Archiwa tagu: Daniel Passent

Katolsko-pisowski Ciemnogród

W przeciwieństwie do barbarzyńców, Rzymianie cenili swoich pedagogów płacąc na targu bardzo dużo za dobrych nauczycieli. W rzymsko katolickiej Polsce pedagodzy nie są tak cenni, choć równie zniewoleni. Przykuci do ławek dzieci, dostają głodowe pensje, za które trudno samodzielnie żyć.

Bunt nauczycieli doprowadzonych do skrajności nie skończy się ukrzyżowaniem jak powstanie Spartakusa. Chociaż krzyże się przydadzą – katechetom zastępującym w szkołach kadrę pedagogiczną. Można jeszcze zatrudnić niewolników z Ukrainy, wiele sprzątaczek ma dyplomy uniwersyteckie.

Nauczyciele będą wzięci głodem, tam gdzie samorządy nie wypłacą im pensji. Wola satrapy – atrapy na podeściku jest rozkazem. Nasz patriarchalny kraj rządzony przez starców mizoginów oderwanych od życia, ubogaca nieustannie Kościół.

Arcybiskup Jędraszewski powiedział, że skazanie australijskiego kardynała za gwałty na dzieciach jest odwiecznym prześladowaniem chrześcijan. Chrześcijaństwo dla opornych krzewiono gwałtem: ogniem i mieczem, ale żeby chujem? Chrześcijanie chrześcijanom zgotowali ten los. My w Polsce, też sobie sami popierając Kościół i wybierając PiS. Gnicie obu formacji zatruwa nasze umysły.

Opłacenie krów i tuczników w tej logice ma sens. Trzeba będzie „wołami ciągnąć” Polskę za Unią, albo zaorać. Jesteśmy na szarym końcu rankingu innowacyjności w Europie, tam gdzie kończy się skala inteligencji. A innowacyjność daje 2/3 wzrostu gospodarczego kraju. W skali 1- 12, tylko województwo Mazowieckie ma 4 punkty. Ten ranking świadczy o talentach mieszkańców regionów i strukturach gospodarczych. Ograniczeni warunkami będziemy jeszcze głupsi, po co więc nam nauczyciele?

Najbardziej łajdackie kłamstwo od czasu sowieckiego kłamstwa katyńskiego. Ci co je wymyślili i propagowali to ludzie zasługujący na miejsce obok Burdenki.

Depresja plemnika

Arcybiskup Marek Jędraszewski wystąpił na Europejskim Kongresie Samorządów. W panelu „Czy religia jest jeszcze człowiekowi potrzebna?” potępił Europę Zachodnią, w której według niego dominują „atomizacja, relatywizm, wychwalenie indywidualizmu”.

Poruszył też palący według niego problem współczesnych prześladowań, jakich doznaje Kościół. Tyle, że swój wywód podparł bardzo szokującym argumentem.

„Spójrzmy dzisiaj na Australię, gdzie kardynał Pell został skazany. Tam są łamane prawa człowieka. Chrześcijaństwo zawsze było prześladowane” – stwierdził metropolita. Zapomniał tylko dodać, że kard. George’a Pella skazano na 6 lat więzienia za … pedofilię. Dodajmy: Pell nie przyznaje się do winy. Apelacja ma być rozpatrzona w czerwcu.

Kiedy w mediach pojawiły się informacje, że opozycja, jak wygra, zastąpi telewizję publiczną nową instytucją, odezwał się szef Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański. Odezwał się w stylu bajkopisarskim, oświadczając na antenie radiowej Jedynki: „My się kierujemy dobrem całego społeczeństwa w tym sensie, że społeczeństwo musi mieć media, które nie są zależne od jednej grupy…

View original post 732 słowa więcej

Reklamy

Kaczyński wydalił z siebie takie bobki, jak Wojciech Cejrowski

Zamordowanie prezydenta Adamowicza to dla Polaków szok i niedowierzanie. Jednak nie dla wszystkich. Są i tacy, którzy zamiast pochylić głowę w zadumie, muszą wtrącić swoje trzy grosze. Należy do nich Wojciech Cejrowski.

Śmierć prezydenta Gdańska skomentował na Facebooku i nie ukrywa zdziwienia, że „Adamowicz za życia nie był święty, więc czemu teraz robi się z niego świętego?”. Mało tego,  Adamowicz był okropnym typem jako prezydent Gdańska”, a teraz „nagle „wielce szanowny”, bo go zadźgali?”. Teraz jego śmierć „jest celebrowana jakby zmarł Stalin – wszyscy zobowiązani płakać”.

Dostało się też Jurkowi Owsiakowi, który według Cejrowskiego ponosi całkowitą winę za 27 finał WOŚP i zapewnienie bezpieczeństwa jego uczestnikom. Owsiak obrywa też za atak na „bezbronną kobietę, która ulepiła jego figurkę z plasteliny”, na którą napuszcza ludzi i chce zwalić winę za tragedię w Gdańsku. Ciekawa interpretacja faktów, nie ma co.

Wypowiedź Cejrowskiego komentuje  dr Wiesław Baryła, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS. „Z psychologicznego punktu widzenia Wojciech Cejrowski jest niemądry (…)Niemądry jest każdy, kto nie pozwala sobie na ogląd sytuacji z perspektywy innej niż jego własna. Poglądy Cejrowskiego są dla niego tak silnym filtrem widzenia świata, że nie jest on w stanie przyjąć innej perspektywy. Są ludzie o umysłowości, której nie jest w stanie przebić żadna ludzka krzywda. I Cejrowski jest właśnie takim człowiekiem, niepowstrzymanym w swojej nienawiści. To, co napisał odbiera mowę. Jest bezduszne”.

Internauci nie są aż tak delikatni w ocenie Cejrowskiego. Piszą o nim, że to „Szaleniec on chce na serio aby rozpętała się gorąca awantura, żałoby nie uszanuje, a po zawieszeniu wkrótce wróci do TVP szczuć w dalszym ciągu jednych na drugich bezpiecznie z zagranicy.”, „Wojciech Cejrowski nie powinien być zapraszany przez żadne medium. To jedna z najbardziej odrażających postaci w polskiej debacie publicznej.”

