana Redaktora sprawy”. Czyli Przyłębski konsultował z MSZ swe wystąpienie przeciwko nagrodzie dla niezależnego dziennikarza, a jego stanowisko – zawierające pomówienie o rzekomo udowodnionych kłamstwach – jest również stanowiskiem resortu, które reprezentuje. A więc i państwa polskiego.

Nobel dla Wałęsy zmorą władz PRL

Nie wiadomo, czy kierownictwo resortu z prof. Jackiem Czaputowiczem na czele zdaje sobie sprawę, że akcja Przyłębskiego, którą poparło, jest łudząco podobna do kampanii przeciwko przyznaniu Pokojowego Nobla Lechowi Wałęsie w 1983 r. (choć oczywiście ranga sprawy jest inna).

Grzegorz Majchrzak, historyk specjalizujący się m.in. w badaniu dziejów „Solidarności”, tak opisał ten niechlubny epizod dyplomacji PRL (cytat za stroną internetową Muzeum Historii Polski): „MSZ, w związku z informacjami agencyjnymi o ponownym wysunięciu osoby przewodniczącego »Solidarności« do pokojowej Nagrody Nobla (po raz pierwszy został on zgłoszony rok wcześniej), zalecił polskim dyplomatom w Oslo złożenie »wizyty na wysokim szczeblu« i przedstawienie stanowiska władz PRL w tej kwestii. Mieli oni starać się wpłynąć na norweskie władze, a za ich pośrednictwem na osoby decydujące o nagrodzie. Dyplomatom zalecono akcentowanie postępującej w Polsce »normalizacji sytuacji« oraz toczącego się rzekomo »szerokiego dialogu społeczno-politycznego i gospodarczego między różnymi patriotycznymi siłami«. Mieli oni także przestrzegać, że ponowne wysunięcie kandydatury Wałęsy może być w tej sytuacji »odczytane tylko jako chęć utrudnienia procesów stabilizacyjnych«. Z kolei ewentualne przyznanie mu nagrody miało zostać potraktowane jako »polityczny akt poparcia dla sił ekstremalnych w Polsce«. Nasi dyplomaci wykorzystywali też w celu utrącenia kandydatury Lecha Wałęsy kanały nieoficjalne. Na przykład polski ambasador w Norwegii Karol Nowakowski przeprowadził rozmowę z jednym z dziennikarzy gazety »Dagbladet«, który miał mu przyrzec wykorzystanie kontaktów prywatnych, aby oddalić kandydaturę Wałęsy”.

Historia lubi się powtarzać?

Ironią losu jest, że także wówczas zagrano kartą antyniemiecką, akcentując, że kandydaturę Wałęsy wysunął Bundestag, pomijając inne zgłaszające go instytucje. „Władze PRL nie ograniczyły się jednak do słów, poszły za nimi konkretne czyny. Przede wszystkim 11 października 1983 r. ekipa Wojciecha Jaruzelskiego wysłała do rządu Norwegii oficjalny protest przeciwko uhonorowaniu Wałęsy, (…) nie przyjmując do wiadomości, że mogą one [władze norweskie – red.] nie mieć wpływu na działalność prywatnej instytucji”.

Na koniec warto jeszcze przypomnieć, że ówczesne władze w ich antynoblowskiej szarży wsparły reżimowe media: z TVP i Trybuną Ludu na czele. Czyż historia nie lubi się powtarzać?

Waldemar Mystkowski pisze o finiszu kampanii.

Na finiszu kampanii samorządowej słupki poparcia dla PiS spadły.

Jarosław Kaczyński nie gardzi żadną manipulacją ani kłamstwem. Na finiszu kampanii samorządowej słupki poparcia dla PiS spadły, zatem PiS stosuje sprawdzone chwyty z poprzednich kampanii. Spot wyborczy o imigrantach przypomina ostrzeżenia prezesa sprzed trzech lat o cholerze, pierwotniakach i pasożytach.

Dla dobra pisowskiej sprawy jego najważniejsi nominowani do ubiegania się o fotele prezydenckie wypierają się PiS. Ani Patryk Jaki oficjalnie nie przyznaje się do partii Kaczyńskiego, ani Małgorzata Wassermann. Św. Piotrowi kur zapiał trzy razy, faworyci Kaczyńskiego najwyżej dwa razy usłyszą kukuryku i to pod warunkiem, że wejdą do drugiej tury, a potem jak w staropolskim powiedzeniu: „myślał kogut o niedzieli (wyborczej), a w sobotę (w ciszy wyborczej) łeb mu ucięli”.

Był taki moment, że prezes starał się w demokratycznych procedurach sięgnąć po wymarzony fotel prezydenta RP, ale nie pomogła mu nawet żałoba po bracie, gdy naród pochylał się z troską nad biednym bliźniakiem „sierotą”. Kaczyński w starciu zero-jedynkowym jest niewybieralny, pozostaje mu mącić, odwracać kota ogonem.

