Archiwa tagu: Edwin Bendyk

PiSowi nie podoba się określenie mafia z PiS, zorganizowana grupa przestępcza

Partia Jarosława Kaczyńskiego wystosowała w tej sprawie wezwanie przedsądowe do prof. Wojciecha Sadurskiego. Chodzi o jego wpis na Twitterze z 10 listopada: – „Jeśli ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, to po ustawce z ostatnich 2 dni powinno być jasne: żaden przyzwoity człowiek nie powinien iść w paradzie obrońców białej rasy, którzy na chwilę schowali swe falangi i swastyki, w zmowie ze zorganizowaną grupą przestępczą PiS”.

Oprócz przeprosin, PiS domaga się od prof. Sadurskiego zaniechania „dalszego naruszania dóbr osobistych – w tym w szczególności poprzez formułowanie wypowiedzi wskazujących, że działalność partii można w jakikolwiek sposób zestawić z działalnością przestępczą”. Grożą, że jeśli w ciągu trzech dni – od czasu otrzymania przez niego wezwania – profesor nie przeprosi, podjęte zostaną „odpowiednie działania cywilnoprawne”.

Prof. Wojciech Sadurski – wykładowca na Uniwersytecie w Sydney i Centrum Europejskim Uniwersytetu Warszawskiego – od wielu miesięcy bardzo krytycznie ocenia rządy „dobrej zmiany”. Jego opinie m.in. w artykule „Prof. Sadurski: Kaczyński hersztem gangu. Większość parlamentarna – zorganizowaną grupą przestępczą”.

Dodajmy, że PiS podobne pisma wystosował do dziennikarza „Gazety Wyborczej” Wojciecha Czuchnowskiego, który na Twitterze napisał o „mafii z PiS” oraz do lidera PO Grzegorza Schetyny – za użycie na profilach partyjnych sformułowań, takich jak „układ mafijny PiS”.

* * *

Wyjaśnienia wymaga tylko, kto jest szefem wszystkich szefów w państwie PiS.

Depresja plemnika

Nie wyklucza tego nowy wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej. – „Wiem, że wielu radnych jest wzburzonych sposobem, w jaki ten pomnik i pomnik Lecha Kaczyńskiego na placu Piłsudskiego powstał. Prawo do takiego referendum ma Rada Miasta Warszawy – nie należy wykluczać, że znajdą się radni, którzy z taką inicjatywą wyjdą. Mogą wyjść także mieszkańcy. Będziemy przyglądali się emocjom ludzi wokół tego tematu” – powiedział Rabiej w RMF FM.

Odsłonięcie pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej 10 kwietnia 2018 r. na pl. Piłsudskiego budziło i budzi kontrowersje. Z sondażu zleconego przez warszawski ratusz, zanim oba pomniki (pytano też o monument upamiętniający Lecha Kaczyńskiego) stanęły, wynikało, że 71 proc. warszawiaków było temu przeciwnych.

Władze miasta zarzucały też pisowskiemu wojewodzie, że z naruszeniem prawa przejął tereny wokół Grobu Nieznanego Żołnierza, gdzie stanął pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej.

Rabiej odniósł się także do zapowiedzianej przez Andrzeja Dudę odbudowy Pałacu Saskiego. – „Na razie mamy do czynienia z pomysłem odbudowy…

View original post 1 461 słów więcej

Morawiecki kulawą kaczką

„Przed 22 w sztabie PiS pojawił się Zbigniew Ziobro. W kuluarach słychać, że został wezwany przez prezesa Kaczyńskiego” – napisał na Twitterze Patryk Michalski z RMF FM. Podobną informację podał Jacek Gądek z gazeta.pl.

„Po zakończeniu wieczoru wyborczego w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej nagle pojawił się minister Zbigniew Ziobro. Nie był chętny do rozmowy z dziennikarzami. W szeregach PiS jest nieskrywana pretensja do Patryka Jakiego i Zbigniewa Ziobry o porażkę w I turze” – napisał Gądek.

Przypomnijmy, że oficjalnie Jaki jest bezpartyjny. Tydzień przed wyborami złożył rezygnację z członkostwa w Solidarnej Polsce – partii Ziobry. Trudno jednak wierzyć w jego apolityczność, choćby z tego powodu, że tuż po debacie telewizyjnej wsiadł do autokaru z napisem „PiS”.

Internauci oczywiście komentowali nieoczekiwaną wizytę Ziobry na Nowogrodzkiej. – „Ależ panie prezesie! To nie moja wina – Patryk Jaki nie należy do mojej partii. On przecież jest bezpartyjny!”;

„Dostanie polecenie przygotowania wniosku do TK w sprawie niezgodności wyników wyborów z Konstytucją”; – „Znajomy wróbelek z Nowogrodzkiej: Gowinowcy już zacierają ręce. Zbychu i Mateusz w niełasce, a Patryk – pstryk! i znikł”; – „Pan Migalski przewiduje, że prezes kogoś poświęci: albo Morawieckiego, albo Ziobro. Stawiam na Ziobro”.

Sędziowie wysłani przez Andrzeja Dudę na przedwczesną emeryturę stawili się w poniedziałek w Sądzie Najwyższym. – Wracam do pracy – zapowiedział prezes Izby Karnej Stanisław Zabłocki. – Życie jest piękne – mówiła pierwsza prezes Małgorzata Gersdorf.

Na wracających czekało kilkadziesiąt osób. Skandowali „Konstytucja”. Trzymali flagi Obywateli RP. – Witamy wybranych zgodnie z konstytucją sędziów – mówili. – Pierwszą noc od trzech lat dobrze przespałam – stwierdziła mieszkanka Warszawy, nawiązując do wyników wyborów samorządowych. PiS przegrał je w największych miastach.

– Dzień dobry, dziękuję – witał manifestujących prezes Izby Karnej Stanisław Zabłocki, wjeżdżając na teren sądu. – Wracam do pracy, oczywiście. Jeśli tylko będziemy mogli pracować, będziemy pracować – dodał.

– Życie jest piękne – usłyszała na powitanie pierwsza prezes Małgorzata Gersdorf. – Życie jest piękne – zgodziła się. – Na razie jesteśmy wygrani. Zobaczymy, co będzie potem, ale na razie jest dobrze – powiedziała.

Ilu sędziów wróciło dziś do pracy? – Nie ze wszystkimi udało nam się skontaktować. To nie będzie nawałnica. Na razie muszę spotkać się z prezesami – powiedziała Gersdorf.

Kaczyński zjeżdża z górki na pazurki wprost do kuwety

TVN 24 podało wyniki late pool. Różnią się one od tych opublikowanych tuż po zamknięciu lokali wyborczych.

Czytaj relację na żywo

Jak pokazują wstępne wyniki, frekwencja wyniosła 53,4 proc. Całościowe wyniki wyborów poznamy we wtorek lub środę.

W Warszawie w pierwszej turze – pokazują sondaże – zwyciężył kandydat Koalicji Obywatelskiej Rafał Trzaskowski (54,1 proc.). Podobnie jak kandydaci Koalicji Obywatelskiej w innych miastach: Hanna Zdanowska w Łodzi (70,1 proc.) czy Jacek Jaśkowiak w Poznaniu (56,6 proc.).

Koalicja Obywatelska zwycięża w dużych miasta, często w I turze, z drugiej strony Zjednoczona Prawica wygrywa w sejmikach, choć opcja koalicyjna KO i PSL ma większe poparcie. – PiS ma poważny problem strukturalny w dużych miastach, nie tylko w Warszawie. A to jest przyczynek do bardzo poważnych rozważań, czy my nie pękamy jako społeczeństwo. Być może zaczyna przypominać społeczeństwo amerykańskie, które jest całkowicie podzielone na Republikanów i Demokratów – komentuje dr Marek Migalski.

JUSTYNA KOĆ: Bardzo dobry wynik w Warszawie dla Rafała Trzaskowskiego. To dobry prognostyk dla Koalicji Obywatelskiej?

DR MAREK MIGALSKI: To pokazuje, że nawet bardzo dobra kampania Patryka Jakiego była bez znaczenia, bo dostał zaledwie 4 punkty procentowe więcej niż Sasin 4 lata temu. Strukturalnie jest tak, że nie da się pewnych rzeczy przeskoczyć, bo to jest taki, a nie inny elektorat. Widać, że nastąpiła ogromna mobilizacja warszawiaków, bo to zwycięstwo Trzaskowskiego trzeba połączyć z wysoką frekwencją wyborczą w Warszawie. To pokazuje, że

na warszawiaków nie zadziałał ten szantaż, który całkiem otwarcie zastosował pan Guział odnośnie do funduszy dla samorządów. Warszawiacy pokazali, że w ten sposób z nimi postępować nie można i nie będą akceptować tego rodzaju polityki.

Sondaże dają wygraną KO w pierwszej turze w dużych miastach. Oprócz Warszawy to Łódź, Lublin, Poznań, prawdopodobnie Wrocław. 4 lata temu liberalni kandydaci nie mogli liczyć na takie poparcie. Co to oznacza?
To pokazuje, że PiS ma poważny problem strukturalny w dużych miastach, nie tylko w Warszawie. A to jest przyczynek do bardzo poważnych rozważań, czy my nie pękamy jako społeczeństwo. Z jednej strony są duże miasta, w których PiS nie ma szans, a z drugiej strony jest polski interior, polska prowincja, gdzie w wielu miejscach liberalni kandydacie nie mają szans z PiS-em. To pokazuje, że

nasze społeczeństwo, być może, zaczyna przypominać społeczeństwo amerykańskie, które jest całkowicie podzielone na Republikanów i Demokratów.

Ten przykład Warszawy to pokazuje. Duże miasta, aglomeracje są liberalne, a prowincja konserwatywna.

