Archiwa tagu: Agnieszka Kublik

Kasta prezesa, państwo mafijne. Takiej doczekaliśmy Polski banasiowej. Burdel

Odmowa wszczęcia śledztwa przez prokuraturę ws. „dwóch wież” spółki Srebrna i roli, jaką odegrał Jarosław Kaczyński podczas negocjacji wartego 1,3 mld zł projektu, to kpiny z państwa prawa. I najjaskrawszy przykład partyjnej oligarchizacji Polski.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie po cichu odmówiła wszczęcia śledztwa ws. oszustwa, jakiego miał się dopuścić Jarosław Kaczyński podczas tajnych negocjacji z austriackim biznesmenem w sprawie budowy drapacza chmur przez spółkę Srebrna. I tego, że wymusił na Geraldzie Birgfellnerze 50 tys. zł dla ks. Rafała Sawicza, bez którego zgody nie dało się rozpocząć projektu.

Na potwierdzenie wszystkiego są świadkowie i różne dokumenty. Są nagrania, które opublikowaliśmy w „Wyborczej” w styczniu br. Jest wreszcie oświadczenie pełnomocnika ks. Sawicza, który nie zaprzeczył, że duchowny pieniądze dostał. I dodał, że Sawicz jest do dyspozycji organów ścigania, jeśli tylko będą chciały go przesłuchać. Bo po naszym pierwszym artykule zniknął.

W normalnej sytuacji, gdyby sprawa dotyczyła Jana Kowalskiego, prokuratura działałaby bardzo szybko. Ale to nie była sprawa zwykłego Kowalskiego.

Związana z PiS spółka Srebrna to oczko w głowie prezesa Kaczyńskiego, którego polityczne środowisko uwłaszczyło się na początku lat 90. podczas likwidacji komunistycznego molocha medialnego RSW Prasa-Książka-Ruch. Dziś właścicielem Srebrnej jest Instytut im. Lecha Kaczyńskiego (minimalne udziały ma też zaufana asystentka Kaczyńskiego Barbara Skrzypek wraz z synem). Przez lata spółka była przechowalnią ludzi prezesa PiS, gdy partia była w opozycji.

Ale najważniejsza jest w tej historii osoba samego Kaczyńskiego. Zwykły poseł rządzi Polską z tylnego szeregu i kroi państwo pod swoje potrzeby. I nic nie może stanąć mu na przeszkodzie, a sam, jeśli trzeba, ma być ponad prawem.

Po to były zmiany w prokuraturze, która dziś jest upolitycznionym ramieniem PiS. Po to ma być dokończona „reforma” wymiaru sprawiedliwości. A jeśli już zapadną wyroki, które władzy się nie podobają, to się je lekceważy – jak w przypadku Naczelnego Sądu Administracyjnego i nakazu opublikowania list poparcia dla członków nowej Krajowej Rady Sądownictwa. Po to była repolonizacja banku Pekao SA, by jego szef Michał Krupiński był na partyjne wezwania – osobiście przyjeżdżał do centrali PiS przy ul. Nowogrodzkiej, by zapewniać Kaczyńskiego, że sfinansuje „dwie wieże”.

Obóz władzy lubi powtarzać slogany o różnych kastach stawiających się ponad prawem i niszczących Polskę. Sprawa „dwóch wież” pokazuje, że rzeczywiście jedna kasta naprawdę istnieje – to kasta ludzi nietykalnych z Kaczyńskim na czele.

Zastanawiam się, czy jeżeli PiS przeliczy głosy i nagle, cudem, odzyska senat, następnie powoła, wbrew wyborcom, do sejmu Piotrowicza, czy Polaków wreszcie szlag trafi i wyjdą na ulicę, czy pozostaniemy przy towarzyskim narzekaniu, jaki ten PiS zły?

>>>

Joachim Brudziński mógłby służyć jako logo PiS, jedna z najbardziej zakłamanych postaci życia publicznego. Etyczny i estetyczny rynsztok, przed którym przestrzegał Zbigniew Herbert w „Potędze smaku”.

Kmicic z chesterfieldem

PiS złożył w Sądzie Najwyższym protest wyborczy i domaga się ponownego przeliczenia głosów w dwóch okręgach w wyborach do Senatu.

Wybory do Senatu były niezwykle zacięte. PiS będzie miał tam 49 senatorów, partie opozycyjne – 51. Różnica jest niewielka, więc od razu po wyborach partia Jarosława Kaczyńskiego zaczęła kusić senatorów opozycji. Na razie bezskutecznie. Teraz okazuje się, że walka o Senat przybrała także inną formę. Polska Agencja Prasowa poinformowała, że PiS złożył wniosek do Sądu Najwyższego o ponowne przeliczenie głosów w dwóch okręgach w wyborach do Senatu.

Zażarta walka pomiędzy trzema kandydatami

Protesty dotyczą okręgów nr 75 (Mysłowice i Tychy) oraz nr 100 (Koszalin). W koszalińskim okręgu wyborczym do końca trwała zażarta walka pomiędzy trzema kandydatami – ostatecznie zwyciężył tam Stanisław Gawłowski, poseł PO, z wynikiem 33,67 proc. Tuż za nim umiejscowił się Krzysztof Nieckarz z PiS z wynikiem 33,43 proc., a na trzecim miejscu niezależny Krzysztof Berezowski (32,90 proc.).

Różnica pomiędzy pierwszym…

View original post 4 939 słów więcej

 

Czy Kaczyński pierdyknie z całym narodem?

Jakub Maciejewski u Karnowskich obraża Polaków, którzy nie dorośli do demokracji i nie zagłosowali na PiS. To już mała powyborcza tradycja w środowisku komentatorów mediów Fratrii.

PiS odniósł imponujący sukces, ale paradoksalnie ogromna mobilizacja wyborcza ich osłabiła – mówi prof. Radosław Markowski, politolog z Uniwersytetu SWPS

AGNIESZKA KUBLIK: Rozumie pan smuteczek prezesa Kaczyńskiego?

PROF. RADOSŁAW MARKOWSKI: Nawet boleśnie go odczuwam. Tak mi się smutno zrobiło, gdy w niedzielny wieczór patrzyłem na człowieka, który chce mieć władzę absolutną, a musi udawać demokratę. Bolszewicka tęsknota, by coś zrobić z tą większą połową społeczeństwa, która go nie poparła, choć powinna, jest widoczna.

Problem w tym, że najlepsze czasy i najwięcej zasobów, by to zrobić, właśnie minęły. A tęsknota za tym, by wszyscy się opowiedzieli za jedną opcją polityczną, jest tyleż psychologicznie zrozumiała, co całkowicie sprzeczna z doświadczeniami jakościowych demokracji tego globu.

Odczuwa pomysł: chce obalać stereotypy o PiS i przekonywać, że jego partia to ludzie dobrzy, uczciwi, patriotyczni, no i lepiej znają się na gospodarce.

– Czyli prezes musi zacząć kogoś piętnować…

Pana już napiętnował. Tuż przed wyborami w „Wiadomościach” TVP 1 nazwał pana pseudoelitą.

– Niech trenuje. Ci, którzy to widzieli, twierdzą, że do pięt nie dorasta Gomułce, gdy ten piętnował Szpotańskiego. Służę oryginałem. A tak poważnie, to ja się mam dobrze, nie mogę się opędzić od naukowych badań i zobowiązań wobec świata, pracy w kilku ważnych redakcjach europejskich czasopism… Krótko: niech pan doktor nauk prawnych się mną nie zajmuje.