Cejrowski właśnie pokazał, że co go tam obchodzi tragedia w Gdańsku. Ważne, by na niej błysnąć, nieco pobrylować i nadal dokarmiać mowę nienawiści słowami,  w których tylko małość i podłość. Panie Cejrowski, panu to my już podziękujemy…

Cejrowski to typ podobny Krystynie Pawłowicz, obydwoje śpią i szczują. Tak mają. Niestety sa od nich więksi, jak Jarosław Kaczyński, który w istocie podniósł nóż na Polskę i ją (nas) ugodził. Pytanie: czy my jeszcze żyjemy? Bo Kaczyński owszem i śmieje się zza armii ochroniarzy, jak na słynnym obrazku, gdy uciekał limuzyną z Sejmu, a Polacy protestowali na Wiejskiej.

Depresja plemnika

Myślicie, że to PiS jest winny? Owszem, sztacheta może zabić, ale nie ona jest winna, lecz ten, kto nią wymachuje.

>>>

Tak potężna dawka emocji, jaką odczuwamy w przestrzeni publicznej po tragicznej śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza ma moc diametralnie odmieniać sytuację na scenie politycznej. Wiedzą o tym doskonale działacze kierownictwa partii rządzącej, nauczeni strategią polityczną, jaką uprawiali po 2010 roku,  jednak niektórych ich zachowań po prostu wytłumaczyć nie sposób.

Z jednej strony widzimy deklarowane wyciszenie nastrojów, współczucie dla rodziny zmarłego, szybkie decyzje w sprawie sukcesji rządów w stolicy Trójmiasta a także zakaz wypowiedzi medialnych, które podgrzewałyby atmosferę. Z drugiej natomiast deklaracjom i obrazkom rozmodlonych i pogrążonych w żałobie najważniejszych polityków władzy przeczą takie działania, jak brak wyciągnięcia jakichkolwiek konsekwencji wobec sprawców najohydniejszego wydania “Wiadomości” w przeciągu ostatnich trzech lat, dalsze tolerowanie Krystyny Pawłowicz w partii, czy przeprowadzona przecież z pełną premedytacją manifestacja nieobecności prezesa PiS podczas minuty ciszy w…

View original post 2 620 słów więcej

Katolik pyta o zarobki szparki sekretarki

„W związku z informacjami w mediach dotyczącymi zarobków miesięcznych Pana współpracowniczek w NBP, które zbulwersowały osoby zwracające się do mojego Biura Senatorskiego, zwracam się do Pana Prezesa z pytaniami, które zadają mi moi wyborcy” – napisał do Adama Glapińskiego senator PiS Jana Maria Jackowski. Nie wiedzieć czemu, pytania, które polityk PiS zamieścił na swojej stronie internetowej, zatytułował „Oświadczenie”…

A pytania brzmią następująco: – „Czy prawdą jest, że jedna z współpracowniczek Pana Prezesa zarabia 65 tysięcy zł miesięcznie. Jeżeli nie jest to prawdą, to jakie zarobki miesięcznie z uwzględnieniem wszystkich pochodnych, osiąga ta osoba w NBP. Jaki jest zakres obowiązków wzmiankowanej współpracowniczki i jakie posiada kwalifikacje merytoryczne, by realizować te zadania”. A o dochodach wspomnianej współpracowniczki Martyny Wojciechowskiej pisaliśmy w artykule „Przyboczna” Glapińskiego zarabia nie 65, a… 77-78 tys. zł miesięcznie!”.

Internauci nie kryli zdumienia. – Noooo. Pan Maria, kto by się spodziewał. Chyba, że losowali kto ma to zrobić bo prezes kazał”; – „Wygląda mi to na ustawkę. Co knują Glapiński z Jackowskim?”; – „Jak znam życie – będzie tak: zmiana umowy była 3 dni temu na 5 tys., więc na dziś będzie odpowiedź, panienki nie zarabiają 65 tys. – i zakres obowiązków z dupy – tak się to skończy :)”.

Dodajmy, że Jan Maria Jackowski wystosował też drugie „oświadczenie”, w którym pyta o zarobki wszystkich osób zatrudnionych w NBP na stanowiskach kierowniczych.

PiS zrobi wszystko, aby nie przegrać wyborów. Sfałszuje, a jak będzie trzeba – spałuje wyborców.

Depresja plemnika

Na Twitterze doszło do kłótni między Kamilem Durczokiem a Joachimem Brudzińskim. Dziennikarz zarzucił ministrowi, że „wykorzystał tragedię w Koszalinie do swoich politycznych celów”, na co szef MSWiA odpowiedział, że się za niego pomodli.

W piątek w tzw. escape roomie (lub „pokoju zagadek”) w Koszalinie doszło do pożaru. Zginęło pięć nastolatek, które brały udział w zabawie z okazji urodzin jednej z nich. Ranny został pracownik escape roomu.

Tragedia wywołała reakcje czołowych polityków. Zarówno premier, jak i prezydent składali kondolencje rodzinom ofiar. Rządzący zapowiedzieli też nie tylko wyjaśnienie tragedii, ale i kontrole w innych tego typu miejscach w Polsce. – Strażacy przegrali tę walkę nie z powodu braku profesjonalizmu, kompetencji czy doświadczenia. Tę walkę strażacy przegrali z tymi, którzy, kierując się chęcią łatwego, szybkiego zysku, narazili na śmierć Bogu ducha winne dzieci – mówił szef MSWiA Joachim Brudziński. Zapowiedział konsekwencje dla właścicieli łamiących prawo.

Sprawa jest też szeroko komentowana w mediach społecznościowych…

View original post 1 915 słów więcej

Szparki sekretarki zarabiają po 65 tys. Muszą dobre być w te jądra, przepraszam: w te klocki

Bank centralny nie chce potwierdzić kompetencji Martyny Wojciechowskiej i Kamili Sukiennik, najbliższych współpracownic prezesa Glapińskiego. Wojciechowska zarabia ok. 65 tys. zł miesięcznie! A Sukiennik mogła się znaleźć w ważnej instytucji finansowej wbrew dyrektywie UE

Martyna Wojciechowska pracuje w Narodowym Banku Polskim od 11 lat, czyli od czasu, gdy rządzący wtedy po raz pierwszy PiS desygnował na prezesa Sławomira Skrzypka. Jej kariera przyspieszyła, kiedy szefem banku centralnego został Adam Glapiński, bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego od lat 90. W 2016 r. dostała awans i została dyrektorem Departamentu Komunikacji i Promocji NBP, a jej dochody poszybowały

Pensja wyższa niż Belki

W 2015 r. Wojciechowska zarobiła 114 tys. zł, rok później – już 392 tys. zł. Do maja 2018 r. była radną sejmiku Mazowieckiego z PiS, ale – jak podaje OKO.press – zrzekła się wtedy mandatu i nie złożyła oświadczenia majątkowego za 2017 r., choć powinna. Dodatkowo zasiada jako przedstawicielka prezesa NBP w radzie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Według naszych informacji awans dyrektorski dostała w sierpniu 2016 r. Porównując jej oświadczenia majątkowe sprzed awansu i po nim, oszacowaliśmy, że po podwyżce w sierpniu zarabia ok. 65 tys. miesięcznie wraz z premiami, dodatkowymi dochodami i bonusami. Dla porównania – były prezes NBP Marek Belka dostawał w sumie ok. 57 tys. zł miesięcznie. Pensja obecnego szefa banku centralnego nie jest znana.