Liberalizm i lewica są dla niego i jego formacji lewackością, jednak w sytuacji podbramkowej prezes nawet jest w stanie sformułować – skądinąd silnie osadzony w naszej wysokiej kulturze – apel do przyjaciół Moskali (w roku 2010), lecz wieszcz adresował go do opozycji carskiej, a nie rządzących. Kaczyński wówczas także uciekł się do manipulacji z elektoratem sentymentu peerelowskiego i wielkodusznie orzekł, że Edward Gierek był patriotą.

Tę sztuczkę prezes zastosował w obecnej krytycznej sytuacji. Dojrzał w SLD możliwego koalicjanta w sejmikach, stwierdzając, że SLD będzie jednym z rozgrywających w samorządach, bo „od czasu istnienia PZPR minęło 30 lat” i tylko jeden muszą spełnić warunek: „pro publico bono”, czyli w istocie żaden.

Kaczyński nie sformułował analogicznego dowartościowania „Włodzimierz Czarzasty jest patriotą”, bo tak naprawdę nie chodzi o lewicę, ale podprowadzenie elektoratu, podszycie się pod idee lewicowe.

Czarzasty odpowiedział Kaczyńskiemu – wykluczył możliwość koalicji z PiS. Wg niego partia Kaczyńskiego robi wiele rzeczy sprzecznych z dorobkiem SLD, jak konflikt z Unią Europejską i „łamanie Konstytucji”. Czarzasty nie chce połknąć haczyka, który zarzucił na niego prezes.

Otóż pisowcy muszą zdawać sobie sprawę, że na żadnym poziomie reprezentacji demokratycznej nie są w stanie wejść w koalicję, aby współrządzić na różnych poziomach samorządowych. Wygląda na to, że będziemy mieli powtórkę z rozrywki, PiS potwierdzi stan posiadania w samorządach, a to będzie znaczyć klęskę wyborczą. A potem dojdzie do wewnętrznych rozliczeń, do sytuacji „rewolucji prawicowej” znaczy, że będą zajęci wojną wewnątrzpartyjną, wykrwawianiem się.

PiS centralizuje Polskę, aby władzę skupić w rękach Kaczyńskiego

Drożeje paliwo? Dopiero podrożeje. Cena diesla na stacjach Orlenu jest trzymana poniżej ceny w hurcie. Do wyborów. Przecież „ludzie są tacy głupi” – napisał na Twitterze Andrzej Rzońca i coś w tym jest, bo nie on jeden alarmuje.

“Rzeczpospolita” zwraca np. uwagę na fakt, że od kilku tygodni olej napędowy na krajowych stacjach paliw kosztuje mniej niż oficjalnie w hurcie, co na dłuższą metę jest nie do utrzymania.

Sytuacja może się diametralnie zmienić i do podwyżek dojdzie najprawdopodobniej za kilka tygodni – po wyborach.  Dziennik cytuje portal e-petrol.pl, z którego wynika, że cena detaliczna za litr oleju napędowego wynosiła w ostatnich dniach średnio 5,13 zł. Tymczasem dziś ceny hurtowe tego paliwa w PKN Orlen wynoszą 5,31 zł, a w Grupie Lotos ponad 5,33 zł.

Jakub Bogucki, analityk rynku paliw e-petrol.pl. wyjaśnia, że nie oznacza to, iż stacje paliw dopłacają do diesla i dowodzi, że po prostu obecne ceny hurtowe mają charakter referencyjny, a „paliwa kupowane w hurcie, często są istotnie tańsze niż wynikałoby to z oficjalnego cennika. To efekt stosowania przez sprzedawców licznych upustów dla stałych, bądź dużych klientów…”.

W opinii eksperta o obniżce cen nie ma mowy, choćby ze względu na wysokie ceny ropy naftowej na giełdzie, natomiast w przeciągu najbliższych kilku tygodni możemy się spodziewać korekty cen oleju napędowego. Być może nawet do poziomu wyższego niż cena benzyny Pb95.

Wiele też wskazuje na to, że po wyborach „paliwo może być i za 7 zł”. Nie wiadomo czy za względnie niskimi cenami oleju napędowego na stacjach rzeczywiście stoi konkurencja, czy narzucenie cen przez dominujące na polskim rynku spółki Skarbu Państwa – czytamy w CrowdMedia.