Najdalej w 2021 r. okaże się, jakimi sztukmistrzami ekonomicznymi są Kaczyński i Morawiecki. Każde państwo tej wielkości co Polska przy koniunkturze światowej może przez kilka lat wyciskać pieniądze na klientelistyczne rozdawnictwo. Ale do czasu. Do ludzi pomału zaczyna docierać, że np. służba zdrowia właściwie nie funkcjonuje. Elita PiS tego jeszcze nie widzi, bo sama trafia do elitarnych placówek, tam też umieszcza swoje rodziny lub wozi lekarstwa samolotami, ale za chwilę to do nich też dotrze.

Twarde wskaźniki śmiertelności Polaków nie są iluzją. Tak jak wzrost, a nie spadek bezwzględnego ubóstwa. Obserwujemy też nieprawdopodobne osamotnienie Polski w kontaktach międzynarodowych. Otoczenie Kaczyńskiego i Morawieckiego nie jest w stanie czytać, w jakim kierunku podąża UE. Już np. wiadomo, że fundusze będą uzależnione od przestrzegania praworządności, a teraz także od gotowości do realizacji polityki klimatycznej. W obydwu przypadkach źle wypadamy i niemal nikt nas już nie wspiera.
Wreszcie PiS nie rozumie, że największym zagrożeniem w najbliższych kilku latach będą konsekwencje zmian klimatu. PiS podlizuje się swojemu elektoratowi, który w 55 proc. ma powyżej 50 lat, a co trzeci wyborca PiS jest na rencie albo emeryturze. Z takim bagażem nie dokona się skoku cywilizacyjnego.
By była jasność – ja nie oceniam, tylko opisuję fakty, które oczywiście można całkiem inaczej pokazać w medialno-partyjnej propagandzie. Ta „światła” PiS-owska elita za chwilę zderzy się z gigantycznymi problemami.

Mamy paradoks, bo PiS odniósł historyczne zwycięstwo – i w procentach, i w liczbach bezwzględnych – ale w Sejmie ma ledwie cztery mandaty powyżej większości, a w Senacie do większości zabrakło dwóch.

– Tak, PiS odniósł imponujący sukces, ale ta ogromna jak na Polskę mobilizacja dotyczyła wszystkich – miliony głosów poszły na inne ugrupowania, i siła polityczna PiS de facto została pomniejszona. W każdym razie żadnego przyrostu mandatów sejmowych nie ma, a Senat przeszedł w ręce opozycji. A to m.in. dlatego, że po raz pierwszy w historii mamy poniżej 1 proc. zmarnowanych głosów w wyborach.
Konfederacja dostała 1,2 mln głosów, i to prawie od zera. To jest dopiero sukces! To kompletnie nowy byt, bardzo radykalny, dla wielu nadal nieczytelny, bo jednocześnie nacjonalistyczno-ksenofobiczny i ekonomicznie liberalny. Połowa wyborców Konfederacji to ludzie młodzi, poniżej 30. roku.
PiS wśród młodych wypadł bardzo źle. W tych wyborach ma też elektorat bardziej niż przed czterema laty sprofilowany społeczno-demograficznie. To są tzw. klasy transferowe, ludzie, którzy żyją głównie z redystrybucji, są poza rynkiem pracy i trzeba im pomagać, bo sami nie dają sobie rady. Nie wszyscy, ale ta cecha tego elektoratu jest znacznie bardziej wyrazista niż wcześniej. Komuś trzeba będzie jeszcze bardziej zabierać.

Mała przewaga opozycji w Senacie ma znaczenie?

– Symbolicznie ma duże, ale i praktycznie też. „Kuchcikowanie” w Sejmie – czyli przyjmowanie ustaw pod dyktando władzy wykonawczej po nocach, bez dyskusji, bez ekspertów – się skończy. Jeśli tych 52 senatorów będzie miało silny kręgosłup demokratyczny, można liczyć na to, że wreszcie propozycje ustaw będą dyskutowane, eksperci będą mogli zabrać głos, a trybunały europejskie będą miały czas, by zareagować. Demokracja służy temu, by władza wykonawcza nie miała szybkiej ścieżki ustawodawczej, co pozwala czasami uniknąć kryzysu.

Obóz anty-PiS ma w sumie 900 tys. więcej niż PiS. Kandydat opozycji ma szanse wygrać wybory prezydenckie?

– Oczywiście. Mam bardzo złą opinię na temat kwalifikacji pana Andrzeja Dudy. Kompletnie nie wczytał się w konstytucję, nie rozumie, do czego służy prezydentura. Bo to nie jest element władzy wykonawczej, ale instytucja rozstrzygająca spory polityczne. Duda stał się narzędziem w ręku jednej partii, która jest w ręku jednego człowieka.

Nie o takich prezydentów nam chodzi. By była jasność, nie chodzi też o to, by preferowali obstrukcję, ale krytyczna refleksja i namysł to podstawowe mechanizmy i zasady, którymi winien się kierować. Niewiele z tego widzieliśmy w mijającym czteroleciu.

Czyli nie jest tak mocny, jak wydawało się, że był Komorowski jesienią 2014 r.?

– Liczę na rozsądek polskiego wyborcy.

Opozycja jest w stanie się dogadać i wskazać jednego kandydata w pierwszej turze?

– Tak, trzeba się zastanowić, czy ma sens zabawa w dwie tury. Czyli KO, PSL i Lewica wystawiają swojego kandydata, a dopiero w drugiej turze popierają jednego.

Donald Tusk to już przeszłość?

– Jeśli dobrze odczytuję to, co mówią politycy PO, to jest już nieaktualne. Ale kto wie? Jeśli nie Tusk, to będzie problem ze wskazaniem tego jednego. Na pewno musi to być kandydat zaakceptowany przez Koalicję Obywatelską, bo to jest największa siła polityczna, dostała 5 mln głosów. I to się powinno stać natychmiast, za dwa-trzy tygodnie.

Ale najpierw PO musi się sama rozliczyć z wyborów. Z przykrością stwierdzam, że Grzegorz Schetyna ma podstawową wadę polityczną: ludzie mu nie ufają. Ja akurat mam o nim lepsze zdanie niż wyborcy, ale trzeba przyjąć do wiadomości, że tak jest. Tego nie da się odkręcić. W dojrzałych demokracjach dobro wspólne, w tym przypadku partyjne, zawsze jest ważniejsze niż prywatne zachcianki. Więc Schetyna jako polityk odpowiedzialny powinien się podać do dymisji razem z kręgiem najbliższych współpracowników. W przeciwnym przypadku będziemy mieli scenariusz węgierski – partia rządząca celowo podtrzymująca słabą największą partię opozycyjną z jej nieakceptowanym liderem…

PO ma elektorat liberalno-demokratyczny, wykształcony, marudny, dociekliwy. Tym ludziom nie wystarczą banalne hasełka i puste wystąpienia kilku panów. Oni muszą zrobić miejsce młodszym oraz kobietom. Ich wyborcy potrzebują mądrych i niebanalnych liderów i liderek.

Kmicic z chesterfieldem

W normalnym państwie można by taki pomysł obśmiać. Ale PiS ze środowisk postulujących taką edukację zrobił wroga publicznego, niszczycieli polskiej rodziny, deprawatorów dzieci i nihilistów.