32,3 dla PiS, 24,7 dla Koalicji Obywatelskiej, 16,6 dla PSL (to bardzo dobry wynik ludowców). Prezes Kaczyński mówił: wygraliśmy po raz czwarty.
To było przewidywane i mówiłem o tym już wcześniej, że PiS dostanie 1/3 a KO 1/4 głosów. To oznacza, że obydwie partie będą mogły ogłosić sukces. Z jednej strony PiS wygrało te wybory, a z drugiej KO powstrzymała marsz PiS-u w samorządach, bo większość w większości sejmików będzie oparta o dotychczasową współpracę KO czy PO z PSL. Wysoki wynik PSL to zapewni. Tu obydwie strony będą mogły ogłosić swoje zwycięstwo.

PiS wygrało w liczbach bezwzględnych, a KO będzie mówiła, że obroniła Polskę przed marszem PiS, ponieważ w zdecydowanej większości z 16 województw przetrwa koalicja PO-PSL.

5,7 proc. dla SLD. To dobry wynik dla partii Czarzastego?
Bardzo słaby. Apetyty SLD były znacznie większe. O ile PSL dostało więcej głosów niż się spodziewało, to SLD dostało mniej niż wszyscy się spodziewali. SLD miało nadzieje na 7-8, być może nawet 10 proc. Jedyne, z czego mogą się cieszyć, że są ciągle hegemonem na lewicy, dlatego że ich konkurenci, czyli partia Razem, dostała od nich jeszcze mniej. W jakimś sensie wygrali więc walkę o dominację na lewicy. Niemniej

SLD na pewno jest rozczarowane, że ich radni nie zawsze będą potrzebni do stworzenia koalicji.

W sztabie PiS-u zaraz po prezesie Kaczyńskim przemawiał premier Mateusz Morawiecki, twarz tej kampanii. To oznacza, że wynik PiS-u jest zadowalający, a akcje premiera ciągle wysoko stoją?
Rzeczywiście w ostatniej części kampanii wyborczej widać było, że szukają winnego, pewnie wiedzieli, jaki wynik osiągną. Widać było, że Morawiecki zastawia pułapki na Zbigniewa Ziobrę, a minister sprawiedliwości na Morawieckiego. Zatem

od woli Jarosława Kaczyńskiego będzie zależało, kto poniesie konsekwencje za ten jednak słabszy wynik niż oczekiwano.

Przez ostatnie kilka dni w konflikcie wewnątrz PiS-u widać było, że prezes stoi za premierem Morawieckim. To, że pozwolił mu wystąpić na konwencji, oznacza, że w dalszym ciągu będzie go popierał.

Teraz Kaczyński zjedzie z górki na pazurki – wprost do kuwety. Miau, miau.

Jerzy Zelnik na chwilę otrzeźwiał z PiS. Historia kołka w płocie

Ładny tytuł i zdjęcie

>>>

Krystyna Pawłowicz wykonała łamane salto do tyłu z podwójną śrubą z pozycji kucznej, niestety w basenie wody nie było. Pis jej mać

Gdy mamy do czynienia z taką sytuacją, jak po wczorajszym ogłoszeniu prognozowanych wyników wyborów, czyli gdy wszyscy są pozornie zadowoleni i wszyscy główni gracze ogłaszają wyborczy sukces, należy do sprawy podejść w sposób niestandardowy. Bo choć deklaracje zwycięstwa padają zarówno ze strony Prawa i Sprawiedliwości, Koalicji Obywatelskiej oraz Polskiego Stronnictwa Ludowego, to tylko jedno ugrupowanie zachowuje się jak rozkapryszone dziecko, które wyraźnie z przegraną poradzić sobie nie potrafi. 

Politolodzy nie mają wątpliwości – wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego po ogłoszeniu sondażowych wyników nie brzmiała jak mowa zwycięska.

– Musimy zachować spokój, ale jeśli to, co jest w tej chwili, będzie potwierdzone, przynajmniej generalnie (…), to będziemy mogli starać o władze w wielu miejscach, jeżeli chodzi o sejmiki samorządowe. Będziemy mogli w pewnych ważnych miastach walczyć w drugiej rundzie i jednocześnie będziemy musieli, i to jest mój główny przekaz, bardzo ciężko pracować w ciągu kolejnego roku, także po to, by w ostatnich momentach przed wyborami nie spadały na nas różne ciosy – mówił po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów prezes PiS.

W sieci natomiast aż roi się od komentarzy pełnych rozczarowania werdyktem wyborców, obrażających wyborców w dużych miastach czy wręcz doszukujących się spisku czy potencjalnego fałszerstwa. Takie głosy można przeczytać zarówno z ust redaktor naczelnej portalu wpolityce.pl Marzeny Nykiel, marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego czy posłanki PiS Krystyny Pawłowicz.

Nic dziwnego, że politycy partii rządzącej oraz funkcjonariusze zależnych od nich mediów czują rozczarowanie. “Dobra zmiana” wczoraj poległa, a rozmiary tej porażki dopiero ujrzą światło dzienne, gdy spłyną ostateczne wyniki z sejmików. Choć wyniki exit poll pokazują ich wygraną w 9 sejmikach wojewódzkich (w 2014 roku w 5), to dosyć płaskie wyniki oznaczają, że w zdecydowanej większości z nich PiS będzie zmuszone szukać koalicjanta., Biorąc natomiast pod uwagę kolejny świetny wynik PSL (ponad 16% w skali kraju, w większości zapewne tak jak w 2014 roku na wschodzie) oraz deklarację prezes Władysława Kosiniaka-Kamysza, że z PiS w żadne koalicje nie wejdą, władza w sejmikach pozostanie w rękach niepisowskich.

Marsz po władzę na najniższym poziomie ogólnopolskim został powstrzymany, a planowanego Budapesztu w Warszawie (czyli ekspansji władzy do większości konstytucyjnej) już nie będzie. W przeciwieństwie do Węgier, władzy centralnej, mimo gigantycznych środków finansowych oraz nieprawdopodobnie ofensywnej polityki wewnętrznej nie udało się zlikwidować opozycji ani zyskać nowych wyborców. Wśród najbardziej krewkich polityków obozu rządzącego musi panować poczucie wielkiego rozczarowania, być może też przekonanie, że użyto zbyt łagodnych środków w zwalczaniu przeciwników politycznych. I właśnie w takie tony uderzyła Krystyna Pawłowicz, z której wpisu wynika, że za klęskę swojego ugrupowania obwinia media prywatne, dlatego pierwszym krokiem po wyborach powinno być właśnie uderzenie w takie redakcje jak Onet czy TVN24.

Wygląda zatem na to, że czekają nas bardzo gorące miesiące w polskiej polityce. Obóz władzy może bowiem albo spróbować “domknąć” otwarte fronty sporu politycznego, nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi, opinii publicznej i działaniom instytucji unijnych (tak jak w przypadku Sądu Najwyższego), albo zrobić wielki krok wstecz, wycofać się z toczonej wojny polsko-polskiej i liczyć na najniższy wymiar kary. Każdy z wybranych scenariuszy napotka na opór nawet wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości. I to chyba najważniejszy skutek wczorajszych wyborów.

Głupawka pisowskich polityków nieoceniona. Pawłowicz: „Kody przewodniczyły komisjom chuliganeria i zadymiarze liczyli w Warszawie głosy.Nie mam zaufania do ich uczciwości.”

PiS z pewnością przegrał wybory samorządowe, teraz tylko obsuwa

„Chcę podziękować mieszkańcom Warszawy za tak wielki kredyt zaufania, którym mnie obdarzyli”– powiedział Rafał Trzaskowski.

Rafał Trzaskowski wygrał wybory prezydenckie w Warszawie już w pierwszej turze. Uzyskał 54,1 proc. poparcia. Jaki uzyskał 30,9 proc.

W Łodzi Hanna Zdanowska zdetronizowała kandydata PiS i uzyskała 70,1 procW Poznaniu też wygrał w pierwszej turze Jacek Jaśkowiak 56,6 proc.

Według sondażu Ipsos dla w wyborach do sejmików wojewódzkich w skali kraju: PiS – 32,3 proc. ; Koalicja Obywatelska – 24,7 proc.; PSL – 16,6 proc.; Kukiz’15 – 6,3 proc.; Bezpartyjni Samorządowcy – 6,3 proc.; SLD-Lewica Razem – 5,7 proc.

Frekwencja według sondażu wyniosła 51, 3 proc.

„To nie jest komunikat o zwycięstwie” – tak politolodzy w studiu TOK FM komentowali słowa Jarosława Kaczyńskiego wypowiedziane tuż po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów samorządowych.

W skali kraju wyniki do sejmików wojewódzkich wyglądają tak: PiS – 32,3, KO- 24,7, PS L- 16.6, Kukiz 6,3, Bezpartyjni – 6,3, SLD – Lewica Razem 5,7 proc, Wolność – 1,5, Razem – 1,4.

– Musimy zachować spokój, ale jeśli to, co jest w tej chwili, będzie potwierdzone, przynajmniej generalnie (…), to będziemy mogli starać o władze w wielu miejscach, jeżeli chodzi o sejmiki samorządowe. Będziemy mogli w pewnych ważnych miastach walczyć w drugiej rundzie i jednocześnie będziemy musieli, i to jest mój główny przekaz, bardzo ciężko pracować w ciągu kolejnego roku, także po to, by w ostatnich momentach przed wyborami nie spadały na nas różne ciosy – mówił po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów prezes PiS, Jarosław Kaczyński.

Słowa o tym, że „należy zachować spokój”, komentowali politolodzy obecni z studiu TOK FM. – To nie jest komunikat o zwycięstwie – stwierdził prof. Andrzej Rychard, a prof. Antoni Dudek powiedział tylko: To znaczy, że jest źle.

– Powiedzmy sobie jasno: PiS startował z poziomu jednego sejmiku na 16, czyli gdyby nawet w tylko trzech przejął władzę, prezes ogłosi: trzykrotnie zwiększyliśmy nasze siły w sejmikach – komentował prof. Dudek.

– Po trzech latach bardzo agresywnej polityki, walki o te samorządy (…) nagle się może okazać, że PiS ugrał bardzo niewiele. Zdobycie przy tej skali zaangażowanych sił i środków, powiedzmy – dwóch, góra trzech województw, to nie jest sukces, tylko to jest porażka

– podsumował politolog.