Szpraki sekretarki zarabiały po 65 tys. zł. Były dobre w te klocki, przepraszam: w jądra.

Depresja plemnika

Zjednoczona Prawica nie przeczuwała, że przejęcie sądów będzie tak trudne. Myślała, że jeśli obrzydzi sędziów społeczeństwu, jeśli pokaże jako „nadzwyczajną kastę”, zepsutą elitę, która wykorzystuje immunitet, by bezkarnie kraść w sklepach kiełbasę, to wówczas nikt nie stanie ani w ich obronie, ani w obronie sądów. A jeśli jeszcze przy tym spowoduje się zamęt w sądownictwie, postrąca prezesów, zrobi przeciąg w KRS i czystkę w SN, a więc puści się w ruch karuzelę atrakcyjnych stanowisk, to i sami sędziowie zaczną podstawiać sobie nogi, żeby tylko zająć miejsce na karuzeli. Plan wydawał się dobrze ułożony, tyle że się posypał. Ani ludzie nie dali się nakarmić propagandową papą i nie poparli tak zwanej reformy wymiaru sprawiedliwości. Ani sędziowie nie okazali się tak pazerni…

View original post 1 689 słów więcej

Pedofilia w Kościele kat. to proceder właściwy zawodowi kleru

Fundacja „Nie lękajcie się” pomagająca ofiarom molestowania wciąż pracuje nad mapą pedofilii w Kościele. Pierwsza aktualizacja miała nastąpić w listopadzie, ale zgłoszeń jest tak dużo, że jej działacze dają sobie czas do stycznia. – Mamy naprawdę przerażające informacje. Lech Wałęsa jeszcze nie raz się zdziwi – mówi Onetowi prezes fundacji Marek Lisiński. W międzyczasie uruchomiono zbiórkę na centrum pomocy ofiarom pedofilii.

Działająca od pięciu lat fundacja „Nie lękajcie się”, która pomaga ofiarom pedofilii, udostępniła mapę 7 października. Zostali na niej zaznaczeni sprawcy i podejrzani, a także ofiary, których łącznie jest ponad 250. Ale według szacunków fundacji ostateczna liczba jest dużo większa. Osób molestowanych przez księży w Polsce może być nawet 1700. Do fundacji wciąż napływają kolejne informacje, które są przez nią weryfikowane.

Pierwsza aktualizacja mapy miała nastąpić w listopadzie, ale jak mówi Onetowi prezes Marek Lisiński, potrzeba więcej czasu na sprawdzenie zgłoszeń. – Mamy ich mnóstwo. Chcemy też pokazać, ile z nich wysłaliśmy do prokuratur, ile do biskupów. Pracy jest naprawdę dużo, nie chcemy też nikogo skrzywdzić, dlatego wszystko jest dokładnie weryfikowane – zaznacza Lisiński.

– Mamy naprawdę przerażające informacje. Zwłaszcza te dotyczące przenosin księży. Ofiary przysyłają nam swoje listy do biskupów, w których informowali o sprawie. A oni nic z tym nie robili, tylko przenosili sprawców. Lech Wałęsa jeszcze nie raz się zdziwi – dodaje.

Lisiński nawiązuje do reportażu opublikowanego w „Dużym Formacie”. Dotyczy on zmarłego w 2010 roku księdza prałata Henryka Jankowskiego, legendarnego kapelana „Solidarności”. W artykule pojawili się rozmówcy, stawiający konkretne oskarżenia wobec księdza, zarzucając mu m.in. molestowanie seksualne.

Protest pod pomnikiem ks. Jankowskiego w Gdańsku. Uczestnicy: to jest pomnik hańby Kościoła katolickiego

Zbiórka na centrum pomocy ofiarom molestowania

Fundacja przedstawi kolejne ustalenia 7 stycznia. Wówczas zaplanowano także otwarcie centrum pomocy dla osób, które były molestowane w dzieciństwie. Na ten cel prowadzona jest zbiórka w sieci pod hasłem „Daj na ofiarę”. Aby centrum mogło działać przez rok, potrzeba 250 tys. złotych.

Sekielski: kto boi się mojego filmu i prawdy o pedofilii wśród polskich księży?

– W centrum będzie gabinet psychologiczny, uruchomimy grupy wsparcia, grupy terapeutyczne. Będzie to centrum dla wszystkich molestowanych, nie tylko ofiar księży. Szczególnie dorosłych, bo dla nich takiego wsparcia brakuje. Chcemy, żeby to było dla nich bezpieczne miejsce, gdzie będą mogli przyjść i porozmawiać – mówi Marek Lisiński.

Zbiórka prowadzona jest na Facebooku.

>>>

Zapowiadają ujawnienie kolejnych przypadków pedofilii w Kościele. „Mamy naprawdę przerażające informacje”

Depresja plemnika

Jak Ziobro pomaga przestępcom – więcej >>>

Ktoś w PiS wymyślił, że trzeba czymś „przykryć” aferę KNF. I przykrył ją tak, że PiS będzie mieć teraz same kłopoty. Ciekawe, czy Kaczyński zaaprobował plan tej prowokacji, czy była to samodzielna inicjatywa Ziobry.

W 2007 roku, podczas kampanii wyborczej do parlamentu, wystąpił na konferencji prasowej ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński, przedstawiając informacje o zatrzymaniu posłanki PO Beaty Sawickiej. „Polacy powinni wiedzieć, na kogo głosować” – mówił. I Polacy zagłosowali przeciwko PiS. Prowokacja przeciwko Sawickiej była widoczna gołym okiem. To, że posłanka uległa pokusie i wpadła w sidła zastawione przez CBA, nie świadczył o niej dobrze, ale bardziej szokujące było angażowanie tajnych służb do kampanii wyborczej, a słowa Kamińskiego to potwierdzały. Okazało się, że wyborcy są inteligentniejsi, niż sądzili działacze PiS.