To do nich wołał prezes Kaczyński: „Ręce precz od naszych dzieci”. To także ich miał na myśli abp Jędraszewski, głosząc o „tęczowej zarazie”. W takiej sytuacji można się spodziewać, że obywatelska inicjatywa mająca błogosławieństwo Kościoła zostanie przez parlament uchwalona. Będziemy wtedy chyba jedynym krajem w Europie i ewenementem na skalę światową, gdzie edukacja seksualna nie tylko nie jest w szkołach wykładana, ale jest zakazana i karana więzieniem.

Nauczanie seksualne jako przestępstwo

Na wznowionym po wyborach posiedzeniu Sejmu jednym z punktów było pierwsze czytanie projektu obywatelskiej inicjatywy Stop Pedofilii, który wprowadza do kodeksu karnego nowe przestępstwo: nauczania seksualnego. Przepis ma brzmieć tak: „Kto propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej, działając w związku z zajmowaniem stanowiska, wykonywaniem zawodu lub działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi…

View original post 5 130 słów więcej

 

W gadzinówce TVP nie ma dziennikarzy

Wielowieyska zareagowała na rolę dziennikarzy TVP w aferze Ministerstwa Sprawiedliwości.

Magazyn Press opisał, jak dziennikarze publicznych mediów wspomagali hejterkę Emillę.

Emilia, która współpracowała m.in. z wiceministrem sprawiedliwości Łukaszem Piebiakiem w akcji kompromitowania sędziów krytykujących reformowanie sądów przez PiS, próbowała do współpracy wciągnąć wielu dziennikarzy. Niektórzy chętnie się zgadzali – opisuje redakcja Press.

Screeny z rozmów nie pozostawiają złudzeń. Wśród nazwisk mających kontakt z hejterką czołowi dziennikarze obecnej TVP.

Agnieszka Kublik (Gazeta Wyborcza): Nie ma już wątpliwości – TVP Jacka Kurskiego i jej dziennikarze są istotnym instrumentem grupy sterującejhejtem umiejscowionej na szczytach władzy.

– Afera Piebiaka potwierdziła to, co wiedzieliśmy wcześniej: w TVP nie ma żadnych dziennikarzy, są nieuczciwi i dewastujący życie publiczne funkcjonariusze obozu rządzącego. To część grupy hejterskiej, związanej z resortem sprawiedliwości – komentuje dziennikarka Dominika Wielowieyska.

– To nie są żadni dziennikarze, a ideologiczni lub płatni paszkwilanci, żołnierze na wojnie hybrydowej, jaką PiS prowadzi wykorzystując organy państwa- z przeciwnikami i krytykami jego reżimu – mówi o pracowniach TVP prof. Leszek Balcerowicz. 

Wojciech Kussowski (aktywista opozycyjny): Prof. Staniszkis ma rację. PiS wysługuje się ludźmi słabymi, przegranymi, z kompleksami. Wyznacza im role, których w ramach uczciwej rywalizacji nie mieliby szans pełnić, lojalizując satysfakcją odwetu. Dziennikarz, sędzia, lekarz, aktor, w każdym zawodzie ktoś taki się znajdzie.

Andrzej Bober (publicysta) o „Wiadomościach”

Najpierw połknąłem parę tabletek „positivum”, potem zacisnąłem zęby i o 19.30 włączyłem „Wiadomości” w TVP.
Początek był obiecujący: rośnie nam dobrobyt, coraz częściej wyjeżdżamy za granicę, a turyści przyjeżdżają do nas.

Ale potem już było ostro: poseł KO Brejza w swoim mateczniku w Inowrocławiu, mając podejrzenia o korupcję, zorganizował tam opłacaną „fermę trolli”, które niszczą okolicznych zasłużonych obywateli. Ten wątek miał ciąg dalszy: jakaś bliżej nieznana pani Emilia też trudniła się sraniem na innych, ale natychmiast została wytłumaczona: przeczytano b.obszerny list męża pani Emilii. Ten napisał, że jest z żoną w trakcie rozwodu, bo to notoryczna alkoholiczka wąchająca prochy, wielokrotna klientka różnych szpitali, w tym psychiatrycznych. I on, ten mąż, bardzo przeprasza tych wszystkich uczciwych obywateli, których pani Emilia skrzywdziła swoim hejtowaniem.
Dalej było już bardzo grubo i bardzo śmiesznie: propagandysta Adamczyk ogłosił triumfalnie, że rząd ogłasza właśnie program „zero hejtu w internecie”. W tym miejscu „positivum” przestało działać, i już tylko kątem oka ujrzałem zatroskaną twarz posła Eugeniusza Kłopotka, który nas poinformował, że w imię protestu nie będzie kandydować w wyborach. Zainteresowanych przepraszam, że nie wytrzymałem do końca, i walnąłem lufę wyborowej na otrzeźwienie.

Kmicic z chesterfieldem

Obserwując okładki prorządowych tygodników, można było już zobaczyć tak wielką kreatywność twórców, że rzadko kiedy w rachubę wchodzi zaskoczenie. Teraz jednak Tygodnik “Sieci” braci Karnowskich, w swoim najnowszym wydaniu przesuwa granicę kreowania wizerunku Jarosława Kaczyńskiego na wydaje się najwyższy możliwy poziom.

Lider PiS zostaje bowiem porównany do Donalda Trumpa, kiedy to obaj przywódcy niczym równi sobie liderzy świata są zestawieni ze wspólnym potężnym obozem wrogich sił, które chcą ich zniszczyć. W wiele mówiącym wydaniu “Mężowie stanu pod ostrzałem!” tygodnik stara się przekonać, że obu liderów “łączy więcej niż myślicie”, ponieważ m.in. “wygrali wbrew mediom i kastom. Rozkręcili gospodarki i wzmocnili państwa”. Karnowscy postawili tutaj na radykalny patetyzm, co oddaje zapowiedź nowego wydania tygodnika:

Tygodnik prezentuje podobieństwa drogi dojścia…

View original post 1 962 słowa więcej

 

Afera pisowskiej grupy trzymającej władzę

Leszek Czarnecki – jak informuje „Gazeta Wyborcza” – twierdzi, że szef KNF oferował przychylność dla Getin Noble Banku w zamian za około 40 milionów złotych. Jeden z najbogatszych Polaków tę rozmowę nagrał i poinformował o wszystkim prokuraturę.

Szef KNF, Marek Chrzanowski – jak pisze „Gazeta Wyborcza” – zaprosił 28 marca na spotkanie jednego z najbogatszych Polaków. Jako, że rozmowa miała być w cztery oczy, Leszek Czarnecki zabrał ze sobą dyktafon, by nagrać rozmowę. Mim, że w gabinecie włączono antypodsłuchowe urządzenia i jedna z nagrywarek Czarneckiego przestała działać, druga jednak funkcjonowała bez problemu.