Neumann: Ustawę o pracownikach samorządowych pisaliśmy w normalnym kraju. Dzisiaj trzeba pilnować precyzji w każdym zapisie, bo mogą przyjść goście, którzy wykorzystują tego typu kruczki prawne, żeby niszczyć konkurentów politycznych

Myśmy to pisali [ustawę o pracownikach samorządowych] w normalnym kraju, gdzie państwo było normalne, służby państwa były normalne, nie były upolitycznione. Prokuratura czy służby nie były na usługach partii politycznej czy sądy nie były zdobywane przez partię polityczną. Zakładaliśmy, że można żyć w normalnym kraju i przepis nie musi być tak precyzyjny. Dzisiaj – jak widać – trzeba pilnować precyzji w każdym zapisie, bo mogą przyjść goście, którzy wykorzystują tego typu kruczki prawne, żeby niszczyć konkurentów politycznych, z którymi nie są w stanie wygrać wyborów” – mówił w Poranku Radia TOK FM Sławomir Neumann z PO.

Nie będzie śledztwa za nazwanie premiera Mateusza Morawieckiego pieprzonym kłamcą. – Bo był w Bydgoszczy jako osoba prywatna a nie prezes Rady Ministrów – słyszymy w prokuraturze.

Do zajść doszło tuż przed konwencją wojewódzką Prawa i Sprawiedliwości, na której zarówno Jarosław Kaczyński, jak i premier Mateusz Morawiecki wspierali Tomasza Latosa, kandydata na prezydenta Bydgoszczy.

30 września spotkali się w Filharmonii Pomorskiej. Przywitali ich działacze KOD-u, którzy zorganizowali pikietę przed wejściem. Manifestowali sprzeciw wobec łamania konstytucji i rządów PiS. Część z nich miała na twarzach karykatury premiera Morawieckiego i długie nosy, mające symbolizować jego kłamstwa.

Bogdan Dzakanowski, kandydujący do rady miasta z listy PiS, twierdził, że został przed filharmonią uderzony przez działacza bydgoskiego KOD-u w głowę. Prokuratura badała sprawę ponad dwa tygodnie. W ramach prowadzonego postępowania zostali przesłuchani policjanci, którzy pilnowali porządku przed filharmonią.

Funkcjonariusze zeznali, że ich zdaniem znieważony został kto inny – premier Mateusz Morawiecki, bo ktoś głośno nazwał go „pieprzonym kłamcą”.

Kuchciński podpisał dokument przekreślający większość dezubekizacyjnego „dorobku” własnej partii. Następnie zebrał od władz tejże partii „opr”, po którym musiał podkulić ogon.

Jeszcze w piątek rano na oficjalnej stronie Sejmu można było znaleźć skierowane do Trybunału Konstytucyjnego wystąpienie marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, w sprawie ustawy dezubekizacyjnej. Pismo ma 49 stron, ale jego istota wyraża się w pierwszych trzech punktach. Dwa z nich mówią, że niemal wszystkie zapisy wspomnianej ustawy są zgodne z konstytucją. Jeden (pkt. 2) – że niezgodny z ustawą zasadniczą jest przepis o drastycznym obcięciu emerytur i rent funkcjonariuszom, którzy pracowali w organach PRL, ale po 1 sierpnia 1990 r. służyli już wolnej Polsce.

Ten jeden przepis ma kluczowe znaczenie dla całej ustawy. W grudniu 2016 r. PiS ukarał nią każdego, kto chociaż jeden dzień był zatrudniony w aparacie represji PRL. Nieważne, czy był to wydział zwalczający opozycję, czy posada sekretarki w MSW, praca w Biurze PESEL czy zajęcia na resortowej uczelni. Nieważne też, czy potem przez ćwierć wieku ktoś pracował dla demokratycznego państwa.

>>>

Dudę przed Trybunał Stanu, także Szydło i Morawieckiego, a Kaczyńskiego przed sąd powszechny

4 października Andrzej Duda jechał na spotkanie z mieszkańcami Oświęcimia. Podczas przejazdu kolumny samochodów rządowych przez miasto, wybiegł na ulicę dziewięcioletni chłopiec i został potrącony przez jeden z radiowozów. Na szczęście dziecko nie odniosło poważniejszych obrażeń. Skończyło się na krótkiej obserwacji w szpitalu.

Śledztwa nie będzie i wydawałoby się, że sprawa już skończona, a jednak   po forach policyjnych krąży historia o tym, jak prezydent zachował się po zdarzeniu i zwymyślał załogę radiowozu. Ponoć po tym, jak „dziecko wbiegło w bok radiowozu podczas przejazdu z Dudą (…) podszedł do radiowozu, uderzył pięścią w radiowóz i powiedział do policjantów: ‘co wyście ch… znowu narobili”. Policjanci są oburzeni taką reakcją i uważają, że to całkowity brak szacunku.

Jeden ze świadków zdarzenia mówi, że prezydent „był wściekły, widziałem, jak uderzył pięścią w szybę radiowozu, słyszałem, że krzyczał, ale moim zdaniem nie były to przekleństwa”. Według niego, powodem takiego zachowania była postawa funkcjonariuszy, którzy chcieli kontynuować jazdę, pozostawiając chłopca bez pomocy.