Eksperci odnosili się również do słów prezesa PiS na temat ciosów, jakie spadać miały na Prawo i Sprawiedliwość na ostatnim etapie kampanii wyborczej. Zdaniem Antoniego Dudka, partii rządzącej nie pomógł np. zaprezentowany na ostatnim etapie wyścigu przedwyborczego spot, odnoszący się do uchodźców.

Zdaniem prof. Dudka, to wideo nie pomogło PiS, zwłaszcza w dużych miastach. – Mam wrażenie, że tu będzie spiskowa teoria – że to chodziło o taśmy z udziałem premiera Morawieckiego, że pewnie ten Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej był tu czynny – wyliczał.

Morawiecki zostanie oceniony surowo

„Jednym z najlepszych wyników w historii III RP” – tak Mateusz Morawiecki ocenił wynik komitatu PiS. Jednak zdaniem prof. Dudka, premier, który był twarzą kampanii partii rządzącej, zostanie oceniony surowo. – To nie jest sukces i prezes doskonale o tym wie – stwierdził. Jarosław Flis wprost wskazał, że za wynik wyborczy PiS odpowiedzialny jest Jarosław Kaczyński. – Teraz pan prezes się będzie musiał zastanowić, czy z tym nieco zużytym koniem Morawieckim iść w bój przez najbliższy rok, czy go jednak wymieniać. To będzie najciekawsze i to się, moim zdaniem, rozstrzygnie w ciągu miesiąca – dodał Antoni Dudek.

Eksperci zgodzili się, że PiS będzie musiało tłumaczyć, dlaczego mimo wygranej, wynik jest niższy niż ten, którego się spodziewano. Zdaniem Antoniego Dudka – jest ekwilibrystyka, która polega na wmawianiu, że wynik procentowy do sejmików jest ważniejszy od tego, w ilu sejmikach się rządzi. – Ja nie wykluczam, że za rok PiS dostanie w wyborach parlamentarnych najwięcej głosów, ale nie będzie rządził, bo powstanie „kordonowa koalicja” – stwierdził prof. Dudek.

Prof. Jarosław Flis stwierdził za to, że fundamentalne znaczenie ma to, iż w Polsce – przy takim rozbiciu partyjnym – nie da się samodzielnie wygrać wyborów. – To, że się ma zamknięte wszystkie drzwi do wszystkich potencjalnych koalicjantów, w szczególności do PSL, jest różnicą w stosunku do Orbana. Jego Fidesz jest w koalicji z Partią Drobnych Rolników, czyli tamtejszym PSL-em i na tym się m.in. opiera jego siła – podkreślał.

Wyniki wyborów samorządowych 2018 według sondaży

„Po wojnie, którą rozpętał ze wszystkimi ugrupowaniami – przede wszystkim z Koalicją Obywatelską, ale także z Polskim Stronnictwem Ludowym – wiadomo, że tutaj nie ma możliwości współpracy. To jest to, co spotkało PiS cztery lata temu – nie będą rządzić w sejmikach wojewódzkich, to już dzisiaj widać” – powiedział Grzegorz Schetyna w Polsat News. Wygrana PiS w sejmikach wcale nie oznacza, że będzie w nich rządził. Trzeba przypomnieć rok 2014 r. Wtedy PiS wygrał w pięciu województwach: łódzkim, małopolskim, mazowieckim, podlaskim i podkarpackim. Jednak koalicję, która pozwalała na rządzenie, zbudował tylko na Podkarpaciu, o którym mówi się, że jest bastionem PiS.

W obecnych wyborach PiS wygrał wybory do sejmików w 9 województwach: dolnośląskim, lubelskim, łódzkim, małopolskim, mazowieckim, podkarpackim, podlaskim, śląskim i świętokrzyskim. Koalicja Obywatelska z kolei wygrała w województwach: kujawsko-pomorskim, lubuskim, opolskim, pomorskim, warmińsko-mazurskim, wielkopolskim i zachodniopomorskim – wynika z sondażu Ipsos.

Grzegorz Schetyna już zapowiedział, że dotychczasowa współpraca z PSL w sejmikach województw będzie kontynuowana. – „Będziemy budować koalicję, jestem umówiony z prezesem PSL Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Zrobimy wszystko, by móc kontynuować tę koalicję, która od 12 lat funkcjonuje w sejmikach” – powiedział lider PO.

Rafał Trzaskowski, kandydat Koalicji Obywatelskiej, wygrywa w I turze i został prezydentem Warszawy. Uzyskał 54 proc. poparcia, a jego konkurent Patryk Jaki z PiS-u tylko 30 proc. To nie jedyne zaskoczenie tych wyborów. Na Hannę Zdanowską z PO w Łodzi zagłosowało aż 70 proc. wyborców. Kandydaci opozycji nokautują PiS w miastach. W wyborach do sejmików partia rządząca zdobyła najwięcej głosów, ale Koalicja Obywatelska razem z PSL-em i tak o 9 proc. więcej. To dane z pierwszych wyników sondażu exit poll dla TVN, Polsat i TVP. Frekwencja wyniosła 51,3 proc., a to najlepszy wynik w historii wyborów samorządowych od 1990 roku. – To wielki dzień, ale to początek drogi. To pierwszy krok ku zwycięstwu. Zbudowaliśmy skuteczną koalicję anty-PiS – cieszył się podczas wieczoru wyborczego KO lider PO Grzegorz Schetyna. Prezes PiS prosi za to o „zachowanie spokoju”.

Trzaskowski prezydentem Warszawy

– Chciałem podziękować warszawiakom i warszawiankom, bo to dzięki nim mogę świętować ten sukces. Mam nadzieję, że te wyniki się potwierdzą. Dzięki setkom rozmów udało się zarobić na ten wielki kredyt zaufania, który zobowiązuje do bardzo ciężkiej pracy – mówił podczas wieczoru wyborczego KO Rafał Trzaskowski.

Wedle sondażowych wyników kandydat Koalicji Obywatelskiej na prezydenta Warszawy zdobył 54,1 proc. głosów. Jego główny rywal, czyli Patryk Jaki, który kandydował z list PiS, otrzymał 30,9 proc. głosów.

Rafał Trzaskowski podziękował też liderom i liderkom Koalicji Obywatelskiej, bo „bez nich nie byłoby tego sukcesu”. Podziękował też Grzegorzowi Schetynie: – Rok temu ta osoba zapytała, czy będę ciężko pracował przez cały czas. Powiedziałem „tak”, a on „no dobra, to jedziemy dalej”. Tą osobą jest Grzegorz Schetyna.

„To wielki dzień. Współpraca ma sens”

– To wielki dzień, ale to początek drogi. To pierwszy krok ku zwycięstwu. Zbudowaliśmy skuteczną koalicję anty-PiS. Dziękuję Polakom, którzy wzięli udział w tym święcie demokracji. Dziękuję też wszystkim, którzy kandydowali – mówił podczas wieczoru wyborczego lider PO Grzegorz Schetyna. Pogratulował też wszystkim, którzy wygrali.

Według Katarzyny Lubnauer „miasta zostały bastionem wolności”. – Mamy niezłomną Warszawę i Łódź. Dziękuję wszystkim wyborcom i kandydatom. Zrobiliście wielką pracę, to wasza zasługa – mówiła przewodnicząca Nowoczesnej.

– I co, współpraca ma sens! – cieszyła się także Barbara Nowacka, szefowa stowarzyszenia Inicjatywa Polska. Według niej „tylko zjednoczeni zwyciężymy PiS”.

Wyniki w miastach. Historyczne zwycięstwo Zdanowskiej

Hanna Zdanowska z PO zdobyła w Łodzi aż 70 proc. głosów. To jeden z wyższych wyników w kraju. PiS przez ostatni czas kampanii wyborczej próbował straszyć, że nawet jeżeli obecna prezydent Łodzi wygra wybory, to nie będzie mogła rządzić, bo ma na koncie wyrok grzywny. Jak widać, straszenie łodzian nic nie dało, a wręcz przeciwnie.

Jacek Jaśkowiak, kandydat KO i obecny prezydent Poznania, na stanowisku pozostanie. Uzyskał 56,6 proc. głosów mieszkańców Poznania.

Tadeusz Truskolaski po raz kolejny został prezydentem Białegostoku z wynikiem 51,6 proc.

Wszystko wskazuje na to, że prezydentem Wrocławia zostanie kandydat PO Jacek Sutryk. Według sondażowych wyników uzyskał 50,1 proc.

II tura będzie musiała się odbyć w Krakowie, gdzie Jacek Majchrowski, wspierany przez KO, zdobył 43,7 proc. głosów, a kandydatka PiS-u Małgorzata Wassermann 33,6 proc.

Podobnie w Gdańsku, wybory na prezydenta tego miasta nie zostały rozstrzygnięte w I turze. Z wyścigu odpadł kandydat KO Jarosław Wałęsa. Wyścig rozstrzygnie się pomiędzy obecnym prezydentem Pawłem Adamowiczem i Kacprem Płażyńskim, który kandyduje z listy PiS-u.

Sejmiki – pierwsze miejsce to nie wygrana

Według sondażu exit poll w głosowaniu do sejmików zwyciężył PiS z wynikiem 32,3 proc. Na drugim miejscu Koalicja Obywatelska z wynikiem 24,7 proc., a PSL zdobyło 16,6 proc.

W przypadku tych wyborów liczy się nie największa liczba głosów, tylko zdolność koalicyjna, której PiS nie posiada. Teraz rządzi w jednym województwie, zyskać może niewiele więcej.

Dwuprocentowy wynik KO i PSL-u i tak daje im zwycięstwo, czyli w sumie 41 proc. Ta koalicja, podobnie jak teraz, może rządzić w większości województw.

Nerwowa reakcja Jarosława Kaczyńskiego

PiS musi przegraną zamienić w zwycięstwo, a to nie jest proste. Reakcja Jarosława Kaczyńskiego wskazuje na nerwowość w sztabie PiS-u.

