Akt desperacji Kaczyńskiego

Wbrew lansowanej przez polityków opozycji i część przedstawicieli mediów tezie, że złożone przez Prawo i Sprawiedliwość protesty wyborcze to zamach na polską demokrację, wygląda to raczej na akt desperacji, przygotowany zresztą z bardzo dużym niechlujstwem prawniczym, wręcz pogłębiającym wrażenie chwytania się ostatniej deski ratunku. Dziś możemy już z dużą dozą pewności przyjąć, że próby przekupienia senatorów z opozycji, często intratnymi stanowiskami w rządzie i suto opłacanymi posadami w spółkach Skarbu Państwa spełzły na niczym. Dla Jarosława Kaczyńskiego to musi być duży szok, że nie wszyscy w polityce są tak zepsuci jak jego podwładni. Większość w Senacie staje się celem nieosiągalnym, co przekonanego o słuszności posunięć “dobrej zmiany” lidera PiS musi bardzo irytować.

Wnioski o unieważnienie wyborów w okręgach gdzie kandydaci partii rządzącej przegrali w bezpośrednim starciu nie mają zbyt wielkich szans na sukces, bo wygląda na to, że prawnicy Prawa i Sprawiedliwości popełnili przy ich sporządzaniu fatalny w skutkach błąd. Kodeks wyborczy daje bowiem możliwość merytorycznego rozpatrywania ich dopiero po spełnieniu warunków formalnych, a konkretnie tylko w przypadkach w nim przewidzianych. Jeśli zatem w samej treści wniosków nie znajduje się uzasadnienie dużo obszerniejsze niż to, które opisała depesza Polskiej Agencji Prasowej (ujawnione także w komunikacie SN), to los każdego z tych wniosków został przesądzony już w chwili ich złożenia. Zwrócił na to uwagę jeden z internautów na Twitterze, przywołując dokładnie treść art. 82 KW.

Każda inna decyzja sędziów SN, niż odrzucenie wniosków PiS z uwagi na brak wykazania przestępstwa przeciw wyborom lub naruszenia przepisów dotyczących samego głosowania będzie prawnym absurdem, w zasadzie dyskwalifikującym każdego z sędziów, którzy by się pod nim podpisali. Z kolei wykazanie przestępstwa lub naruszenia przepisów może być niemożliwe dlatego, że w każdej z komisji, które kwestionowane protokoły podpisali był przedstawiciel PiS, który będąc naocznym świadkiem liczenia żadnych nieprawidłowości nie odnotował.
Paradoksem może być zatem to, że partia rządząca na tyle skutecznie poprawiła zapisy Kodeksu Wyborczego w kwestii przeliczania głosów, że dziś, gdy zapewne z chęcią wynik lekko by “skręciła”, nie może tego skutecznie dokonać.

Oczywiście istnieje również opcja, że chęć władzy u Jarosława Kaczyńskiego jest już dziś tak silna, że przestaje już dbać o pozory i oszustwa wyborczego chce dokonać na oczach wszystkich, niezależnie od konsekwencji. Wówczas jednak skutków nie sposób dziś przewidzieć, a za chciwość lidera PiS zapłacimy wszyscy.

Protesty wyborcze latami rozpoznawała Izba Pracy i Ubezpieczeń Społecznych (IPiUS) SN. Sytuacja zmieniła się w kwietniu br.

Prezydencka ustawa utworzyła wtedy dwie nowe izby SN, a sprawy publiczne dostała powołana właśnie Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych (IKNiSP). Dziś to ona orzeka o ważności wyborów i rozstrzyga protesty wyborcze.

Duda lekceważy orzeczenie NSA

Andrzej Duda nie uzasadnił, dlaczego to właśnie IKNiSP powinna decydować o ważności wyborów. „Jest tylko niewinne wymienienie kompetencji izby. Nie ma analizy, jakie to może mieć konsekwencje ustrojowe oraz dla naszych praw wyborczych” – zauważył w 2017 r. rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

Powodów nie trzeba było szukać – w ten sposób prezydent zapewnił sobie prawo obsadzenia izby o strategicznej roli. Do IKNiSP Duda powołał w sumie 20 nowych sędziów. Wszystkich wskazała mu upolityczniona Krajowa Rada Sądownictwa obsadzona pół roku wcześniej przez Sejm głosami PiS.

Prezydent był bardzo zdeterminowany, by wręczyć nominacje nowym osobom. Zlekceważył nawet orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego, który wstrzymał wykonalność uchwał KRS z wynikami konkursów do SN po skargach odrzuconych kandydatów. – Nominacje wbrew postanowieniom NSA podważają legitymację powołanych sędziów – uważa prof. UŚ Krystian Markiewicz, prezes stowarzyszenia sędziów Iustitia.

Dziś statusem osób w SN, które wskazała upolityczniona KRS, zajmuje się unijny Trybunał Sprawiedliwości po pytaniach prejudycjalnych o Izbę Dyscyplinarną (obsadzoną tak jak IKNiSP). W listopadzie TSUE może orzec, czy nowa KRS jest niezależna i jaki to miało wpływ na organizowane przez nią konkursy sędziowskie.

Izba czasami wierzga

Prezeską IKNiSP Duda uczynił dr hab. Joannę Lemańską, swoją koleżankę z Katedry Prawa Administracyjnego Uniwersytetu Jagiellońskiego. W izbie są również dr hab. Aleksander Stępkowski, były wiceszef MSZ w rządzie PiS i założyciel instytutu Ordo Iuris, prof. KUL Krzysztof Wiak, członek rady naukowej Ordo Iuris, czy konstytucjonalista z KUL dr hab. Marek Dobrowolski, który wsparł rząd PiS i w opinii prawnej uznał, że Trybunał Konstytucyjny nie ma prawa orzekać wyłącznie na podstawie konstytucji.