Szef KNF – jak pisze „Gazeta Wyborcza” – zapewniał o tym, że jest życzliwy wobec banków Czarneckiego. Potem opowiadał o planach członka KNF, rekomendowanego przez prezydenta, Zdzisława Sokala. Między nami, to Zdzisław ma swój plan, który wygląda w ten sposób, że on uważa, że Getin powinien upaść, za złotówkę zostać przejęty przez jeden z tych dużych banków i on chciałby dokapitalizować to kwot dwóch miliardów złotych. Czyli już ten bank, który to przejmie -tłumaczy. Obaj rozmówcy oceniają ten plan, jako niezgodny z prawem. Po prostu się zastanawiam, że tak powiem jaki jest cel działania drugiej strony. Bo jeżeli celem jest przejęcie tego banku za złotówkę i przekazanie go czy też znacjonalizowanie, to nazywam rzecz po imieniu: to jest po prostu kradzież. Coś nieprawdopodobnego – twierdził w odpowiedzi Leszek Czarnecki.

Podczas rozmowy – jak pisze „Wyborcza” – szef KNF zapytał założyciela Getin Banku „czy nie widzi jakiejś potrzeby zwiększenia swoich zasobów, jeżeli chodzi o prawników”. Zasugerował też, że wynagrodzenie tego prawnika, który miałby się zająć restrukturyzacją, powinno być powiązane z wynikami banków. Jak pisze „Wyborcza”, Chrzanowski miał pokazać wtedy kartkę z napisem „1 proc”. Wylądowała też wtedy na stole wizytówka radcy prawnego Grzegorza Kowalczyka, który przez cztery miesiące był członkiem rady nadzorczej GPW, rekomendowanym przez PKO BP.

Na koniec rozmowy Chrzanowski stwierdził, że w interesie polskiego systemu bankowego jest to, żeby ten bank [Getin Noble Bank] działałI tak, jak panu podkreśliłem, ja nie rozumiem tego, że w pewnych kręgach banki, które funkcjonują z kapitałem niemieckim, są lepiej traktowane niż banki, które funkcjonują z kapitałem polskim – miał powiedzieć szef KNF.

Po tej rozmowie Leszek Czarnecki nie spotkał się z prawnikiem, którego polecał mu jego rozmówca. Nie brałem tego w ogóle pod uwagę. To mogła być prowokacja, czy dam się skorumpować – tłumaczy „Gazecie Wyborczej”. Sugeruje też, że kontrola, która weszła do jego banku dwa miesiące po rozmowie z szefem KNF, to ostrzeżenie, by wreszcie porozmawiał z radcą prawnym.

Dopiero w maju przekazuje też nagrana swojemu prawnikowi, Romanowi Giertychowi, który wysyła zawiadomienie do prokuratury w listopadzie. Dlaczego tak długo zwlekano? To była bardzo trudna decyzja. Wiem, że po tym nastąpi burza. Musiałem przygotować banki, których jestem właścicielem – podsumował.

KNF: To próba wywierania wpływu

Na artykuł zareagowała już KNF. „Urząd KNF odczytuje opisane w artykule działania p. Leszka Czarneckiego jako próbę wywierania wpływu na Komisję Nadzoru Finansowego poprzez szantaż, o czym świadczy brak niezwłocznego powiadomienia prokuratury przez p. Czarneckiego w marcu br., do czego był zobowiązany w przypadku uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa przez Przewodniczącego KNF. Informacje te pojawiają się w momencie, kiedy media donoszą o problemach związanych z procesem dystrybucji instrumentów finansowych spółki GetBack SA
przez Idea Bank SA i potencjalnych działaniach Komisji Nadzoru Finansowego w tym zakresie. Przewodniczący KNF Marek Chrzanowski podjął kroki prawne w związku z fałszywymi oskarżeniami wysuwanymi przez p. Czarneckiego oraz w związku ze zniesławieniem mającym na celu utratę zaufania publicznego” – czytamy w oświadczeniu, opublikowanym na stronie Komisji.

Urzędnicy dodają, że podczas spotkania, Leszek Czarnecki proponował zatrudnienie byłego zastępcy szefa KNF, Filipa Świtały w roli człowieka, który miał nadzorować restrukturyzację banku. „Wobec zgłaszania tych propozycji oraz ze względu na dobro banków i bezpieczeństwo ich klientów, Przewodniczący KNF wskazał, jako jedną z możliwości, zatrudnienie p. Grzegorza Kowalczyka, posiadającego odpowiednią wiedzę i doświadczenie” – tłumaczą. KNF zapewnia też w oświadczeniu, że nie padły żadne „konkretne kwoty” dotyczące jego wynagrodzenia, nie było też „obietnic, które miałyby wiązać się z działaniami organu nadzoru wobec banków p. Czarneckiego nie pozostającymi w zgodzie  z obowiązującymi przepisami prawa oraz nieadekwatnymi do ich rzeczywistej sytuacji”.

⚠️⚠️⚠️ Zobaczcie, co zaoferował Marek , przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Getin Noble Bankowi w zamian za 40 mln zł „łapówki”.

Oczywiscie rozmowa nie byłaby kompletna bez tego typu wątków.

No to jak wezwał szefa KNF celem wyjaśnienia podejrzeń o korupcję, to ja jestem spokojny.

Jako szef banku Morawiecki „tylko” chciał skorumpować za stówkę (100 tys. zł) – z taśmy z podsłuchu w „Sowie & Przyjaciele”.

W zeszłym tygodniu miałem okazję pojeździć trochę po Polsce i spędzić sporo czasu na rozmowach z wyborcami. Bezcenne doświadczenie. Szczególnie gdy najświeższe obserwacje zestawia się z tymi sprzed, powiedzmy, dwóch lat. Wtedy dominowały desperacja, bezradność, a nawet poczucie beznadziei. Najczęściej padało pytanie: „jak długo to potrwa”, czasem w wersji „kiedy to się skończy”. Pytanie było w gruncie rzeczy prośbą o dodanie otuchy i o zapewnienie, że kiedyś, może nawet niedługo, „to” może się skończyć. Otóż dziś takie pytanie nie pada. Z prostego powodu. Ludzie czują, że perspektywa końca „tego” jest całkiem realna. Pytają więc, co zrobić, by ten koniec naprawdę nastąpił, a jeszcze częściej o to, jak poukładać Polskę po ewentualnym zwycięstwie. Nikt, absolutnie nikt, nie uważa, że zwycięstwo jest pewne. I jednocześnie wszyscy mają przekonanie, że jest możliwe. To zupełnie nowy przełom.

Autorytarna władza potrzebuje mitu. Najważniejszym mitem jest to, że jest niezwyciężona. Przeciwnik ma być sparaliżowany, jakby zahipnotyzowany przez gotową go ukąsić kobrę. Gdy jednak widzi on, że kobra dalej strzela jadem, ale jad nie zabija, odzyskuje poczucie mocy. Nie było większego pokazu niemocy PiS niż wystąpienie prezesa Kaczyńskiego, w którym twierdził, że „zwycięstwo PiS nie podlega żadnej dyskusji”. A już wymiar groteskowy miała sytuacja, gdy za chwilę okazało się, że nie można mu zadawać pytań. Podobny sens miałaby konferencja w sprawie niepodlegającego dyskusji fantastycznego sukcesu władzy w dziele organizacji obchodów Stulecia Niepodległości. Jasne, prezes tradycyjnie nie mówi do wszystkich Polaków, tylko do widzów TVP, którzy mają usłyszeć, że PiS wygrało. Skoro najważniejszy PKW (Prezes Kaczyński Wygrywa) ogłasza, że PiS wygrywa, to znaczy, że wygrywa. To zwycięstwo nie podlega jednak dyskusji tylko w tym sensie, że Kaczyński prawa do dyskusji oponentom odmawia. W sumie dość poruszający wyraz bezradności lidera PiS i jego podsycanej przez partyjnych współtowarzyszy wiary w magiczną moc własnych słów, które to przekonanie społeczeństwo podziela w stopniu coraz mniejszym. To słowo ciałem się nie stanie i między nami nie zamieszka.