Błąd Kamińskiego powtórzyli w ostatnich dniach prokuratorzy kierowani przez Ziobrę. Tyle że zrobili to jeszcze prymitywniej, sięgając po podlejsze chwyty.

Pomysł był…

View original post 2 354 słowa więcej

Lenin Kaczyńskiego by się nie powstydził. Kadry przede wszystkim. Kucharka premierem? Już była – Szydło

Elementy układu personalnego w banku centralnym i KNF, odsłaniane przez media, trudno nazwać banalnymi. Głównie z racji frapujących kompetencji. Pisaliśmy niedawno o Kamili Sukiennik, „modelki od rajstop”, a obecnej zastępczyni dyrektora gabinetu prezesa Adama Glapińskiego. Teraz zrobiło się głośno o kolejnych dwóch paniach.

Jak czytamy w „Wyborczej”, do redakcji gazety zgłosili się informatorzy w sprawie układu towarzysko-politycznego, jaki wytworzył się w NBP po mianowaniu w czerwcu 2016 r. na prezesa Adama Glapińskiego. Twierdzą oni, że najbliższymi osobami Glapińskiego w banku centralnym – oprócz wspomnianej Kamili Sukiennik – jest Martyna Wojciechowska (nie mylić ze znaną dziennikarką i podróżniczką).

Wojciechowska jest byłą radną PiS sejmiku mazowieckiego (zrzekła się mandatu w maju 2018 r.). W NBP pracuje od 11 lat, gdy rządzący po raz pierwszy PiS desygnował na prezesa Sławomira Skrzypka. W 2016 r. awansowała na stanowisko dyrektora Departamentu Komunikacji i Promocji NBP, a jej roczne dochody poszybowały aż do kwoty 392 tys. zł. Za czasów Glapińskiego Wojciechowska znalazła się w radzie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego jako przedstawicielka prezesa NBP.

To jednak nie koniec powiązań rodzinnych. W sektorze państwowym dostała również pracę młodsza siostra Wojciechowskiej, Daria Wojciechowska-Bujno. Zasiadła bowiem w Komisji Nadzoru Finansowego kierowanej do niedawna przez Marka Chrzanowskiego. Gdy PiS doszedł do władzy, Wojciechowska-Bujno zasiadła w gabinecie politycznym minister edukacji Anny Zalewskiej. W 2016 r., tuż po objęciu urzędu przez Chrzanowskiego, została zaś dyrektorem jego gabinetu. Jakie są jej kompetencje? Ukończyła wprawdzie m.in. studia na wydziale dziennikarskim na Uniwersytecie Warszawskim, ale – jeśli chodzi o doświadczenie – dotychczas pracowała jako przedszkolanka oraz w firmie reklamowej. Warto dodać, że mąż Wojciechowskiej-Bujno pracuje w firmie Rochstar organizującej imprezy na zlecenia różnych instytucji. Klientem jego firmy jest także … NBP.

NBP do dziś nie udzieliło odpowiedzi na pytania o kwalifikacje Martyny Wojciechowskiej i Kamili Sukiennik.

„Nie cofniemy się ani o krok!”

Depresja plemnika

Krótko mówiąc: na froncie walki o sądy Nowogrodzka zarządziła odwrót.

Skąd ten zwrot w tył?

To może zaskakiwać, bo Partia Jarosława Kaczyńskiego cofa się bardzo rzadko. Jest przekonana, że samodzielna większość w Sejmie daje jej absolutne prawo, do kształtowania polskiej rzeczywistości. Zdarzało się już jednak w przeszłości, że PiS napotykał na tak wielki opór, że niezależnie od sejmowej arytmetyki musiał ustąpić.

Mimo nacisku części własnego zaplecza, obóz rządzący nie odważył się wprowadzić przepisów jeszcze bardziej utrudniających polskim kobietom dostęp do legalnej aborcji. Do zatrzymania się zmusiła PiS bezprecedensowa mobilizacja kobiet w całej Polsce. Ich protesty pokazały, że w Polsce nie ma społecznej zgody na dalsze zaostrzanie przepisów regulujących warunki przerywania ciąży. Kaczyński zrozumiał, że jeśli spróbuje ograniczyć wolność kobiet w tym zakresie, to słono za to zapłaci przy urnie wyborczej.

Także kwestii ustawy o IPN PiS zmienił stanowisko o 180 stopni. Zmianę wymusiło zderzenie się ze ścianą na…

View original post 2 293 słowa więcej

W PiS trzęsienie ziemi. Ziobro na szafocie

– Stanowisko MSZ nie jest wiążące dla Trybunału Konstytucyjnego. A wiemy, że z polskim TK dzieje się źle – mówił w TOK FM prof. Marcin Matczak. Według MSZ wniosek ministra Ziobry do TK w sprawie unijnego traktatu jest bezzasadny.

– Prawniczo to stanowisko nie jest zaskakujące, ono jest dosyć oczywiste. To stanowisko ministra Ziobry było zaskakujące –  tak prof. Matczak komentuje opinię polskiego MSZ na temat wniosku ministra Zbigniewa Ziobry. w sprawie zgodności z konstytucją traktatu unijnego.

Przypomnijmy, że dokument przygotowany przez ministra sprawiedliwości uznano za wstęp do wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej.

Borys Budka ostrzega: Pytania Ziobry do Trybunału Konstytucyjnego to przygotowanie do polexitu>>>

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, MSZ w 16-stronicowym dokumencie stwierdza, że wniosek złożony przez ministra sprawiedliwości prokuratora generalnego jest bezzasadny. „Powołując się na ten konkretny wyrok, szef MSZ Jacek Czaputowicz wykazuje, że TK badał już sprawę pytań prejudycjalnych i nie kwestionował wówczas zasadności ich zadawania” – cytuje „GW”.

Prawniczo stanowisko MSZ nie jest zaskoczeniem, ale z punktu widzenia polityki może zaskakiwać. – Według mnie opinia MSZ jest dobra, bo wniosek min. Ziobry był po prostu zły. Politycznie to jest trzęsienie ziemi – ocenił w Poranku Radia TOK FM prof. Matczak.

– Czy jest możliwe, żeby Trybunał Konstytucyjny – po otrzymaniu opinii MSZ – mógł rozstrzygnąć na korzyść Zbigniewa Ziobry? – pytał Piotr Kraśko.