– Kończymy wybory wynikiem, który dobrze wróży, jeśli chodzi o przyszłość. To jest dobra wróżba – mówił Jarosław Kaczyński w pierwszym powyborczym wystąpieniu. – Musimy tutaj zachować spokój, ale jeśli to, co jest w tej chwili, będzie potwierdzone, to będziemy mogli starać się o władzę w wielu miejscach, jeśli chodzi o sejmiki samorządowe. Będziemy mogli walczyć o władzę w ważnych miastach – zaklinał rzeczywistość prezes PiS-u.

Nie było uśmiechów, była za to zachęta do ciężkiej pracy. – Będziemy musieli bardzo ciężko pracować w ciągu kolejnego roku, to jest mój główny przekaz – mówił Jarosław Kaczyński.

Komentatorzy podkreślają, że PiS przestał być teflonowy, a wyniki wyborów samorządowych mogą zwiastować początek końca „dobrej zmiany”, ale też zbrutalizowanie kampanii w następnych krokach wyborczych. Kampania wciąż trwa.

Wynik wyborów 2018. Paweł Kowal: Wynik PiS jest zły

Paweł Kowal w rozmowie z Łukaszem Kijkiem w Gazeta.pl ocenił, że wynik PiS w wyborach samorządowych wcale nie jest tak dobry, jak mogłoby się wydawać. – To zwycięstwo jest w rzeczywistości złym wynikiem, powiedziałbym nawet, że bardzo złym – mówił Kowal.

Paweł Kowal dodał, że pomimo iż sondaże exit poll pokazują, że PiS wygrał w dziewięciu województwach, ostatecznie może okazać się, że wpływ polityków Prawa i Sprawiedliwości będzie znacznie mniejszy.

– Zobaczymy, ile ostatecznie zostanie na stole. Jeśli to będzie tylko dwa czy trzy województwa, bo tak też może być, to sytuacja PiS-u może być bardzo kłopotliwa – tłumaczył.

Chodzi o spekulacje dotyczące tego, że głosy współpracujących ze sobą Koalicji Obywatelskiej i PSL mogą przeważyć nad politykami PiS.

W wyborach samorządowych w Warszawie zwyciężył kandydat Koalicji Obywatelskiej Rafał Trzaskowski – wynika z sondażu Ipsos dla TVP, TVN i Polsatu. W starciu przegrał popierany przez PiS Patryk Jaki. Telewizja Polska nie wyemitowała jednak w „Jedynce” powyborczego przemówienia polityka. 

Prezydentem Warszawy zostanie Rafał Trzaskowski – tak wynika ze wstępnych wyników exit poll pracowni Ipsos dla TVP, TVN i Polsatu. Kandydata Koalicji Obywatelskiej poparło 54,1 proc. badanych.

Główny kontrkandydat Trzaskowskiego – wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki popierany przez Prawo i Sprawiedliwość – uzyskał poparcie na poziomie 30,9 proc.

Wszystko wskazuje na to, że w Warszawie nie dojdzie więc do II tury.

Na wieczorze wyborczym Prawa i Sprawiedliwości przemówienia wygłosili prezes PiS Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki, którzy dziękowali wyborcom za głosy na partię w wyborach do sejmików. Tu PiS wygrał, zdobywając 32,3 proc. głosów. Przemówienia transmitował m.in. kanał TVP1.

TVP1 bez przemówienia Patryka Jakiego

Później w siedzibie swojego sztabu przemówienie wygłosił były kandydat na prezydenta Warszawy Patryk Jaki. Przemówienie rozpoczęło się ok. 21.21. Wówczas na „Jedynce” trwał jeszcze program wyborczy, jednak nie przeniesiono się do sztabu kandydata PiS.

Podczas gdy Jaki dziękował wyborcom i gratulował kontrkandydatowi, dziennikarz Michał Adamczyk w TVP1 komentował ogólnopolskie wyniki.

Transmisję z przemówienia byłego kandydata PiS na prezydenta stolicy emitowało za to m.in. TVN24. – Chciałbym powiedzieć, że mogłem zrobić coś więcej, ale to byłaby nieprawda. Zrobiliśmy wszystko, co dało się zrobić – mówił Patryk Jaki.

Wszystko wskazuje na to, że o przegranej Jakiego nie chciało informować również w mediach społecznościowych Prawo i Sprawiedliwość. Godzinę po ogłoszeniu wyników exit poll na oficjalnych kanałach partii na Facebooku i Twitterze nie umieszczono ani zdjęcia, ani cytatów z wypowiedzi Patryka Jakiego.

Kto po zamknięciu urn może czuć się wygrany? Na pewno Rafał Trzaskowski i kandydaci na prezydentów miast, którzy wygrali w pierwszej turze. Wszyscy z antypisowskiego rozdania.

Wygranym jest też PSL, które zdobyło dwucyfrowy wynik w sejmikach, choć sondaże wieszczyły ludowcom utratę terenu na rzecz PiS o znacznie większej skali. A także partia Kaczyńskiego zdobywająca większość w wyborach do sejmików i (teoretyczną) szansę na przejęcie władzy w dziewięciu sejmikach. Teoretyczną, bo zdolność koalicyjna PiS jest mała.

Dla Rafała Trzaskowskiego to awans do politycznej ekstraklasy. Zwycięstwo w pierwszej turze otwiera nowy rozdział jego kariery politycznej i kreuje na nowego lidera antypisowskiej opozycji. I, szerzej, liberalno-demokratycznej Polski.

Trzaskowski bierze Warszawę, PiS wygrywa w sejmikach [WYNIKI EXIT POLL]

Po stronie PiS te wybory także zaowocowały namaszczeniem na delfina. Jarosław Kaczyński nie pozostawił cienia wątpliwości, czyją zasługą jest wygrana PiS w sejmikach. Twarzą zwycięstwa dla prezesa jest Mateusz Morawiecki. I, analogicznie, milczenie Kaczyńskiego na temat Patryka Jakiego i jego koncertowej przegranej w Warszawie jest równoznaczne z wydaniem na niego wyroku. W roszadach na Nowogrodzkiej Jaki już nie istnieje.

Pierwsze wybory po przejęciu władzy przez PiS w 2015 roku są też ważną prognozą na nadchodzące lata wyborów parlamentarnych, europejskich i prezydenckich. Owszem wybieraliśmy w wyborach samorządowych wójtów, burmistrzów, prezydentów miast i radnych (często bezpartyjnych), ale w ostatecznym rozrachunku decydowaliśmy, czy PiS ma społeczne przyzwolenie na kontynuowanie swojej rewolucji czy nadchodzi czas kontrrewolucji.

Opozycja obywatelska mogła się dotychczas policzyć tylko na ulicach podczas demonstracji przeciwko łamaniu konstytucji i niszczeniu demokracji. Dziś policzyła się przy urnach. Pierwsze powyborcze prognozy pokazują przecięcie Polski na pół. Oznacza to walkę o każdy głos. Do przekucia warszawskiego sukcesu w ogólnopolskie zwycięstwo nie wystarczy zjednoczenie dwóch partii. Koalicja Obywatelska musi oznaczać sojusz wszystkich pozostających w opozycji do władzy.

PiS wpadł we własną pułapkę

Przewaga nad najbliższym konkurentem Tadeuszem Zyskiem kandydującym z PiS (wynik sondażowy 22,2 proc.), a także duży margines ponad granicę sondażowego błędu pozwalają zakładać, że obecny prezydent Poznania będzie kierował miastem przez kolejne 5 lat. Wszystko wskazuje też na to, że województwo wielkopolskie, w którym wygrała Koalicja Obywatelska, będzie rządzone przez opozycję, co ułatwi choćby realizację projektów z udziałem środków europejskich.

Jaśkowiak w drodze po reelekcję

PiS stracił kontakt z miastami

Wygrana Jaśkowiaka nie zaskakuje, choć były takie momenty w kampanii, kiedy wydawało się, że zwycięstwo nie będzie takie oczywiste. Zaskakuje na pewno skala sukcesu, bo ujawnia nie tylko potencjał polityczny samego kandydata, ale także katastrofalne błędy PiS na finiszu wyborczych zmagań. Próba dyskredytacji Jaśkowiaka jako prezydenta „tęczowego miasta”, który brata się z gejami i promuje homoseksualizm, a także szczucie przez lokalną TVP, która stała się tubą ohydnej ksenofobicznej propagandy, odniosły odwrotny efekt. Podobnie jak rasistowski spot antyuchodźczy wyemitowany przez PiS w ostatnim tygodniu kampanii.

Pyrrusowe zwycięstwo PiS

Po prostu PiS po trzech latach zapatrzenia w niezmiennie dobre ogólnopolskie sondaże polityczne stracił kontakt ze społeczną rzeczywistością. A już na pewno z rzeczywistością społeczną polskich miast. Te nawet jeśli są konserwatywne, to pokazały, że brzydzą się bigoterią i coraz bardziej faszyzującą retoryką państwowej propagandy. A mieszkańcy Poznania, podobnie jak innych metropolii, pokazali, iż nie boją się pogróżek ze strony Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego grożących samorządom „warczącym” na rząd.

Premia za polaryzację

W wyniku Jaśkowiaka jest więc na pewno premia za polaryzację politycznej sceny w Polsce, co przełożyło się na kampanię wyborczą w największych polskich miastach. W efekcie niewielkie szanse miały w tym roku alternatywne propozycje, np. ruchów miejskich (Dorota Bonk-Hammermeister z „Prawa do miasta” zdobyła 3,6 proc. i 2,3 proc. w wyborach do rady miasta). W rezultacie, o ile w kończącej się kadencji Jaśkowiak korzystał z poparcia ruchów, a ich przedstawiciel Maciej Wudarski był wiceprezydentem, to obecnie prezydent będzie dysponował znacznie mocniejszym mandatem.

Wybory, szansa dla ruchów miejskich

Jaki model kierowania miastem wybierze? Oczywiście, wiele jeszcze zależy od składu rady miasta – zgodnie z sondażem telewizji WTK Koalicja Obywatelska zdobyła 47 proc., a więc będzie miała większość, drugi PiS ma 21,5 proc. Na pewno możemy się spodziewać bardzo ciekawej kadencji. Jeśli Jaśkowiak dotrzyma zapewnień, że nie chce rządzić dłużej miastem niż przez dwie kadencje, wówczas wolny od konieczności walki o reelekcję i dysponując silnym demokratycznym mandatem, będzie mógł prowadzić odważną autorską politykę, nie przejmując się zbytnio nie tylko opozycją, ale nawet partyjnym zapleczem.