Nie pozwolić PiS-owi na oddech, leży już na ringu, jest liczony, tak walnąć w papę, aby już się nie podniósł, aby nie hańbił imienia Polski.

Depresja plemnika

Eliza Michalik na koduj24.pl pisze o pisowskich politykach legitymizujących faszystów

Ulicami stolicy maszerowali ludzie, których jedynym celem jest odebranie głosu, prawa do istnienia i swobodnej ekspresji i zniszczenie każdego, kto nie podziela ich fanatycznych poglądów.

Niezależnie od propagandowych przekazów prawda jest oczywista – po trzech latach przygotowań na 100-lecie Niepodległości PiS zafundował nam marsz z faszystami. Można bawić się w dzielenie włosa na czworo i kombinować, mówić o „incydentach” z nacjonalistami, rasistami, narodowcami w tle, dwóch sektorach, dwóch oddzielonych od siebie częściach pochodu (tym lepszym i tym gorszym – jakie to charakterystyczne dla PiS), bagatelizować napaść na dziennikarkę „Gazety Wyborczej” – i próbować złagodzić w ten sposób wydźwięk tego bezprecedensowego wydarzenia, jak robi to rząd i jego satelickie media, tylko że to nie zmienia faktów.

A fakty są dokładnie takie, jak opisał i podał dalej w świat Francis Fukuyama, jeden z najbardziej znanych i liczących się filozofów politycznych na…

View original post 5 116 słów więcej

Duda mówi językiem trolli Putina

— PIS SIĘ PRZYCZAIŁ, DWORCZYK MA SIĘ ZAJĄĆ KAPEROWANIEM KOALICJANTÓW – Agata Kondzińska w GW: “Z każdym kolejnym sejmikiem przejmowanym przez PiS nastroje w obozie władzy są lepsze. A szef kancelarii premiera Michał Dworczyk ma się zająć kaperowaniem jak największej liczby koalicjantów”.

— KACZYŃSKI UWAŻA, ŻE DYSKUSJA O POLEXICIE ZMOBILIZOWAŁA ANTY-PIS– pisze Kondzińska: “Mimo że Ziobro wystąpił do TK na początku października, sprawa wyszła na finiszu kampanii wyborczej i wywołała gorącą dyskusję o polexicie. – Kaczyński uważa, że to główna przyczyna zmobilizowania elektoratu anty-PiS – opowiada nasz rozmówca. Wśród przyczyn porażki w miastach jest też sprawa Hanny Zdanowskiej, która wygrała reelekcję w Łodzi, ale wcześniej została prawomocnie skazana na karę grzywny za poświadczenie nieprawdy w dokumentach o kredyt bankowy. – To straszenie, że będzie musiała odejść, na pewno nam nie pomogło, ale na pewno zmobilizowało jej zwolenników – mówi poseł PiS”.
wyborcza.pl >>>

— PRZEKŁUTY BALON REWOLUCJI PIS – PROF. ANTONI DUDEK W DGP (Grzegorz Osiecki, Tomasz Żółciak): “Tu się da wiele ugrać. Nawet jeśli Sejm uchwali ustawę o dekoncentracji, a prezydent dostanie telefon z Waszyngtonu, to czy ją podpisze? Balon rewolucji PiS został przekłuty w niedzielę, pytanie tylko, czy powietrze będzie uciekało bardzo szybko, czy powoli. Bo schodzić zaczyna na pewno”.

— DUDEK O WYMIANIE PREZESA TVP, SCHOWANIU TERLECKIEGO – DALEJ W DGP: “Prezes Kaczyński ma dwie drogi: kontynuację dotychczasowego kursu lub jego złagodzenie, bo zaostrzyć się raczej nie da. Pojawiają się wprawdzie pogłoski o projekcie dekoncentracji mediów, ale to świadczyłoby o niezrozumieniu wyników tych wyborów. Prezes je zrozumiał, stąd mało widoczny entuzjazm w niedzielę. On patrzy dalej od swojego otoczenia. Widzi, że wielkie miasta nie zostały wzięte, a na dłuższą metę trudno jest rządzić Polską, nie mając w nich poparcia. W końcu z każdym rokiem przenosi się do nich coraz więcej ludzi. Dlatego zostaje mu tylko utrzymanie kursu albo jego łagodzenie. Jeśli łagodzenie, to trzeba pomyśleć o zmianie prezesa telewizji, zmianie kierunku propagandy rządowej, może wymianie rzecznika partii, schowaniu marszałka Terleckiego. Czyli trzeba pokazać miłą, ciepłą twarz PiS, aby pozyskać wahających się”.
gazetaprawna.pl >>>

— DR JAROSŁAW FLIS O MOBILIZACJI JAK W 2007 – mówi w rozmowie z Jackiem Niznkiewiczem w RZ: “Widać wyraźnie, że mobilizacja wyborców następuje jak w 2007 roku. To bardzo poważne ostrzeżenie dla PiS, bo 2007 rok nie jest dla nich miłym wspomnieniem”.

— PIS ZALEDWIE WYSZEDŁ Z DOŁKA – DALEJ FLIS W RZ: “W dużych miastach jest zagrożenie związane z polaryzacją kraju. Jeśli następuje unarodowienie polityki lokalnej, to może się przełożyć na złe nastroje w kraju. Mimo że PiS zwiększył stan posiadania, to zaledwie wyszedł z dołka. Wybory samorządowe wygrał PiS, ale tylko na punkty”.
rp.pl >>>

— W PIS CHCĄ GŁOWY KURSKIEGO – Agnieszka Kublik w GW: “Ale kilka dni po wyborach w samym PiS za gorszy od oczekiwanego wynik wielu liderów obwinia… prezesa TVP Jacka Kurskiego. – To on odpowiada za uruchomienie antypisowskich emocji. To on zmobilizował negatywny elektorat PiS. Z buta potraktował wielkie miasta, ale i ludzi z tych mniejszych. Ta wulgarna ludowość przekazu, promocja obciachu w kulturze, jak Zenon Martyniuk i sam Kurski śpiewający „Oczy zielone”. Ta paździerzowa TVP Info z nachalnym komentarzem, tandetną propagandą i udawaniem niezależnego dziennikarstwa – wylicza jeden z posłów PiS”.
wyborcza.p >>>

— DUDA MÓWI JĘZYKIEM TROLLI PUTINA – Bartosz T. Wieliński w GW: “Skąd prezydent Andrzej Duda czerpie wiedzę o świecie, skoro mówi o niemieckich mediach milczących o gwałtach? Z rosyjskiej propagandy. To pokazuje horyzont intelektualny głowy państwa i sposób, w jaki postrzega skomplikowaną międzynarodową rzeczywistość”.
wyborcza.pl >>>

— MICHAŁ SZUŁDRZYŃSKI MOCNO O PAD: CZY POLSKA OSIĄGNĘŁA COŚ PRZEZ TĘ PYSKÓWKĘ? – pisze w RZ: “Pojawiają się pytania znacznie poważniejsze: czy Polska osiągnęła coś przez tę pyskówkę? Czy zbliżyliśmy się do realizacji naszych celów strategicznych, wśród których jest choćby zablokowanie Nord Stream 2? Czy rozwiązaliśmy jakiś problem w naszych dwustronnych relacjach z Niemcami? Odpowiedź na wszystkie te pytania brzmi: nie. A zatem sporo wizerunkowych strat (bo do Dudy coraz mocniej przykleja się łatka eurosceptyka, co wcale nie ułatwi mu dalszych dyplomatycznych podbojów w Europie), a zysków mało bądź wcale. Warto było?”
rp.pl >>>

>>>

Rydzyk, Kaczyński i inne łotry. Przetrwamy ich

Genialne!