– Oczywiście, że to możliwe. Stanowisko ministerstwa nie jest wiążące dla Trybunału Konstytucyjnego. A wiemy, od dłuższego czasu, że z polskim TK dzieje się źle. Ta instytucja nie pełni już funkcji recenzenta działań rządu, a funkcji kogoś, kto wspiera tę władzę. Nie spodziewam się, niestety, że TK może w tej sprawie orzec zupełnie niezależnie. Nie mam więc poczucia, że bardzo sensowne argumenty ministra Czaputowicza mogą odegrać jakąś rolę. Niestety, na decyzję TK chyba będą miały wpływ kwestie polityczne niż prawne. To bardzo smutne – ocenił prawnik.

„Antysądowy amok”

Krakowski sąd uznał za zasadne odwołanie Jacka Majchrowskiego w sprawie słów premiera Morawieckiego. Szef rządu podczas konwencji wyborczej rywalki Majchrowskiego i Małgorzaty Wassermann zarzucił władzom Krakowa bezczynność ws. walki ze smogiem.

Szef KPRM Michał Dworczyk ocenił decyzję sądu w Krakowie za „całkowicie niezrozumiałą”. Mówił o „antyrządowym amoku”, który panuje w krakowskim sądzie.

– To element szerszego zjawiska, które moim zdaniem jest jednym z najbardziej smutnych aspektów kryzysu praworządności. Mamy do czynienia z sytuacją, kiedy właściwie każda decyzja sądu jest traktowana jak decyzja polityczna. Jeśli jest zgodna z oczekiwaniami polityka, to uważana jest za dobrą. A kiedy nie jest zgodna – polityk mówi o upolitycznieniu. Taka postawa jest uderzeniem w podstawy zaufania dla sądów, bo każdy następny wyrok każda ze stron może uznawać za polityczny – przestrzegał prof. Matczak w rozmowie z Piotrem Kraśką.

Według prawnika takie wypowiedzi jak słowa ministra Dworczyka powinny być krytykowane. Bo szef KPRM próbuje na siłę zrobić z decyzji prawnej – polityczną.

– Czy sędziowie powinni coś zrobić z tym, że minister mówi o decyzji politycznej? Czy też słowa o „antyrządowym amoku” powinni przyjąć do wiadomości? – pytał gospodarz „Poranka Radia TOK FM”.

– Dla mnie sprawa jest prosta, powinna interweniować Krajowa Rada Sądownictwa. To ciało, które stoi na straży niezależności sądów, niezawisłości sędziów. Normalnie KRS jest po to, żeby kiedy polityk wpada w amok antysądowy – bo tak trzeba tę wypowiedź nazwać – zaczyna tak poważnie krytykować sąd, to KRS powinna interweniować. Niestety, obecna KRS robi wszystko, a nie broni sędziów przed takimi atakami. To kolejna tragedia sporu, z którym mamy do czynienia – stwierdził prawnik.

Wolałbym mówić o koalicji prodemokratycznej. Powinni do niej dołączyć wszyscy – mówi Zbigniew Janas, legenda opozycji w PRL. – Ale powtarzam: po pierwsze, nie nerwowo. Jest jeszcze trochę czasu do wyborów europejskich, w których też można stworzyć koalicję i sprawdzić, jak zadziała. To jest bardzo dobry moment do „zwarcia” z antydemokratycznym i antyeuropejskim obozem. Niedługo zapewne przyjdzie czas na poważne rozmowy, co dalej. Muszę przyznać, że zaimponowało mi to, w jaki sposób lider PO zrealizował porozumienie z Nowoczesną. Ta partia jest w bardzo trudnej sytuacji, poza jednym aspektem – ma świetnych ludzi i walczące posłanki. Grzegorz Schetyna chyba to dostrzegł i bardzo lojalnie zrealizował to porozumienie. A to jest bardzo dobry sygnał dla innych. Te wybory jednak pokazały niektórym, w jakim są miejscu i powinni w związku z tym przestać myśleć, że sami zdobędą świat – dodaje.

KAMILA TERPIAŁ: Zacznijmy od wyniku wyborów samorządowych. PiS procentowo wygrał wybory do sejmików, ale samodzielnie będzie rządził w sześciu. Przegrał za to w większości większych miast…

ZBIGNIEW JANAS: Powiedzmy wprost: dostał łupnia!

Wybory samorządowe pokazały, że PiS jednak ma z kim przegrać?
Tak i dały opozycji trochę wiatru w żagle. Ale za wcześnie jeszcze, aby mówić, że ma PiS na widelcu. Aby ta szansa została wykorzystana w wyborach parlamentarnych, potrzeba będzie wiele pracy, zabiegów i rozmów. W międzyczasie mamy wybory europejskie, w których opozycja ma silniejszą pozycję niż PiS. To będzie kolejny krok, ale nie można go zmarnować.

Jest jeszcze ważna rzecz, która cały czas siedzi mi w głowie. To, jak społeczeństwo przez następny rok będzie postrzegało opozycję, a przede wszystkim Koalicję Obywatelską, będzie uzależnione od tego, co zrobią najważniejsi prezydenci miast. Nie tylko od tego, jakie będą mieli programy, ale także, jak wykonają swoje zapowiedzi.

Wszystkie oczy będą skierowane na Rafała Trzaskowskiego?
I na Hannę Zdanowską. To oni będą pokazywali rzeczywistą twarz opozycji. To są prezydenci dwóch największych miast. Warszawa jest miastem, które ma tak dużą potęgę, także finansową, że ona może wyznaczać i pokazywać standardy działania KO, mam nadzieję poszerzonej, w różnych ważnych dziedzinach życia. Dla mnie to jest i będzie najważniejsze. Na laurach nie mogą spocząć oczywiście także prezydenci innych miast.

Zdziwiła pana mobilizacja wyborców, także w Warszawie?
Nie zdziwiła mnie.

Przypominam, że w 2007 roku PiS rządząc, przegrał wybory i to znacząco. Wtedy też była pełna mobilizacja i PiS zapłacił cenę za swoją politykę. Dlatego byłem na to przygotowany.

W lokalu wyborczym na warszawskim Ursynowie, gdzie głosowałem, od początku było widać, że jest więcej wyborców niż zwykle.