Czy ktoś może powiedzieć, że to są wyniki SONDAŻOWE, a komisje jeszcze nie podały wyników? Bo nadal liczą! Kryśka, zlituj się! Niedziela! Dzień święty! 🙂

W miastach ponad 500 tysięcy: 46% 22% Dlaczego? Bo w dużych miastach wyborcy nie są skazani tylko na , jak na wsiach. To jest ważny sygnał dla liberalnej sceny politycznej.

NEWSWEEK: Tuż po opublikowaniu wyników sondażu exit poll. Zwycięstwo ogłosili Jarosław Kaczyński, Grzegorz Schetyna i Władysław Kosiniak-Kamaysz. Ale kto faktycznie wygrał w niedzielę?

JAROSŁAW FLIS: Łatwiej powiedzieć kto przegrał, bo nie mam wątpliwości, że największym przegranym jest Prawo i Sprawiedliwość. Niezależnie od procentowego wyniku w skali kraju, to jeśli spojrzymy na aspiracje rządzący spodziewali się po tych wyborach znacznie więcej. Owszem PiS w porównaniu z wynikiem sprzed czterech lat poszedł do przodu i w skali kraju ma największe poparcie, ale przekonanie, że będzie nowe rozdanie w samorządach i że w Polsce lokalnej nastanie nowy porządek się nie potwierdziło.

Z kolej najbardziej pozytywnie zaskoczony wynikiem jest na pewno PSL. Gdyby przed wyborami ktoś dał przewodniczącemu tej partii 12 proc. to ten zapewne brałby taki wynik w ciemno. Tymczasem, o ile potwierdzą się wyniki sondaży ludowcy będą mieli ponad 16 proc. Wreszcie o wygranej w sensie wyborów w dużych miastach może mówić Koalicja Obywatelska. Okazało się, że potrafi wygrywać w pierwszej turze nawet tam, gdzie nie walczy urzędujący prezydent. Tak jak w Warszawie. Moim zdaniem zwycięstwo Trzaskowskiego już w pierwszej turze to największe zaskoczenie tych wyborów.

Jak bardzo dla wyniku PiS istotne było to, że są to wybory lokalne, a nie ogólnokrajowe.

– Wybory samorządowe są o wiele mniej spolaryzowane niż krajowe i jak się ma 40 proc. poparcia w ogólnopolskich sondażach, to wcale nie znaczy, że dostaje się te 40 proc. w wyborach do sejmiku. PiS popadł we własną pułapkę zamieniając te wybory w plebiscyt poparcia dla partii rządzącej. Owszem, trzeba prężyć muskuły by mobilizować elektorat, ale wtedy rosną też oczekiwania i coś może pójść nie tak. Widać to zwłaszcza w dużych miastach, gdzie zdecydowanie łatwiej było mobilizować ludzi przeciw PiS.

Niespodziewanie dobry wynik PSL i niezły Koalicji Obywatelskiej mogą sprawić, że PiS nie zrealizuje też planów przejęcia sejmików po prawej stronie Wisły.

– Z takim wynikiem rządzący utrzymają Podkarpacie i być może dostanie się najwyżej Małopolska Lubelskie i Podlasie. Natomiast o łódzkim i Mazowszu mogą zapomnieć. Rozkład sił w sejmikach będzie też bardzo zależał od tego, ile realnie mandatów zdobędzie Kukiz i bezpartyjni samorządowcy. Ci ostatni to też zwycięzcy tej kampanii. Jeśli ten komitet został wychwycony w sondażach a przecież zarejestrował listy tylko w 11 województwach to znaczy, że może być istotnym graczem w układaniu koalicji rządzących województwami. SLD takiej roli nie odegra bo i tak jeśli już wejdą to i tak przyłączą się do Koalicji Obywatelskiej i PSL, jak to wcześniej robili.

Jak ocenić wynik SLD? Liczyli chyba na więcej?

– Tak, moim zdaniem są raczej wśród przegranych. Wydaje się, że Sojusz nie będzie się liczyć w samorządach, a 5,6 proc. poparcia to jest jednak słaby prognostyk przed wyborami ogólnokrajowymi. Musimy tu jednak poczekać na wyniki, a nie sondaże z poszczególnych województw.

Wieczór wyborczy Newsweeka, Onetu i Faktu

Waldemar Mystkowski pisze o tym, co po wyborach jest najważniejsze – sądownictwo.Kleofas Wieniawa

W środowisku sędziowskim raczej nie było konfliktu między togą a liberią, bo sędziowie zachowali się nad wyraz poprawnie, oprócz niedużego odsetka służalców, których PiS wykorzystał do tzw. reformy sądownictwa.

Ta pisowska łyżka dziegciu jednak na długo zepsuła polskie prawo. Będzie ta okoliczność wykorzystywana przez przestępców, którzy z ochotą powołają na PiS, a do partii Kaczyńskiego i rządu należy też Mariusz Kamiński, do którego nieprawnie prawo łaski zastosował Andrzej Duda. Najprawdopodobniej Kamiński kiedyś pójdzie za kraty na swoje zasłużone 3 lata. O ile nie na więcej, bo to on może stać za wieloma aferami PiS, w tym podsłuchową.

Trybunał Sprawiedliwości UE przez zamrożenie przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym o wysyłaniu sędziów SN i NSA na wcześniejszą emeryturę przywraca wiarę, że sądownictwa obroni niezależność w takiej mierze, w jakiej kodyfikuje prawo unijne.

W poniedziałkowym jazgocie wyników głosowania do samorządów zagłuszony zostanie powrót sędziów odesłanych przez PiS na emeryturę. I tak – do Naczelnego Sądu Administracyjnego wraca 8 sędziów. Prezes NSA Marek Zirk-Sadowski zapowiedział już, że będzie im wyznaczał normalne posiedzenia sądu.

I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf nie może być usunięta. Nieważne jest ślubowanie sędziów w liberiach, które przyjął prezydent Duda, gdyż nie mogą być powołani nowi sędziowie na miejsca tych, którzy wracają do orzekania. Jasne?!

Do tej pory wiadomo o tym, że wraca siedmiu sędziów Sądu Najwyższego, pisze o tym na Facebooku sędzia Stanisław Zabłocki, prezes Izby Karnej SN.

Jak zachowa się PiS w stosunku do powracających sędziów? Będzie to bardzo ciekawe, bo jakiekolwiek rozwiązanie siłowe, zdegraduje jeszcze bardziej Polskę w  Unii Europejskiej.

Środowiska sędziowskie do tej pory zachowują się bardzo porządnie, wszak cztery najważniejsze stowarzyszenia sędziowskie Themis, Iustitia, Pro Familia i Stowarzyszenie Sędziów Rodzinnych zajęły stanowcze i jasne stanowisko o tym, że ustawy PiS i postawa prezydenta Dudy wskazują, że weszli na ścieżkę Polexitu.

W walce togi (niezależność) z liberią (służalczość) ci pierwsi wygrywają zdecydowanie. Polacy mają się z czego cieszyć, elity prawnicze ich nie zawodzą. A jeżeli tak jest, to wynik przegranej PiS jest przesądzony, niewiadomym jest tylko, kiedy Kaczyński i jego towarzystwo polegną i jak efektownie, bo może być tak, jak podobny autokrata Janukowycz na Ukrainie, który salwował się ucieczką do Rosji.

Równe prawo do wiwatów mają Grzegorz Schetyna, i Katarzyna Lubnauer, i Władysław Kosiniak Kamysz. Ten ostatni bodaj największe, bo PSL miało być w tych wyborach starte z powierzchni ziemi, więc niemal 17-procentowe poparcie to sukces i dowód, że wieś nie należy wyłącznie do PiS-u.

Od początku tej kampanii było wiadomo, że Platforma i Nowoczesna są w defensywie. Ich liderzy i wyborcy modlili się, by rozpędzony walec PiS-u nie zmiażdżył ich w mateczniku, czyli w wielkich miastach. PiS miał zresztą ku temu nieporównywalnie większe, niż wszyscy dotąd środki. Nikt przecież do tej pory w najnowszej historii wolnej Polski nie dysponował takim arsenałem. Prezydent, rząd, większość parlamentarna, spora część kościoła, na koniec upartyjnione w stopniu dotąd nie spotykanym media publiczne. Wszystko to pracowało na sukces partii Jarosława Kaczyńskiego. Jeśli dodać do tego wigor kandydatów takich jak Patryk Jaki i pracowitość „twarzy kampanii”, czyli Mateusza Morawieckiego, Koalicja Obywatelska mogła naprawdę czuć się zagrożona, a Grzegorz Schetyna miał pełną wiadomość, że walczy o życie.

Polacy wybrali

Celem więc minimum i prawdziwą stawką tych wyborów były wielkie miasta. Polska liberalna musiała je utrzymać, Polska solidarna odwojować. I właśnie to tym ostatnim się nie udało. Sukces w pierwszej turze kandydatów Koalicji Obywatelskiej w Warszawie, Poznaniu, Łodzi, Wrocławiu, Lublinie i Białymstoku, na dodatek potencjalna i prawdopodobna porażka kandydatów PiS w Gdańsku i Krakowie to sukces, który dla Schetyny i Lubnauer jeszcze dziś rano był szczytem marzeń. Swoistym fenomenem jest wygrana Trzaskowskiego w Warszawie i frekwencja, która jest dowodem wyjątkowej mobilizacji liberalnego elektoratu w Warszawie. To zarazem fantastyczna zapowiedź dla Koalicji Obywatelskiej przed serią kolejnych wyborów.

Do powyborczych problemów PiS trzeba zaliczyć także kwestię możliwości budowy większościowych koalicji w sejmikach wojewódzkich. Mimo, iż nominalnie partia prezesa Kaczyńskiego wygrała na Podlasiu, Mazowszu, czy Dolnym Śląsku, ze względu na układ sił trudno im tam będzie przejąć władzę.