Podczas inauguracji roku akademickiego uczelni Tadeusza Rydzyka odczytano list od Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS napisał w nim o „niespożytej energii, żelaznej woli i wizjonerskiej myśli” założyciela szkoły.

W sobotę odbyły się uroczystości inaugurujące rok akademicki Wyższej Szkole Komunikacji Społecznej i Medialnej, czyli uczelni Tadeusza Rydzyka. Brało w nich udział wielu oficjeli państwowych – m.in. minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro (który wygłosił wykład „Wymiar sprawiedliwości we współczesnej Polsce”), minister zdrowia Łukasz Szumowski czy marszałek Senatu Stanisław Karczewski.

Jego Magnificencja skromny redemptorysta

Posłanka Anna Sobecka odczytała list od prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który nie mógł być obecny ze względu na wcześniejsze zobowiązania. Kaczyński zwrócił się w pierwszej kolejności do „Jego Magnificencji, czcigodnego ojca rektora, założyciela WSKSiM dr Tadeusza Rydzyka”.

Aż nie chce się wierzyć, że już tyle lat minęło od tego pamiętnego roku, w którym uczelnia otworzyła swoje podwoje. Było to możliwe, a w zasadzie należy powiedzieć, że stało się możliwe, to, co było niemożliwe za sprawą skromnego redemptorysty. To wysiłki Jego Magnificencji rektora założyciela, ojca Tadeusza Rydzyka, jego niespożyta energia, żelazna wola oraz wizjonerska myśl, a także wspaniała umiejętność jednoczenia innych wokół wspólnej wielkiej sprawy sprowadziły do powstania WSKSiM

– napisał prezes PiS. Dodał, że trzeba było ogromnego poświęcenia, „by śmiałą myśl przekuć w czyn, oraz by osiągnąć tyle sukcesów na niwie organizacyjnej, naukowej oraz w pracy dydaktyczno-formacyjnej”.

Studenci na rzecz dobrej zmiany

Nie będę ukrywał, że jestem pod wrażeniem zaangażowania absolwentów WSKSiM w życie publiczne i społeczne naszej ojczyzny. Bardzo się cieszę, że tylu z nich z powodzeniem działa na rzecz dobrej zmiany, że wspólnie wykuwamy lepszą przyszłość naszej ojczyzny. Za to także chciałbym wyrazić swoją wdzięczność

– czytała dalej Sobecka z listu Kaczyńskiego. Prezes partii rządzącej podkreślił, że jest to szczególny rok, setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Podsumowując, życzył wszystkim zebranym „satysfakcji ze służenia Polsce oraz obrotu spraw w naszej ojczyźnie”. „Przesyłam czcigodnym ojcom-rektorom oraz całej społeczności WSKSiM z głębi serca płynące szczęść boże, łączę wyrazy szacunku” – zakończył.

Skromniejsze listy od premiera i prezydenta

Do studentów i wykładowców skierowano jeszcze dwa inne listy, w nieco innym tonie. Wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bogdanowicz odczytał list od premiera Mateusza Morawieckiego, który podkreślał wartość „imponującego dzieła”, jakim jest jego zdaniem uczelnia Rydzyka i jego „wymiar narodowy”.

Z kolei dyrektor generalna Kancelarii Prezydenta Grażyna Ignaczak-Bandych odczytała list od Andrzeja Dudy, który przekazywał wyrazy uznania i gratulował dotychczasowego dorobku.

Pani poseł Pawłowicz postanowiła z okazji ciszy wyborczej publikować wyrwane z kontekstu fragmenty Biblii. Po namyśle uznałem, że warto pójść jej śladem. Prawo i sprawiedliwość! Zaprzestańcie obdzierania ludu mojego! (Ks. Ezechiela 46:9)

Dzięki europejskiemu Trybunałowi Sprawiedliwości nagle się okazuje, że obywatel ma prawa, państwo – obowiązki. Nie odwrotnie

AGNIESZKA KUBLIK: Jaka była pierwsza sprawa, która z Polski trafiła przed Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu?

PROF. TOMASZ T. KONCEWICZ: Polacy szybko zrozumieli, że prawo europejskie może być ich sprzymierzeńcem. Pierwsza sprawa pojawiła się już w 2004 r., a więc tuż po wejściu do Unii. Chodziło o podatek akcyzowy od samochodów używanych. Organy podatkowe chciały go wyegzekwować, choć został już zapłacony przy zakupie auta w Niemczech. TSUE stwierdził, że prawo europejskie – a konkretnie swoboda przepływu towarów – wyklucza kolejne opodatkowanie w Polsce. Potem były tysiące spraw przed organami celnymi, w których importerzy z powodzeniem dochodzili zwrotu niesłusznie pobranego podatku akcyzowego.

Trybunał stał się integralnym elementem polskiego porządku prawnego?

– Tak, bo Polska, przystępując do Unii, zaakceptowała z góry i bezwarunkowo jego jurysdykcję, a także ostateczny autorytet w określeniu zakresu naszych europejskich obowiązków. Dla Kowalskiego TSUE może się wydawać odległym i obcym sądem, ale on nigdy nie działa sam. Jest powiązany z sądami krajowymi. Bez sędziego krajowego nie znaczy nic, czyli bez sędziów z Kutna, Olsztyna czy Suwałk sam nic nie zrobi.

Dlatego postępowanie prejudycjalne, które teraz próbuje unieważnić pan Ziobro, twierdząc, że pytania sędziów krajowych do TSUE dotyczące tego, czy tzw. reforma sądownictwa nie jest sprzeczna z unijnym prawem, są sprzeczne z konstytucją, jest tu kluczowe.

O co jeszcze pytali polscy sędziowie Trybunał w Luksemburgu?

– O sprawy, które dotyczą codziennego życia, np. podatki. To ważne, bo gdy obywatel zderza się z niesprawiedliwymi przepisami, które interes fiskalny państwa stawiają na piedestale, a podatnika traktują jak natrętnego petenta, ma gdzie szukać pomocy.

W 2008 r. Trybunał zakwestionował przepis ustawy o VAT, która uzależniała jego szybszy zwrot od wniesienia kaucji, a jej wysokość – 250 tys. zł – dla wielu była ogromnym ciężarem. W konsekwencji termin zwrotu był przedłużany, nawet gdy nie było podstaw, by sądzić, że mamy do czynienia z nadużyciami. Wszystko szło z automatu. Polskie sądy administracyjne zwróciły się do Trybunału, a on uznał, że taka automatyczna regulacja jest nieproporcjonalna. Bo zakłada, że każdy podatnik zaczynający działalność gospodarczą jest potencjalnym oszustem. Prawo europejskie było ratunkiem dla tysięcy Polaków w sprawie słynnej tzw. kratki w samochodzie. Chodziło o to, że możliwość odliczania podatku naliczonego przy zakupie paliwa była wykluczona, gdy tankowaliśmy auto firmowe. Trybunał podkreślił, że prawo do odliczenia podatku jest regułą, a brak możliwości odliczenia wyjątkiem, więc ustawodawca nie może traktować odliczenia jako wyjątkowego przywileju.