Też stał pan w kolejce?
Tak. I to było bardzo przyjemne. Chociaż przyznam, że trzeba przemyśleć organizację wyborów. Było za mało miejsca, stolików, pracowników komisji. Mam nadzieję, że PKW to dostrzegła. W wyborach parlamentarnych mobilizacja może być jeszcze większa…

Ma pan nadzieję, że przed wyborami parlamentarnymi powstanie szeroka koalicja anty-PiS. Jak szeroka?
Wolałbym mówić o koalicji prodemokratycznej. Powinni do niej dołączyć wszyscy. Przypomnę, że jak liderzy próbowali podejmować rozmowy o jakimkolwiek porozumieniu tuż po wygranych przez PiS wyborach, mówiłem, że to za wcześnie. Wtedy jeszcze nie było wiadomo, kto jest mocny, a kto słaby. Teraz to się zmieniło, widzimy polityczną szachownicę wyraźniej.

Mam też przemyślenia dotyczące PSL-u. To „inna” partia, małomiasteczkowa, wiejska i bardzo dobrze, jest wartością na scenie politycznej. Poza ludowcami myślę, że teoretycznie wszyscy mogą się porozumieć. Są rzeczy, w których znajdą wspólny język, a w innych mogą przecież zostać przy swoich poglądach i zostawić ich realizację na „po wyborach”. Taka paleta poglądów jest potrzebna.

Dlaczego wykluczył pan z tej koalicji PSL? Nie rozumiem.
Nie mówię, że porozumienie z ludowcami jest niemożliwe. Zwracam tylko uwagę na specyfikę tej partii. Być może warto ją zachować. Pozostałe partie wygrywają w miastach, ale mają większy problem z elektoratem wiejskim. Chociaż on się też zmienia. Myślę, że wiele będzie zależało do sondaży. Gdyby PSL okazał się bardzo słaby, to zapewne nie będzie innego wyjścia.

Wybory samorządowe były swego rodzaju testem. Politycy dojrzeli do prawdziwej, merytorycznej rozmowy?
Do polityki nie idą święci anielscy, tylko często bardzo twardzi i ambitni ludzie. Trochę czasu musi zapewne upłynąć. Oni też umieją kalkulować. Muszę przyznać, że zaimponowało mi to, w jaki sposób lider PO zrealizował porozumienie z Nowoczesną. Ta partia jest w bardzo trudnej sytuacji, poza jednym aspektem – ma świetnych ludzi i walczące posłanki. Grzegorz Schetyna chyba to dostrzegł i bardzo lojalnie zrealizował to porozumienie. A to jest bardzo dobry sygnał dla innych. Te wybory jednak pokazały niektórym, w jakim są miejscu i powinni w związku z tym przestać myśleć, że sami zdobędą świat.

Mówi pan o SLD? Z Włodzimierzem Czarzastym trudniej będzie się porozumieć niż z Katarzyną Lubnauer czy Barbarą Nowacką?

Członkowie SLD mogą dokonać zmiany na fotelu przewodniczącego. Spokojnie. Poza tym on też nie jest idiotą. Ma chyba ogląd sytuacji. Zachęcam wszystkich do rozmowy.

Może na czele SLD powinna stanąć kobieta?
Nie wykluczam, że coś takiego może się wydarzyć. Ale powtarzam – po pierwsze, nie nerwowo. Jest jeszcze trochę czasu do wyborów europejskich, w których też można stworzyć koalicję i sprawdzić, jak zadziała. To jest bardzo dobry moment do „zwarcia” z antydemokratycznym i antyeuropejskim obozem. Niedługo zapewne przyjdzie czas na poważne rozmowy, co dalej.

A co dalej będzie robił PiS? Zaostrzy kurs i zacznie się „prawdziwa wojna”, czy schowa broń do kieszeni?
Myślę, że będziemy obserwowali różne fazy. Będzie faza gromkich okrzyków i podskoków, a potem faza uspokojenia. PiS będzie musiał umacniać swój elektorat, a dopiero później robić skok na resztę. Poza tym trzeba uwzględnić fakt, że władza straciła trochę kart przetargowych i ich polityczna uroda zbladła.

Opozycja pokazała, że nie da się tak łatwo wyeliminować. PiS musi zmieniać narrację, bo wyborca europejski jest inny niż samorządowy czy tym bardziej parlamentarny. Oni to niestety potrafią robić. Ale dobrze byłoby, żeby ludzie zapamiętywali cały ciąg wydarzeń. To będzie miało wpływ na ich decyzję.

Teraz czeka nas faza uspokojenia?
Nie, teraz będą kombinowali. Bez Sądu Najwyższego nie zrealizują swojego planu przejęcia wszystkiego. Opozycja i UE nie mogą na to pozwolić. Musimy sobie uświadomić, że upolitycznili już sądy niższej instancji. Przyznam, że jestem bardzo zbudowany postawą sędziów. Wcześniej myślałem, że tam idea nie jest najważniejsza, tylko własna pozycja, a okazuje się, że dla wielu jednak jest, bo złożyli przysięgę. Nie poddają się, nie ulegają szantażowi i walczą.

Pan dobrze wie, czym grozi upolitycznienie sądów.
Szczerze powiem, że ta pamięć o przeszłości jest jakaś dziwna. Ja akurat „siedziałem” krótko i to właściwie pod sam koniec. Byłem jednym z ostatnich więźniów politycznych. Ale mam przyjaciół, którzy spędzili w więzieniu kilka lat. Niektórzy z nich uważają, że to, co się dzisiaj dzieje, jest dobre. Nie rozumiem tego. Przecież byli skazani przez upolitycznionych sędziów, nie mogli im pomóc najwybitniejsi adwokaci, którzy też wiele ryzykowali. Musimy sobie przypominać, co się działo i stawiać jasne granice.

To, co robi PiS, nie jest żadną reformą, władza chce mieć po prostu nad sądami kontrolę. Ona się przydaje w pojedynczych przypadkach, ale chodzi także o efekt mrożący. Nie możemy do tego dopuścić, bo to się źle skończy. Pokazaliśmy, że PiS nie może wszystkiego. Ludzie muszą być zmobilizowani, bo walka się nie skończyła i trzeba ją wygrać. Mówię o walce politycznej oczywiście…

Często ta walka przekłada się na zwykłe życie. Niektóre rodziny się rozpadają, bo ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać. Jak głęboko sięga ten podział?
Ale są rodziny, które dają sobie radę.