Najważniejsze zarówno dla PiS, jak i jego antagonistów pytanie brzmi: dlaczego walec wyborczy nie zmiażdżył  nieruchawych i mało charyzmatycznych przeciwników? Nie mam wątpliwości, że błędem było straszenie wyborców, iż niewybranie wskazanych przez partię Prezesa kandydatów będzie skutkowało brakiem wsparcia finansowego. To był wyborczy szantaż, a te zwykle budzą opór. Swoje zrobiło kompletnie nietrafione w czasie pytanie ministra Zbigniewa Ziobry do Trybunału Konstytucyjnego i decyzja TSUE o zawieszeniu przepisów ustawy o SN. Bardzo pomieszał PiS-owi szyki odświeżony kotlet taśm od Sowy z premierem. I premiera pewnego filmu, który obejrzały trzy miliony wystraszonych ludzi. Ale najważniejsza była (to już nie błąd) strategia Schetyny, który zrobił z wyborów plebiscyt. Ten plebiscyt wygrał tam gdzie było można. To dla PiS ważna lekcja przed kolejnymi wyborami.

Zwolennik PiS wierzy w brednie, przeciwnik myśli. O przekrętach PiS, Wałęsie i siatkarzach

Święta prawda.

„Poszukujemy byłych studentek, które zdawały egzaminy i uzyskiwały zaliczenia u prof. Jacka Majchrowskiego w pokoju nr 71 w motelu Krak w 2004 r.” – takiej treści ulotki pojawiły się w Krakowie w ramach kampanii samorządowej.

Kto stoi za tą nieczystą akcją wymierzoną w długoletniego prezydenta Krakowa i kandydata na prezydenta (popieranego przez Platformę Obywatelską, Nowoczesną, PSL i SLD)? Nie sposób orzec, bo strona internetowa wpisana na ulotce to fejk, za to numer telefonu, pod który należy donosić na prezydenta to telefon dla widzów… TVP Info.

Co na to wszystko Jacek Majchrowski? Na swoim profilu na Facebooku zdecydował się upublicznić poniżające go ulotki i wpisy, przyznając, że zdążył się już przyzwyczaić do tego, że każda, kolejna kampania oznacza zbieranie na niego haków.

A jednak ta samorządowa kampania wyborcza stoi hakami, oszczerstwami i chwytami poniżej pasa, jak dotąd żadna inna.

Ani dróg ani mostów

Weźmy choćby na tapetę klan Morawieckich. Senior rodu Kornel, reprezentujący partię Wolnych i Sprawiedliwych próbował zarejestrować listę wyborczą z podpisami zmarłych. Komisja wyborcza w Warszawie zakwestionowała 198 z dwustu podpisów, z czego kilkanaście należało do nieboszczyków. Córka Kornela, Anna, która zdecydowała się kandydować na burmistrza Obornik Śląskich w jednym z wywiadów zapewniła,że do kandydowania namawiały ją lokalne środowiska, które „znały jej zaangażowanie w sprawy społeczne”. Dodała, że od lat związana jest z gminą, konkretnie z wioską Golędzinów.

– Tu prawie pół wieku mój dziadek z ojcem wybudowali dom, tu się wychowałam, tu jest nasz dom – podkreślała Morawiecka.

W ulotce wyborczej kandydatka na burmistrza napisała, że mieszka w Golędzinowie na stałe od czterech lat. Miejscowi tymczasem twierdzą, że nigdy nie widzieli Morawieckiej, pamiętają jedynie Kornela, jak ten, dawno temu „w gumowcach śmigał przez pola”.

Więcej, wieloletni sołtys Golędzinowa Janusz Jaworski bije się w pierś, że Morawiecką po raz pierwszy ujrzał na wrześniowych dożynkach w pobliskim Pęgowie. Kandydatka odczytała wtedy list od premiera (czyli brata).

Premiera, który wzbił się ostatnio na wyżyny manipulacji. Podczas wyborczego spotkania z mieszkańcami Świebodzina oznajmił, że za rządów Platformy Obywatelskiej „nie było dróg i mostów”.

I będzie już dobrze

– Premier Morawiecki zagrał na emocjach. Tymczasem wystarczy przejrzeć roczniki statystyczne z czasów, kiedy rządziła PO, by przekonać się, że to nieprawda – zauważa Mateusz Zaremba, politolog z Uniwersytetu SWPS, badacz zachowań wyborczych. – Tyle, że wielu wyborców woli wierzyć słowom ulubionych polityków, niż zweryfikować ich wypowiedzi, często brutalne. I wątpliwe etycznie.

Ta kampania jest brutalna, zdaniem Zaremby, również dlatego, że spora część wyborców jest podatna na argumenty populistyczne, które proponują proste rozwiązania takie jak: przyjdą dobrzy ludzie, wyrzucą poza nawias ludzi złych, zrobią kilka prostych rzeczy i będzie już naprawdę dobrze.

– Miejskie imprezy z gwiazdami będą niebiletowane, kamienice podświetlone, Olsztyn będzie piękny – zapewnił ostatnio wyborców Olsztyna Czesław Jerzy Małkowski, były prezydent miasta, skazany w I instancji na pięć lat więzienia za gwałt na urzędniczce w ósmym miesiącu ciąży. To nie przeszkadza mu kandydować po raz kolejny i sugerować, że poprzednie wybory na prezydenta wygrał właśnie on (choć przegrał). Innymi słowy, według Małkowskiego wybory w 2014 roku były sfałszowane. – Niewątpliwie doszliśmy do sytuacji, w której przeważają argumenty emocjonalne, nie rzeczowe – twierdzi Mateusz Zaremba. Powód? – Po 2015 roku zaostrzył się w Polsce konflikt polityczny. Wielu obywateli uważa, że w kraju doszło do złamania standardów konstytucyjnych i wyborczych. Na to nakłada się przekonanie części polityków i części społeczeństwa, że już w 2014 roku, podczas wyborów samorządowych, doszło do nadużyć podczas głosowania. To może elektryzować elektoraty.

– Warto jednak zwrócić uwagę też na to, że tak wielka podaż kłamstw w tych wyborach oznacza, że istnieje spory popyt na oszczerstwa. Przecież premier Morawiecki ma możliwości intelektualne do wypowiedzenia zdania, że „za PO nie wybudowano tyle dróg i mostów, ilu można się było spodziewać”. Ale wolał zagrzmieć, że za czasów Platformy nie było nic! – dopowiada prof. Radosław Markowski, socjolog i politolog z Polskiej Akademii Nauk. – To dowód na to, że dzisiejszy wyborca PiS oczekuje właśnie takich komunikatów. Nieskomplikowanych. I co z tego, że fałszywych?

Jednak nie chwyt retoryczny

– Ta kampania samorządowa tonie w brudzie. Co do technik szkalowania kontrkandydatów mamy ewidentnie sytuację przeniesienia metod z czasu ostatnich wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Już nikogo nie dziwią fałszywe konta i boty, wysyłające kłamliwe informacje, które mają wbić w ziemię przeciwnika – mówi prof. Markowski. Zauważa przy okazji, że pojawiają się także nowe techniki manipulowania wyborcami.

– Mało kto wie, że w Polsce pączkują dziś fejkowe ośrodki badania opinii publicznej. Kowalski odbiera telefon, w świętej wierze odpowiada na dwa proste pytania „ankieterów”, po czym jest zalewany hejtem. „A czy pan wie, że jeden z kandydatów na prezydenta Warszawy nocą zamienia się w przestępcę? Wie pan, że taki, a taki kandydat molestuje kobiety w parkach?”.

Na szczęście, brutalna i brunatna kampania miewa czasem w Polsce twarde konsekwencje. Chociaż Sąd Okręgowy w Warszawie, w kuriozalny sposób oddalił rozpatrywany w trybie wyborczym pozew Platformy Obywatelskiej przeciwko premierowi (poszło o te drogi i mosty), uznając, ewidentne łgarstwo Morawieckiego za „chwyt retoryczny”… to sąd apelacyjny zmienił tę decyzję i premier musiał przeprosić PO za swoje słowa. Także na antenie publicznej, a w praktyce – rządowej telewizji.

Polska mapa politycznego hejtu. Gdzie powstaje najwięcej nienawistnych wpisów?

Najnowszy sondaż dla „Głosu Wielkopolskiego” jasno pokazuje stawkę poznańskiej gry o władzę w mieście. Jacek Jaśkowiak (Platforma Obywatelska) startujący jako kandydat Koalicji Obywatelskiej w pierwszej turze zdobyłby 42,5 proc. głosów, za nim z 25,1 proc. poparcia plasuje się Tadeusz Zysk popierany przez Prawo i Sprawiedliwość. Trzecie miejsce w przedwyborczym rankingu zajmuje kandydat koalicji lewicy, obecny wiceprezydent Tomasz Lewandowski z 14,7 proc. głosów. Popierany przez byłego prezydenta Jarosław Pucek z KWW Dobro Miasta ma szansę na 10,8 proc., kandydatka ruchów miejskich Dorota Bonk-Hammermeister z Prawa do Miasta to 4,6 proc., w końcu Wojciech Bratkowski z KWW Poznań od Nowa to 2,3 proc. potencjalnych głosów.

Kto zdobędzie władzę w największych polskich miastach?

Jacek Jaśkowiak, prezydent z zaskoczenia

Wszystko wskazuje więc na ponowne zwycięstwo Jacka Jaśkowiaka, który wygrał cztery lata temu, zaskakując obserwatorów prognozujących zwycięstwo Ryszarda Grobelnego, wieloletniego prezydenta miasta. Jaśkowiak chętnie podkreśla, że korzenie jego zaangażowania w sprawy miejskie tkwią w ruchach miejskich – w 2010 r. wystartował jako kandydat ruchu My Poznaniacy, zdobywając 7,16 proc. głosów. W 2014 r. Jaśkowiak wygrał w drugiej turze jako kandydat Platformy Obywatelskiej, zwycięstwo było jednak możliwe dzięki mobilizacji sił społecznikowskich i lewicy.