Charakterystyczny, podzielony na sylaby napis „konstytucja” pojawił się w sobotę wieczorem na elewacji Pałacu Kultury i Nauki. Organizatorzy chcą wyświetlać hasło przez najbliższy tydzień.

Obywatele RP wyświetlili napis „Konstytucja” na Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Jest to miejsce, które – jak wyjaśniają – „które widzą codziennie setki tysięcy warszawiaków i warszawianek”.

Napis ma być wyświetlany przez tydzień, a Obywatele RP zbierają też fundusze na kolejne tygodnie.

Wyświetlmy napis KONSTYTUCJA na Pałacu Kultury i Nauki, niech każdy kandydat na prezydenta, radnego, burmistrza, posła do sejmiku wie, czego domagają się Polki i Polacy. Niech każdy wie, że konstytucja wciąż jest najwyższym prawem Rzeczpospolitej

– informuje organizacja na stronie Zrzutka.pl.

To zabawne – PIS- owcy boją się słowa „konstytucja” dokładnie tak samo jak komuniści ponad 30 lat temu bali się słowa „solidarność”. Dwa piękne słowa z porządku, który nie podoba się autokratom, niezależnie od tego czy są czerwoni, brunatni czy inni.

A to centrum miasta.

>>>

Nawet pogadać nie można. Zlikwidować.

PiS należy zdelegalizować po przegranych wyborach przez obecnie rządzących

Prof. Wojciech Sadurski opowiada się za delegalizacją PiS po przegranych wyborach przez obecnie rządzących.

Platforma Obywatelska złożyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z agitacją wyborczą Mariusza Błaszczaka podczas koncertu w Legionowie. – „Podczas imprezy finansowanej ze środków unijnych z programu operacyjnego dotyczącego rybołówstwa, podczas imprezy firmowanej przez Ministerstwo Obrony Narodowej i Wojsko Polskie, imprezy, która była również współorganizowana przez Żandarmerię Wojskową, doszło do ewidentnej manipulacji, doszło do prowadzenia kampanii wyborczej przez ministra Mariusza Błaszczaka. Mamy do czynienia ze zwykłem wiecem wyborczym partii PiS i prezentacją kandydata PiS-u na prezydenta miasta. To jest niebywały skandal” – powiedział rzecznik PO Jan Grabiec.

Jako dowód zaprezentowano fragment wypowiedzi Błaszczaka z koncertu. – „Chciałbym podkreślić, że już niedługo, bo już za niecały miesiąc będą wybory samorządowe, więc zapraszam państwa do tego, żeby wziąć udział w wyborach, żeby głosować. Chciałem też zarekomendować państwu świetnego kandydata na urząd prezydenta miasta Legionowa, jest przy mnie, obecny radny pan Andrzej Kalinowski, świetny kandydat. Liczę na państwa aktywność, to rzeczywiście świetny wybór, świetny kandydat. Zapraszam do tego, żeby już 21 października pójść na wybory i zagłosować na Andrzeja Kalinowskiego” – mówił szef MON.

Grabiec powołał się na art. 506 punkt 7 Kodeksu wyborczego, który stanowi, że kto w związku z wyborami: przekazuje komitetowi wyborczemu partii politycznej albo koalicyjnemu komitetowi wyborczemu lub przyjmuje w imieniu tych komitetów środki finansowe lub wartości niepieniężne z innego źródła niż z funduszu wyborczego partii politycznej, tworzącej komitet wyborczy partii politycznej lub z funduszów wyborczych partii politycznych, tworzących koalicyjny komitet wyborczy, podlega grzywnie od 1.000 do 100.000 złotych. – „Nie może być tak, że władza, naruszając przepisy, uprawia kampanię wyborczą. Kosztem wyborców i finansowaną ze środków Unii Europejskiej” – dodał Grabiec.

Według Marcina Kierwińskiego, Mariusz Błaszczak, zamiast zajmować się „tym, do czego został powołany, zajmuje się łamaniem prawa i agitacją polityczną”. – „Rząd PiS nie zajmuje się bieżącą pracą dla Polaków, nie zajmuje się programami usprawniającymi życie Polaków, zajmuje się składaniem kolejnych obietnic i próbą kupowania głosów Polaków za pieniądze Polaków” – powiedział Kierwiński.

Brak wyższego wykształcenia nie musi być dyskwalifikujący dla polityka.

Kompromitujące jest za to udawanie, że się studia skończyło, mimo że burzliwe polityczne wody porwały początkującego działacza i nie pozwoliły na ślęczenie nad woluminami w uniwersyteckich bibliotekach. Przekonał się o tym boleśnie już na początku budowania demokracji prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Wtedy powstał nawet odpowiedni, złośliwy termin: „wykształcenie prezydenckie”, oznaczający brak dyplomu wyższej uczelni. Wiceminister sprawiedliwości i kandydat na prezydenta stolicy Patryk Jaki idzie dziś w ślady byłego prezydenta RP. I nie chodzi o brak dyplomu, lecz o zbyt dużą dowolność w informowaniu opinii publicznej o tym, jaką uczelnię skończył. Sformułowanie to sugeruje bowiem ukończenie pełnych studiów wyższych, a nie – jak w przypadku wiceministra – „programu ARGO Top Public Executive, który we współpracy z IESE Business School organizowała Krajowa Szkoła Administracji Publicznej im. Lecha Kaczyńskiego (KSAP)”.

Rzecz w tym, że wyższa szkoła w Barcelonie ma świetną opinię i jest w gronie kilku najlepszych biznesowych uczelni świata. Studia tam są trudne i trwają kilka lat, zależnie od specjalizacji. Tymczasem program, w którym brał udział Patryk Jaki, realizowany był od września 2017 r. do maja 2018 r. i odbywał się przede wszystkim w Warszawie. Nie było żadnych egzaminów i zaliczeń, a o jego ukończeniu decydowała obecność. Czy wiceminister sprawiedliwości może więc pisać w oficjalnych biogramach, że „skończył IESE w Barcelonie”?

Czasem formalny dyplom nie ma żadnego znaczenia. Profesorem zostaje się dzięki dorobkowi i szacunkowi, na który zapracowało się całym swym życiem, niepokorną duszą, odwagą i osobistą mądrością. Tak było np. z Władysławem Bartoszewskim, któremu w karierze akademickiej przeszkodziła wojna, a potem stalinizm.

Patryk Jaki jest młodym politykiem, ale powinien rozumieć, że autorytetu nie buduje rozciąganie rzeczywistości do rozmiarów podróżniczego balonu, tylko odwaga cywilna, krystaliczność i porządek w papierach.