Mój brat na przykład jest fanatycznym pisowcem. Zostaliśmy już tylko we dwóch, więc nie mamy innego wyjścia i musimy się dogadać. Co ciekawe, obaj mamy solidarnościowe korzenie, siedzieliśmy w więzieniu, a teraz on nie zgadza się ze mną, a ja z nim. Nauczyliśmy się po prostu spuszczać powietrze z balona politycznych emocji. Mam nadzieję, że inni też się tego nauczą.

Poza tym zbliża się Wszystkich Świętych, a to jest czas na wyciszenie, zbliżenie, wspominanie. Powinniśmy pomyśleć o tych, którzy byli nam bliscy. W Ursusie myślimy o naszych przyjaciołach, którzy wywalczyli nam wolność.

Później jest za to Święto Niepodległości i to wyjątkowe, bo przypada 100-lecie odzyskania niepodległości. Ale wyjątkowego świętowania nie będzie. Przykro panu?
Jak o tym myślę, to mam przed oczami obchody 25-lecia wyborów 4 czerwca. Miałem zresztą przyjemność w nich uczestniczyć, bo wtedy jeszcze był zwyczaj, że na takie uroczystości zapraszało się tzw. przywódców podziemia i „Solidarności”, ale teraz już się nas nie zaprasza. Na Placu Zamkowym przemawiał prezydent USA Barack Obama, obecni byli prezydenci lub premierzy najważniejszych państw europejskich. Wtedy tak świętowaliśmy kolejne odzyskanie wolności.

Gdzie teraz jesteśmy? Gdzie nas ta władza zaprowadziła? Pytania są retoryczne. Będziemy kisić się we własnym sosie i negatywnych emocjach. To będzie takie typowe listopadowe święto – smutne. Nie o to chodziło.

Po raz kolejny zawładną nim narodowcy?
Tak będzie. Ci, którzy rządzą, muszą zrobić poważny rachunek sumienia. Na szczęście będzie wiele obchodów lokalnych, bez narodowców. Tam, mam nadzieję, będzie inna, radosna atmosfera. To pokazuje także siłę lokalności i to, że ludzie na dole inaczej myślą i potrafią się bawić.

Dziwi się pan opozycji, że odmawia udziału w oficjalnych uroczystościach?
Nie dziwię się. Próbowałem raz przełamać ten schemat, przyjąłem zaproszenie Andrzeja Dudy i stawiłem się w Pałacu Prezydenckim. Teraz niektórzy się ze mnie podśmiewają. Nie przyniosło mi to wstydu, ale nie przyniosło także efektu. Uznałem więc obowiązujące realia.

Śmieszy pana inicjatywa ogłoszenia 12 listopada dniem wolnym od pracy?
To w sumie nic złego.

Śmiać się trzeba, ale przez łzy, z tego, w jaki sposób PiS traktuje swoich parlamentarzystów. Oni powinni przemyśleć sobie pewne rzeczy.

To było kolejne upokorzenie Pparlamentu, czyli miejsca, które kiedyś było ważne. Chwały im to nie przyniesie. A ludziom życzę po prostu, żeby się dobrze tego wolnego dnia bawili.

>>>

Ziobro dostał kopa w żyć i leci na śmietnik historii

Coraz więcej wskazuje na to, że w ostatecznym rozrachunku po kampanii wyborczej głównym winnym zostanie uznany minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Jego wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności traktatu o funkcjonowaniu UE z polską ustawą zasadniczą w zakresie udzielania odpowiedzi na takie pytania prejudycjalne, jak te zadane przez Sąd Najwyższy został właśnie spektakularnie zaorany przez kolegę Ziobry z rządu Morawieckiego, a mianowicie szefa MSZ Jacka Czaputowicza.

Resort dyplomacji wysłał bowiem do Prezes TK Julii Przyłębskiej pismo, w którym rozbija w pył argumentację resortu sprawiedliwości, udziela, niczym uczniakowi, łopatologicznego wykładu z prawa europejskiego i jego statusu w polskiej przestrzeni publicznej a na koniec wbija także szpilę prezydentowi, stwierdzając wprost, że TSUE miał prawo zawiesić stosowanie kontrowersyjnych zapisów ustawy o Sądzie Najwyższym, a Andrzej Duda to zawieszenie ostentacyjnie zignorował.

Urzędnicy Jacka Czaputowicza bezlitośnie przypominają, że polski Trybunał Konstytucyjny nie ma kompetencji, by badać prawo unijne, które Polska przyjęła “jako dorobek wspólnotowy” wchodząc do UE. Przypomniał także wyrok samego TK z 2015 roku, który już się w tej sprawie wypowiadał, a więc wiąże tę instytucję własnym orzeczeniem.

Jak pisze portal OKO.press, minister Czaputowicz nie zgadza się z interpretacją relacji pomiędzy unijnym prawem a polską konstytucją przedstawioną we wniosku Ziobry. Argumentuje, że:

  • kompetencje TK do badania konstytucyjności unijnych traktatów są niejasne, a według części badaczy powinny ograniczyć się tylko do traktatów akcesyjnych;
  • sam TK potwierdził, że nie bada konstytucyjności unijnych traktatów;
  • prawo UE jest specyficzne i może być traktowane inaczej niż typowe prawo międzynarodowe;
  • artykuł kwestionowany przez Ziobrę to część unijnego dorobku prawnego – zaakceptowaliśmy go z góry przystępując do UE.

„Głównym celem właściwości przyznanej Trybunałowi na podstawie art. 267 TFUE jest zapewnienie, by prawo Unii Europejskiej było stosowane w sposób jednolity przez sądy krajowe. Procedura odesłania prejudycjalnego ustanowiona w art. 267 TFUE jest instrumentem proceduralnym mającym istotne znaczenie dla zapewnienia spójnego stosowania i przestrzegania prawa Unii przed wszystkimi sądami krajowymi państw członkowskich” – możemy przeczytać w piśmie MSZ.

Komentarzy internautów w tej sprawie nie brakuje. Wielu interpretuje takie pismo szefa MSZ jako kolejny akt wojny, jaką z ministrem Ziobrą toczy premier Morawiecki.Ciekawe jest to, że tak bezpośredni atak na ministra sprawiedliwości przeprowadził akurat Czaputowicz, który w PiS wciąż jest traktowany jako ciało “obce” w PiS, a wiele miesięcy temu został nazwany przez lidera PiS “eksperymentem” na tym stanowisku. Z kolei zdaniem politologa z UW Olgierda Annusewicza, takie stanowisko MSZ to zapowiedź kolejnego przesilenia w obozie władzy.