Prawdziwa stawka wyborów samorządowych

Nowy prezydent zasłynął spektakularnymi działaniami, przeciwstawiając się Antoniemu Macierewiczowi, gdy ten forsował pomysł, by uroczystościom ku czci ofiar Czerwca 1956 towarzyszyło odczytanie apelu smoleńskiego; objął patronatem Marsz Równościi sprzeciwił się przywróceniu Pomnika Wdzięczności (Chrystusa Pana) w lokalizacji oczekiwanej przez inicjatorów pomysłu. W ratuszu najtrudniejszy „resort” – zarządzanie infrastrukturą – powierzył wiceprezydentowi Maciejowi Wudarskiemu z ruchów miejskich.

Maciej Wudarski i Joanna Jaśkowiak nie będą rywalizować z prezydentem

Wudarski, mimo że był inicjatorem wspólnego komitetu wyborczego Prawo do Miasta, łączącego miejskie siły społeczne, nie zdecydował się na kandydowanie, uznając, że byłoby to nielojalne wobec szefa, czyli prezydenta Jaśkowiaka. W powstaniu Prawa do Miasta uczestniczyła Joanna Jaśkowiak, żona prezydenta, co wywołało spekulacje, czy aby małżonkowie nie będą z sobą konkurować w wyborczym wyścigu. Joanna Jaśkowiak przecięła dywagacje, wycofując się w ostatniej chwili. Kandydatką ruchów miejskich w Poznaniu została więc Dorota Bonk-Hammermeister.

Wyborcza mobilizacja ruchów miejskich

Czego Poznaniowi trzeba, by stał się metropolią o znaczeniu międzynarodowym

Dorota Bonk-Hammermeister w wywiadzie dla poznańskiego wydania „Gazety Wyborczej” wskazała katalog spraw, jakich dotychczas nie udało się zrealizować, a mieszczą się w wizji dobrego miasta promowanej przez ruchy: program rowerowy, uspokojenie ruchu na Jeżycach, dokończenie buspasu na Garbarach. To szczegółowe przykłady rozwiązań, jakie Poznań podejmuje lub musi podjąć, by zmierzyć się z wyzwaniami przyszłości, jakie w pełni identyfikuje nowa strategia rozwoju 2020+ przyjęta w 2017 r.

Badania ewaluacyjne przeprowadzone przez poznańskich socjologów pokazały, że największym bodaj problemem rozwojowym miasta jest przekonanie jego mieszkańców o szklanym suficie, który uniemożliwia realizację w mieście ambitnych projektów i pełne wykorzystanie zasobów ludzkich oraz materialnych, w jakie obfituje Poznań. Jacek Jaśkowiak, który wygrywając w 2014 r. zadeklarował, że nie chce kierować miastem dłużej niż przez dwie kadencje, przekonuje, że wie, jak ów szklany sufit usunąć i uczynić z Poznania metropolię o znaczeniu międzynarodowym.

Tadeusz Zysk obiecuje walkę z korkami i wielkie inwestycje

Najpoważniejszym kontrkandydatem w staraniach o drugą, a więc i – zgodnie z deklaracjami – ostatnią kadencję jest Tadeusz Zysk, znany wydawca kandydujący z poparciem PiS. W pierwszym punkcie swojego programu umieścił budowę premetra, czyli szybkiego bezkolizyjnego tramwaju. Dwie linie premetra miałyby rozwiązać problem korków w rozwijającym się mieście. Kolejne pomysły Zyska na miasto to wielkie inwestycje: Park Stulecia, hala widowiskowo-sportowa, Muzeum Powstania Wielkopolskiego (mimo że jego budowę zainicjował już Jacek Jaśkowiak).

Do wyborów 2018 trzeba się dobrze przygotować

Debaty przedwyborcze bez kandydatów

Cechą charakterystyczną rozkręcającej się poznańskiej kampanii jest nieobecność najważniejszych kandydatów podczas przedwyborczych debat. Ostatnio Jacek Jaśkowiak nie dotarł na debatę organizowaną przez TOK Fm, a Tadeusz Zysk opuścił salę w trakcie spotkania.

Wyniki sondaży wskazują na zwycięstwo Jacka Jaśkowiaka, ale on sam najlepiej wie, że do wygranej w I turze jeszcze sporo brakuje, a II tura zawsze oznacza ryzyko nawet dla faworyta, gdy ten musi liczyć się ze sporym negatywnym elektoratem. Należą do niego m.in. ci wszyscy, którym nie odpowiada nadmiernie progresywna ekspresja prezydenta.

75. urodziny Lecha Wałęsy.

Brawo UE! Wstyd polsko!

27 przywódców UE podpisało sie pod życzeniami urodzinowymi dla p.Prezydenta ktore przywiózł do Gdańska p.Prezydent . Wsród nich jest podpis Premiera Węgier ,Victora Orbana. Zabrakło tylko życzeń od Premiera RP

– Wszyscy udają, że dla dobra Kościoła go krytykują i marzą o tym, żeby w Kościele katolickim działo się lepiej. Ja odwrotnie, chcę żeby działo się jak najgorzej – tłumaczył Jerzy Urban podczas premiery „Kleru”, w rozmowie z serwisem przeAmbitni.pl.

Kilka dni temu w Warszawie odbyła się uroczysta premiera filmu „Kler”. Wśród aktorów i celebrytów, którzy przybyli na pokaz, pojawił się również Jerzy Urban. Redaktor naczelny tygodnika „Nie” w rozmowie z serwisem przeAmbitni.pl szczerze przyznał czego życzy Kościołowi katolickiemu.

„Chcę jak najgorzej dla Kościoła”

Zapytany o kontrowersje jakie wzbudza „Kler”, Urban stwierdził: „To wzbudza moje mieszane uczucie, bo ja redaguję pismo silnie antyklerykalne i taki film i jego wielka popularność (…), banalizuje temat i jakby odbiera mi dotychczasową niemal wyłączność na atakowanie kleru, ja tracę jakby silnik swojego biznesu”.

Dalej Urban podkreślił, że taki „aplauz dla tego filmu” to dla niego „bardzo ciekawe zjawisko”. – Ja w tym dostrzegam kawał swojej roboty też, bo to się nie wzięło z niczego. Ja ma tylko inne podejście do tej kwestii niż antyklerykałowie. Ja nie jestem antyklerykalny, tylko antyreligijny – tłumaczył dalej w rozmowie z dziennikarką.

– Wszyscy udają, że dla dobra Kościoła go krytykują i marzą o tym, żeby w Kościele katolickim działo się lepiej. Ja odwrotnie, chcę żeby działo się jak najgorzej. Żeby byli sami pedofile, sami kanciarze i żeby Kościół był jeszcze ohydniejszy niż jest – stwierdził w końcu szczerze Urban.

Jak dodał, problemy Kościoła oznaczałyby „mniej podatnych na oszustwo jakim jest – jego zdaniem – wiara”. – Religijna szczególnie. Inne wiary też są mylące i sam tego doświadczyłem – podkreślił Urban.

Celna obserwacja.

W najnowszym Newsweeku rozmowa z Wojciechem Smarzowskim i reportaż o – tak jest – dobrych księżach : co w Kościele i w Polsce zmieni „Kler”.

Metaforyczna sytuacja.

Trzepanie kasiory, a w alkowie na zakrystii trzepanie…

>>>

Były prezydent Radomia Andrzej Kosztowniak dziś jest posłem. Dogląda w Sejmie projektu obwodnicy miasta, która nagle zaczęła się wić i falować. Przebiegnie dzięki temu przez wiele działek należących do powiązanych z posłem samorządowców, bogatego biznesmena oraz ich rodzin.

– Wie pan, do czego służy poseł w tym kraju? Do przyciskania przycisków – te słowa biznesmena powiązanego z lokalnymi politykami kończą reportaż TVN o „radomskim układzie korupcyjnym”.

Z wyemitowanego w sobotę materiału „Superwizjera” TVN wynika, że samorządowcy i posłowie PiS oraz Roman Saczywko, miejscowy potentat branży budowlanej, przez lata wypracowali korzystny dla siebie układ zależności. Interesy polityków i biznesmena skupiły się m.in. wokół terenów, przez które przechodzić ma droga S12 – część obwodnicy Radomia. Wykupili tam działki, na których zarobić mogą ogromne pieniądze z odszkodowań od państwa.

W Sejmie zespołem ds. budowy trasy S12 kieruje poseł PiS Andrzej Kosztowniak, były prezydent Radomia. Jego siostra zaś jest w grupie właścicieli działek.

„Ktoś wpływowy chce zarobić…”

Reporter TVN Bertold Kittel skupił swoje dziennikarskie śledztwo na nagłych, tajemniczych zmianach planu przebiegu drogi S12, południowej obwodnicy Radomia. W filmie występują mieszkańcy gminy Kowala. Są przerażeni, że w projekcie Generalnej Dyrekcji Krajowych Dróg i Autostrad znienacka umieszczono wariant, w którym S12 biegnie przez tereny zabudowane, przecinając na pół okoliczne wsie i gminę. Szok mieszkańców jest tym większy, że w początkowych planach droga przebiegała przez nieużytki, a jej przeprowadzenie nie wymagało wyburzania domów i wywłaszczania ludzi.

Wojciech Maziarski na koduj24.pl pisze o KOD.

Mamy prawdziwą zagadkę: jak to jest, że od wyborów w 2015 r. namnożyło się takich nadgorliwców…

– „To nie cenzura, lecz nadgorliwość i głupota” – powiedział prezes TVP Jacek Kurski, gdy jego podwładni, nadzorujący transmisję z festiwalu filmowego w Gdyni, wycięli fragment wypowiedzi reżysera Wojciecha Smarzowskiego. Okropnego pecha ma pan prezes TVP. Ktoś mu chyba złośliwie podsyła takich nieinteligentnych pracowników, którzy ni stąd, ni zowąd samowolnie wycinają różne rzeczy. Skąd im w ogóle do głowy przychodzi, że można coś wycinać? Przecież kierownictwo TVP bardzo dba o zachowanie standardów i przestrzeganie reguł dobrego dziennikarstwa i nigdy w życiu nie zgodziłoby się, by tak ingerować w treść transmisji.