„Wiadomości” TVP zlustrowały sąd, który nakazał premierowi Morawieckiemu sprostować samego siebie. A przy okazji wychwalały jego rząd. I zawsze, kiedy dla PiS-u będzie to korzystne, będą kogo trzeba lustrować albo wychwalać

To był precedensowy wyrok – premier musiał swoim głosem powiedzieć: „Nieprawdziwe są informacje podane przeze mnie”. Mateusz Morawiecki nie powiedział, a „Wiadomości” TVP od razu wyjaśniały dlaczego. I tym samym po raz kolejny pokazały, czym są. Telewizyjnym rzecznikiem władzy.

W zeszły czwartek warszawski sąd apelacyjny zobowiązał premiera Morawieckiego, by swoim głosem przed głównym wydaniem „Faktów” TVN i „Wiadomości” TVP odczytał oświadczenie tej treści: „Nieprawdziwe są informacje podane przeze mnie w dniu 15 września 2018 r. podczas wiecu wyborczego Komitetu Wyborczego PiS-u w Świebodzinie, że w ciągu jednego do półtora roku wydawana jest przez nas większa suma na drogi lokalne niż za czasów koalicji PO-PSL w ciągu ośmiu lat”. I takie oświadczenie zostało wyemitowane w czwartek przed głównymi wydaniami „Faktów” i „Wiadomości”.

Premier jednak nie przemówił swoim głosem. Oświadczenie odczytała kobieta, więc fragment „nieprawdziwe są informacje podane przeze mnie” zabrzmiał humorystycznie. Onet ustalił, że musiał to być pomysł samego premiera, bo Centrum Informacyjne Rządu twierdzi, że „Kancelaria Prezesa Rady Ministrów nie brała udziału w przygotowaniu materiału i nie pokrywała kosztów nagrania ani emisji materiału – poniósł je z własnych środków pan Mateusz Morawiecki”. Czyli Morawiecki musiał zapłacić za to, by kobiecy głos prostował nieprawdziwe informacje w jego imieniu.

W „Newsweeku” wywiad ze Smarzowskim.

– Dla mnie państwo policyjne to takie, w którym policja wykonuje ślepo polecenia polityków – mówił podczas spotkania w siedzibie „Gazety Wyborczej” Piotr Niemczyk, ekspert ds. bezpieczeństwa.

Piotr Niemczyk, specjalista z dziedziny bezpieczeństwa, w swojej książce „Szósta rano. Kto puka?” sprawdza, co po trzech latach rządów PiS zostało z wyborczych zapowiedzi dotyczących zwiększenia bezpieczeństwa obywateli. Zebrane przez niego liczby i dane nie pozostawiają wątpliwości: „dobra zmiana” doprowadziła nie do spadku, lecz do wzrostu w wielu kategoriach przestępczości.

Od lat zabójstw w Polsce ubywało z roku na rok. Ten trend odwrócił się dopiero teraz: w 2017 r. nastąpił po raz pierwszy od niepamiętnych czasów wzrost liczby zabójstw – i to o ponad 10 proc.

Odwrócił się także trend spadkowy w przestępstwach, których skutkiem jest poważny uszczerbek na zdrowiu. Z roku na rok było coraz mniej ofiar takich przestępstw – tymczasem od 2016 r. ich liczba zaczęła rosnąć.

Zbigniew Ziobro, przejmując kontrolę nad niezależną wcześniej prokuraturą, twierdził że działa ona opieszale i mało skutecznie. Skutek? Teraz działa jeszcze bardziej opieszale: liczba śledztw wlokących się ponad rok wzrasta w tempie wręcz szokującym: w 2014 r. było ich 1016, w 2016 już 1933, a w 2017 r. aż 2677.

Brudziński w „Wiadomościach” w dniu protestu funkcjonariuszy naśmiewa się z szefa związku policjantów.

Mundurowi domagali się podwyżek.

Szczegóły w materiale:https://fakty.tvn24.pl >>>

Waldemar Mystkowski pisze o ich własnych sidłach, w które wpada PiS

Morawiecki może nie pozbierać się z afery podsłuchowej, a sojusznik rządzących Kościół katolicki znalazł się w najgłębszej zapaści po 1989 roku.

Może to ten moment, że na PiS i sojusznika partii rządzącej Kościół katolicki – trzymającsię słynnych słów Bartłomieja Sienkiewicza z taśmy z „Sowy & Przyjaciele” – ruszyła lawina „ch…, d… i kamieni kupa”. Mateusz Morawiecki może nie pozbierać się z afery podsłuchowej, choć tylko jedna taśma jest dostępna, dopiero teraz Onet przepisał z niej słowa kiepsko słyszalne. Premier klnie jak szewc, nie jest to jakaś straszna wada. Słyszymy jednak, jak się mieni być przyjacielem polityków Platformy i nie jest takim kołtunem, jakim chciałby być wśród kraczących pisowców.

Jak się ma Morawieckiego rechrystianizacja do stwierdzenia, iż nasz naród powinien 300 lat temu zrobić porządne Oświecenie: „…oczywiście trzysta lat temu daliśmy dupy i zamiast mieć porządnie Oświecenie”. Premiera mamy więc zakłamanego do trzewi. Przyznam, że nie jest jednak orłem intelektu, taki sobie przedstawiciel elity. Ta taśma uzmysławia coś innego, mianowicie dysponent nieujawnionych taśm zadecyduje o losach Morawieckiego i być może pisowskiej władzy.

Inna pułapka PiS została uruchomiona przez policjantów, którzy wyszli na ulice Warszawy, aby domagać się podwyżek. Jeżeli jest taka wspaniała sytuacja gospodarcza w kraju, Morawiecki obiecuje kolejnym grupom społecznym świadczenia socjalne, różne plusy dodatków, to dlaczego nie ma ich dla policjantów, którzy ponoć zarabiają mniej niż kasjerka w Biedronce.

Były minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz przyznał się do zaniedbań w sferze wynagrodzenia mundurowych: – „Policjanci klepią biedę. Za moich czasów klepali biedę, za czasów moich poprzedników też. Nic nie mogłem z tym zrobić, ale życzę im powodzenia, żeby nie żyli w takiej biedzie, w jakiej żyją”. Manifestowało blisko 30 tys. funkcjonariuszy.

Sojusznik rządzących Kościół katolicki znalazł się w najgłębszej zapaści po 1989 roku. Nie dość, że „Kler” Wojciecha Smarzowskiego w weekend obejrzało milion widzów (rekord wszechczasów, „Wiadomości” TVP pocieszyły duchownych tym, że „tylko w 3 dni „Kler” zbojkotowało 37 mln Polaków” – przepisuję z paska), to jeszcze Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał w mocy orzeczenie sądu pierwszej instancji dotyczące wyroku w sprawie kobiety gwałconej w dzieciństwie przez księdza Romana B. Sąd zasądził na rzecz kobiety milion złotych odszkodowania i dożywotnią rentę.

Ten precedens otwiera ścieżkę prawną w kwestii pedofilii kleru. Wg znawców przestępstwo pedofilii dotyczy wielu funkcjonariuszy Kościoła. „Kler” Smarzowskiego poza tym otwiera oczy i umysły katolikom, którzy od dzieciństwa byli indoktrynowani.

Zdaje się, że jesteśmy na progu przewartościowań, które mogą doprowadzić do takiego odbioru kleru i zniechęcenia się do Kościoła, jaki dokonał się w Hiszpanii i Irlandii, w krajach katolickich. Ucierpi na tym też PiS, który z Kościołem związał się stułą na dobre i na złe. Nie zajrzeli pod ornat i za to zapłacą.