>>>

Jedno jest jednak pewne. Komunikat z MSZ zdaje się zwiastować stopniowe wycofywanie się obozu władzy z walki o taki kształt Sądu Najwyższego, jaki przeforsowano kontrowersyjnymi ustawami i sześcioma nowelizacjami do nich. Być może prezes Kaczyński już wie, że cena ustępstw może być wysoka i być może będzie wymagała głowy głównego sprawcy tego konfliktu, czyli właśnie lidera Solidarnej Polski. Nic bowiem lepiej nie przekona wyborców centrowych, że PiS wcale nie chce “Polexitu”, jak pozbycie się z rządu osoby, która całą awanturę wokoł tej kwestii uruchomiła.

– Sądy mają prawo składać pytania prejudycjalne, ale nie w kwestii dotyczącej ustroju wymiaru sprawiedliwości – powiedział dzisiaj wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik.

  • Zbigniew Ziobro wysłał do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o uznanie za niekonstytucyjną regulację prawa europejskiego w zakresie dopuszczalności występowania przez polskie sądy z pytaniami do TSUE
  • Zdaniem Ministerstwa Spraw Zagranicznych, wniosek został złożony bezpodstawnie. „TK badał już sprawę pytań prejudycjalnych i nie kwestionował wówczas zasadności ich zadawania” – napisał szef MZS Jacek Czaputowicz
  • Wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik nie ukrywa swojego zaskoczenia postawą MSZ. – Jeżeli Trybunał Konstytucyjny może badać cały traktat, to może badać przepis – argumentuje Wójcik

Prokurator generalny Zbigniew Ziobro wniósł do TK o uznanie za niekonstytucyjną regulacji prawa europejskiego w zakresie dopuszczalności występowania przez polskie sądy z pytaniami do Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawach dotyczących sądownictwa. Chodzi o ocenę konstytucyjności treści normatywnych zawartych w art. 267 Traktatu o funkcjonowaniu UE, który dotyczy procedury pytań prejudycjalnych.

Wniosek Ziobry do TK to rozszerzenie poprzedniego jego wniosku z sierpnia br. Wówczas Ziobro skierował do TK wniosek dotyczący przepisów, na podstawie których Sąd Najwyższy na początku sierpnia br. zawiesił niektóre zapisy nowej ustawy o SN. Wtedy – na początku sierpnia – Kancelaria Prezydenta oświadczyła, że działanie SN, polegające na zawieszeniu stosowania niektórych przepisów ustawy o SN, nastąpiło bez prawidłowej podstawy prawnej i nie wywiera skutków wobec prezydenta ani jakiegokolwiek innego organu.

Do wniosku Ziobry odniosło się Ministerstwo Spraw Zagranicznych, o czym poinformowała wczoraj wieczorem wyborcza.pl. W przesłanym do Trybunału Konstytucyjnego stanowisku – zamieszczonym na portalu – wskazano, że polskie prawo nie przesądza w sposób jednoznaczny kwestii dopuszczalności kontroli konstytucyjnej aktów prawa pierwotnego UE (czyli unijnych traktatów – w tym przypadku jest to Traktat o funkcjonowaniu UE).

Wójcik: TK badał już sprawę pytań prejudycjalnych

Szef MSZ stwierdza, że istnieją rozbieżne stanowiska prawników, czy TK ma prawo badać unijne traktaty, czy tylko traktat akcesyjny. Czaputowicz wskazuje jednocześnie, że zgodność traktatu o przystąpieniu Rzeczpospolitej do Unii Europejskiej z polską konstytucją została przez Trybunał Konstytucyjny stwierdzona w 2005 r. „TK uznał w tym wyroku, że nie jest upoważniony do dokonywania samoistnej oceny konstytucyjności prawa pierwotnego UE. Taka kompetencja służy mu natomiast wobec traktatu akcesyjnego jako ratyfikowanej umowy międzynarodowej” – napisano.

Decyzja KRS ws. postanowienia TSUE. Sędziowie: uwierzymy, jak zobaczymy, bo ta Rada straciła walor wiarygodności

Ponadto, w wyroku z 2005 r. – zauważa minister – TK badał już sprawę pytań prejudycjalnych i nie kwestionował wówczas zasadności ich zadawania. Artykuł, który ma zostać zbadany na wniosek Ziobry, to część norm prawnych, które zostały zaakceptowane, gdy Polska wchodziła do UE – wynika ze stanowiska.

„W związku z tym, że sądy krajowe stosując prawo unijne, są zobowiązane wykładać je w sposób autonomiczny, instytucja odesłania prejudycjalnego zapewnia jednolite stosowanie norm prawa UE i pozwala, jeśli nie wyeliminować, to z pewnością ograniczyć ryzyko rozbieżnej wykładni i w konsekwencji stosowania tych samych norm prawa UE w poszczególnych państwach członkowskich w odmienny sposób” – podkreślił Czaputowicz.

„Jeżeli TK może badać cały traktat, to może badać przepis”

Wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik powiedział w TVP1, że „jest bardzo zaskoczony stanowiskiem MSZ”. – Prokurator Generalny jest rzecznikiem interesu publicznego, stoi na straży praworządności. To oznacza, że kiedy jest stosowana pewna praktyka przez sądy, która budzi bardzo daleko idące wątpliwości, chodzi o składanie pytań prejudycjalnych dot. konkretnie ustroju wymiaru sprawiedliwości, to Prokurator Generalny nie tylko ma prawo, ale ma obowiązek sprawdzić, czy czasem w tym zakresie nie narusza to polskiej konstytucji – mówił.

Wójcik podkreślił, że sądy „mają prawo składać pytania prejudycjalne, ale nie w kwestii dotyczącej ustroju wymiaru sprawiedliwości”.

Ponadto wiceminister sprawiedliwości ocenił, że „jeżeli Trybunał Konstytucyjny może badać cały traktat, to może badać przepis”.

– Prokuratorowi Generalnemu nie chodzi o zmianę traktatu, czy zmianę polskiej konstytucji, jakiejkolwiek ustawy. Tu chodzi o pewną praktykę, która pojawiła się w ostatnich kilku miesiącach, kiedy sądy zaczęły składać pytania prejudycjalne dot. ustroju wymiaru sprawiedliwości – mówił wiceminister.

Wyrok na Ziobrę już zapadł? MSZ wymierza ministrowi sprawiedliwości siarczysty policzek.