Ale nie tylko Kurski ma tak ciężkie życie z podwładnymi. Zbigniewowi Ziobrze i Joachimowi Brudzińskiemu też nie jest lekko. Wśród ich pracowników również trafiają się tacy nadgorliwi. Gdy w Białej Podlaskiej pewien jegomość powiesił koszulkę z wulgarnym słowem „Konstytucja” na szlachetnej figurze Lecha Kaczyńskiego, policjanci wparowali bladym świtem do domu tego chuligana, przeprowadzili rewizję, narobili hałasu, przestraszyli małe dziecko. – „To było działanie nieadekwatne” – przyznał minister Brudziński.

Pewnie było mu strasznie przykro, że jego podwładni zachowali się tak głupio i postawili go w niezręcznej sytuacji. Zwłaszcza, że w tym tygodniu sąd stwierdził, iż robienie rewizji domowej z powodu koszulki na pomniku było działaniem nieuzasadnionym i nieadekwatnym do przedmiotu sprawy: – „Prokurator wydając zaskarżone postanowienie nadał prymat ochronie porządku publicznego rozumianego jako estetyka miejsca publicznego nad chronioną konstytucyjnie nietykalnością osobistą i prawem do prywatności oraz nienaruszalnością mieszkania”.

No i znowu powstaje to samo pytanie: co tym nieinteligentnym funkcjonariuszom do łbów strzeliło? Jak mogli wpaść na tak głupi pomysł, żeby robić rewizję w domu? Przecież kierownictwo resortu bardzo pilnuje, żeby zawsze postępować adekwatnie do przedmiotu sprawy i przestrzegać reguł.
Wszystko to dowodzi, że jakieś fatum wisi nad „dobrą zmianą”. Albo mamy do czynienia ze spiskiem. Może jakiś wróg celowo nasyła takich nadgorliwców, którzy podejmują nieadekwatne działania?

W tych dniach mamy nowy przykład z Radomia: pan Dariusz Przytuła sfilmował komórką, jak wrogowie wieszają koszulkę z „Konstytucją” na pomniku (tym razem była to figura Eugeniusza Kwiatkowskiego) – i policja zaraz wzięła go na przesłuchanie, bo skoro widział, sfilmował i umieścił na Facebooku, a nie zgłosił, to znaczy, że sam złamał prawo. Niezgłoszenie przestępstwa jest karalne. W sumie słusznie postąpiła policja, ale chyba znowu nadgorliwie. Może być z tego kolejna afera.

Albo pamiętacie, jak nadgorliwa pełnomocniczka wojewody we Wrocławiu Dominika Arendt-Wittchen przywaliła z liścia wrogowi narodu? Niby się należało, ale wybuchł kolejny skandal i trzeba się było tłumaczyć, że przeholowała.

Gdyby to wszystko zsumować, to mamy prawdziwą zagadkę: jak to jest, że od wyborów w 2015 r. namnożyło się takich nadgorliwców? Zupełnie jakby się uwzięli i celowo postanowili skompromitować obóz władzy. Ciekawe, kto ich podpuścił. Bardzo ciekawe.

Waldemar Mystkowski pisze o Wałęsie.

Wkład Lecha Wałęsy w historię Polski jest nie do przecenienia. Jego miejsce w podręcznikach historii jest obok największych. Gdy dzisiejsze emocje wyparują i znajdą swoje miejsce w obiektywnej narracji, Wałęsa będzie jednym tchem wymieniany wśród 5-10 najważniejszych postaci w dziejach Polski.

Gdyby nie było Wałęsy, czy upadłby komunizm? Tak, ale wyglądałoby to inaczej, najprawdopodobniej dłużej by przetrwał i nie obyłoby się bez rozlewu krwi. Piszę Wałęsa, myślę „Solidarność” – ta klasyczna, bo dzisiejsza Piotra Dudy to antySolidarność, odpowiednik komuszego CRZZ.

Wiele zawdzięczają Wałęsie Rosja (ZSRR) i kraje byłego Układu Warszawskiego. Wałęsa przyspieszył erozję komuszego reżimu, był katalizatorem przemian. To dzięki niemu komuniści rosyjscy zdecydowali się na Gorbaczowa, który zainspirowany „Solidarnością” rozpoczął pierestrojkę. Głównym burzycielem Muru Berlińskiego był Wałęsa. Gdyby Polacy potrafili wykorzystać siłę mitu Wałęsy, Niemcy nie odmówiliby, aby w Berlinie stanął pomnik naszego wielkiego ziomka.

Dlaczego tak się stało, że Wałęsa jest dzisiaj w kraju przez jedną ze stron postponowany? Stało się tak nie dlatego, że jesteśmy narodem wichrzycieli (bo jesteśmy), ale dlatego, że polskie społeczeństwo nie ma w swoim kodzie paradygmatu demokracji i procedur wolności. Jesteśmy powierzchowni, a więc nasza odpowiedzialność za kraj jest śliska, dlatego tak łatwo niektórym politykom przedstawiać kłamstwa jako prawdy. Gombrowicz tę przypadłość nazywał niedojrzałością, zielonością. Tak było w okresie międzywojennym, tak jest dzisiaj. Po czasach bohaterów „Solidarności” przyszedł czas tchórzy – Kaczyńskich, Morawieckich, Dudów.

Tchórz nie stanie na ubitej ziemi, ale się schowa za kordonem ochroniarzy i pomówień. Jeszcze Polska jest bezpiecznie usytuowana geopolitycznie w dużym organizmie politycznym Unii Europejskiej, ale to może się w każdej chwili zmienić. Wówczas przypomnimy sobie o mądrości Wałęsy, o mądrości zbiorowej „Solidarności”. Czy będzie już jednak za późno? Nie chcę kasandryczyć, acz czarno widzę, gdy PiS dłużej utrzyma się u władzy.

Dzisiaj Lech Wałęsa obchodzi 75 lat, trzy ćwiartki wieku. Powinien być wyniesiony w naszej pamięci i grzać się w chwale zwycięzcy, niestety tchórze są innego zdania. Pierwszy przewodniczący „Solidarności” udzielił wywiadu Deutsche Welle, w którym ostro wyraził się o rządzących od 3 lat: – „Mamy nieodpowiednich, niezbadanych medycznie ludzi, ludzi małych, zakompleksionych, którzy przypadkiem zdobyli władzę”.

Polska po przypadkach II wojny i reżimu komuszego przetrwała, acz okaleczona, więc po przypadku PiS też tak będzie, zatem ten „przypadek zdobycia władzy” trzeba im wytrącić z rąk. Wałęsa nam i młodszym dawał przykład, tak jak wcześniej Piłsudski, a jeszcze wcześniej Kościuszko. Lech Wałęsa nie jest przypadkiem bohaterem, jest nim pełną gębą.

>>>

Żeby można było napisać te słowa Polacy musieli pokonać Amerykanów, którzy sprawiali wrażenie, że są nie do przejścia. A jednak w turyńskim półfinale zatrzymał ich zespół Vitala Heynena. Było 3:2 w setach (25:22,20:25,23:25 i 15:11).

Turyn: polscy siatkarze awansowali do półfinału mistrzostw świata

Wielki powrót Bartosza Kurka

Jeśli trzeba byłoby wskazać tego jednego, od którego najwięcej zależało, to prawie wszyscy wskazaliby atakującego Bartosza Kurka. Przeżywa swoje wielkie dni. Cztery lata temu miał być filarem ówczesnej reprezentacji. Trudno było uwierzyć, że skreślił go z kadry, prawie w ostatniej chwili, trener Stephane Antiga. A jednak końcowy triumf sprawił, że mało kto podważał tę zaskakującą decyzję. Kurek nie załamał się, choć kolejne sezony nie były przecież jednym wielkim pasmem sukcesów. Nawet na początku tych zawodów można było mieć wątpliwości, czy stawianie na tego atakującego nie jest jeszcze jedną ekstrawagancją dowodzącego kadrą Belga. Szybko okazało się, że ten wybór, jak wiele innych, sprawdził się w stu procentach.

Polacy mocniejsi od statystyk

Przed półfinałem lepiej było nie zaglądać do statystyk. Jeśli są takie zespoły, które nie leżą Polakom, to Amerykanie byliby na czele listy. Teraz z niej znikną. Również teoretyczne porównanie klasy poszczególnych graczy nie wypadało dobrze dla naszych. Może i tak jest w rzeczywistości, ale to nie Amerykanie, tylko Polacy potrafili stworzyć w sobotni wieczór mocniejszy zespół. Nikt nie może przecież powiedzieć, że sukces jest niezasłużony.

W pierwszym secie poszło nadspodziewanie łatwo dla Polaków, w drugim na odwrót. Po wyrównanym trzecim wydawało się, że nasza ekipa może stracić wiarę w finał. Ale pogodzenie się z porażką jest pojęciem nieznanym w naszym obozie. Analizując na zimno, czwarty set i tie-break to pokaz przewagi sportowej i mentalnej biało-czerwonych.

Czternastka Vitala Heynena

Kilkutygodniowe zawody, w których trzeba wychodzić aż dwanaście razy na plac gry, żeby bić się o najwyższe stawki, są przedsięwzięciem wycieńczającym i wyniszczającym. Tym bardziej widać teraz głęboki sens zabiegów Vitala Heynena mających na celu przygotowane czternastki, z której każdy będzie gotów wejść pod siatkę w najtrudniejszym nawet momencie. Półfinał wywalczyli Bartosz Kubiak, Michał Kubiak, Paweł Zatorski, ich koledzy z pierwszej szóstki i wszyscy pozostali, którzy trochę częściej siedzą na ławce. Przecież ci teoretycznie rezerwowi Dawid Konarski, Aleksander Śliwka, Grzegorz Łomacz i pozostali też mieli swój bardzo wymierny wkład w tak wielkie osiągnięcie, które może być jeszcze większe. Mistrzowie świata chcą przecież obronić tytuł.

To jest to!