Rzecznik prezydenta w rozmowie z Onetem stwierdził, że nawet nie będzie tego komentował. Wprawdzie „Gazeta Wyborcza” przesłała zapytanie w tej sprawie, ale „Trudno się do takiej ilości nieprawdy odnieść (…)Ciężko się do tego odnieść”.

Prezydent mówi, że sprawy tak nie zostawi, policjanci są oburzeni słowami, jakie padły, a ja zastanawiam się, jakiego pecha ma ekipa rządząca. Gdzie się nie ruszy, tam musi jej się coś przytrafić. Tu kolizja, tam wypadek, jeszcze gdzieś awaria, dziecko wyskakujące pod koła…to jakieś fatum?

 

Rostowski o przełożeniu przesłuchania przez komisję śledczą: Żeby ta cała kłamliwa konstrukcja, kłamstwo VAT-owskie, nie runęła tuż przed wyborami

– Miałem być dzisiaj przed komisją [ds. VAT]. Została efektywnie odwołana ta komisja, bo przecież PiS nie przypadkiem 26 września uzgodnił ze mną, że właśnie dzisiaj, 12 października będę zeznawał. Bo chcieli przed wyborami. Miało być przed wyborami, teraz mówią, że będzie w II połowie listopada. Nie wiem oczywiście [jaki jest powód]. Domyślam się, że bali się, że jednak na komisji, takie przesłuchanie może trwać, szczególnie w moim przypadku, bo jestem dość odporny i się nie męczę, 9 godzin na przykład i jak wchodzi się w te wszystkie szczegóły i mówi się o konkretnych liczbach i analizach, to wtedy ta dowolność po prostu mówienia byle czego, tak jak to robi PiS, mówiąc o odzyskanych 40 mld jednego dnia, 250 mld innego dnia, 500 mld jeszcze innego dnia. Tego już nie można robić – stwierdził Jacek Rostowski w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet.

– Żeby ta cała kłamliwa konstrukcja, to całe kłamstwo VAT-owskie, które PiS szerszy od 2-3 lat, żeby ta cała konstrukcja im nie runęła tuż przed wyborami – mówił dalej o powodach odwołania dzisiejszego przesłuchania. Jak podkreślił były minister finansów, żadnego parasola ochronnego nie było i on sam nie ma sobie absolutnie nic do zarzucenia.

Rostowski: Mamy do czynienia z katastrofalnym spadkiem skuteczności przeciwdziałań przeciwko oszustom VAT-owskim

– Myślę, że tutaj to Mateusz Morawiecki ma wiele rzeczy do wytłumaczenia. To by np. wybrzmiało podczas komisji, gdyby ona miała miejsce dzisiaj. Np. w 2017 roku, kiedy Morawiecki był ministrem finansów, to prawdziwa kwota pieniędzy, które służby skarbowe zabrały oszustom, to nie są jakieś teoretyczne szacunki tego, co może mogłoby być, ale prawdziwe, konkretne pieniądze zabezpieczone, zabrane, przejęte do budżetu państwa z rąk czy kont oszustów. 570 mln, żadne miliardy, złotych. Co ciekawsze, w 2015 i 2014 roku, czyli za naszych rządów, ta kwota była ponad miliard. Prawie dwa razy większa. Czyli mamy do czynienia z po prostu katastrofalnym spadkiem skuteczności przeciwdziałań przeciwko oszustom VAT-owskim – stwierdził Rostowski w w Radiu Zet.

Rostowski: PMM teraz korzysta z naszej ciężkiej pracy. Żadnych sukcesów sam nie ma

– Nie, nie powiedziałem, że ma sukcesy [Mateusz Morawiecki]. Teraz korzysta z naszej ciężkiej pracy. Żadnych sukcesów nie ma sam. To, za co sam odpowiada, to co stanowi ile naprawdę zabrali środków szustom, to tutaj mamy po prostu z katastrofą, bo spadek o połowę – stwierdził Rostowski w rozmowie z Lubecką w Radiu Zet.

Rostowski: Na pewno trzeba będzie postawić prezydenta i dwóch premierów przed TS. Dorzuciłbym jeszcze Kaczyńskiego przed sąd powszechny

– Na pewno trzeba będzie postawić przed Trybunałem Stanu prezydenta za łamanie Konstytucji, premiera za nieopublikowanie, i to dwóch premierów, i Beaty Szydło i MM, wyroków TK. Dorzuciłbym jeszcze Jarosława Kaczyńskiego przed sąd powszechny za podżeganie do tamtych przestępstw – powiedział Rostowski w Radiu Zet.

Fatum dla Polski jest Andrzej Duda. Że on ciągle ma jakieś wypadki, g…wno mnie obchodzi, ale ta pokraka kieruje Polskę ku katastrofie, ku kolizji z UE, etc.