W izbie orzeka też prof. UW Antoni Bojańczyk, który był typowany na nowego rzecznika praw obywatelskich, gdyby PiS udało się odwołać Adama Bodnara. Są również doświadczeni sędziowie jak Marcin Łochowski, który pracował wcześniej w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie.

W 2019 r. IKNiSP pokazywała niezależność i kwestionowała uchwały upolitycznionej KRS z wynikami konkursów sędziowskich. Uchyliła też decyzje ministra sprawiedliwości, który odmówił sędziom urlopów dla poratowania zdrowia. W SN przegrywał również prokurator generalny – w sprawach przeniesienia prokuratorów w stan spoczynku.

– Mam nadzieję, że sędziowie tej izby wykorzystają szansę na pokazanie, że są niezależni – podkreślił konstytucjonalista Marcin Matczak.

Opozycja apeluje do organizacji międzynarodowych, by monitorowały ponowne liczenie głosów w wyborach do Senatu. O ich ważności zdecyduje izba Sądu Najwyższego utworzona przez PiS. Ale i tu opozycja ma swój plan

– Nie mamy pewności, że głosy zostaną uczciwie przeliczone – stwierdził Grzegorz Schetyna. Apel o pomoc skierował do OBWE, Rady Europy i Komisji Weneckiej. Po rozmowie z liderem Koalicji Obywatelskiej Jan Petersen, ambasador misji OBWE, która monitorowała wybory parlamentarne w Polsce, zapowiedział, że zostanie ona przedłużona na czas rozpatrzenia protestów.

Co zrobi Gersdorf?

Konferencję prasową KO zorganizowała przed gmachem Sądu Najwyższego. Politycy opozycji przedstawili dziennikarzom swoje protesty wyborcze – domagają się powtórzenia wyborów w okręgach: jeleniogórskim, łomżyńskim i pabianickim. Wniosków nie skierowali jednak do utworzonej za czasów PiS Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN.

– Naszą skargę kierujemy do Sądu Najwyższego. To, do której izby zostanie skierowana, będzie osobistą decyzją pierwszej prezes Małgorzaty Gersdorf – mówił poseł KO Mariusz Witczak. – Sugerujemy, że to Izba Pracy powinna rozpoznać sprawę, bo ma charakter niezależny, została prawidłowo powołana i zajmowała się dotąd rozpatrywaniem tego typu protestów.

Sędzia Michał Laskowski, rzecznik SN: – Decyzji jeszcze nie ma, natomiast stan prawny jest taki, że protesty rozpoznaje wiadoma izba. Pani prezes nie ma nieograniczonych możliwości dysponowania sprawami i musi stosować przepisy ustawy, nawet jeśli ta ustawa jej się nie podoba.

Laskowski zastrzegł, że sytuacja mogłaby ulec zmianie, gdyby autorzy protestu dołączyli do niego wnioski o wyłączenie sędziów Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych: – Wtedy trzeba by im nadać tryb procesowy. Obecnie nie przewiduję, aby pani prezes sama z siebie wydała tak karkołomną decyzję.

Specjaliści: słaba argumentacja PiS

Wcześniej protesty dotyczące sześciu okręgów senackich złożył PiS. Wicerzecznik partii Radosław Fogiel stwierdził, że wnioski dotyczą tych miejsc, w których liczba głosów nieważnych była wyższa niż ta, którą kandydaci opozycji wygrali z kandydatami PiS. Sprawa jest istotna, bo w 100-osobowym Senacie opozycja dysponuje minimalną przewagą – 51:48 (startująca z własnego komitetu wyborczego Lidia Staroń oświadczyła, że będzie niezależna).

Wielu specjalistów, w tym były szef Państwowej Komisji Wyborczej Wojciech Hermeliński, podkreśla, że taka argumentacja, jaką przedstawił PiS, nie jest przesłanką do uznania protestu. Nie ma bowiem żadnych dowodów, że doszło do jakichkolwiek nieprawidłowości. Inaczej, jak podkreśla opozycja, jest w przypadku jej wniosków – SN miałby np. rozstrzygnąć, czy w odpowiednim terminie został zgłoszony kandydat PiS po śmierci Kornela Morawieckiego.

– To próba wpłynięcia na wynik wyborów – oceniał działania PiS Schetyna i przypominał stare powiedzenie przywódcy Związku Radzieckiego Józefa Stalina, że nieważne jest to, kto jak głosuje, ale ważne jest to, kto liczy głosy.

To była aluzja do tego, że sędziowie Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych zostali wskazani przez upolitycznioną Krajową Radę Sądownictwa, a powołał ich prezydent Andrzej Duda.

Nikt nie zgłaszał uwag

Dwa pierwsze protesty PiS, dotyczące wyborów do Senatu, rozpoznają sędziowie: profesor KUL Jacek Widło, dr hab. Grzegorz Żmij oraz profesor KUL i członek rady programowej Ordo Iuris Krzysztof Wiak. Pozostałe składy we wtorek nie zostały jeszcze przydzielone.

Wnioski rządzącej partii dotyczą np. okręgu nr 75, który obejmuje Mysłowice, Tychy i powiat bieruńsko-lędziński. Do tej pory senatorem z tego okręgu był reprezentujący PiS Czesław Ryszka. W wyborach 13 października niespodziewanie pokonała go jednak Gabriela Morawska-Stanecka, wiceprzewodnicząca Wiosny, która startowała z listy Lewicy jako jedyna kandydatka opozycji.

Morawska-Stanecka zdobyła 64 172 głosy, a Ryszka 61 823. Wicerzecznik PiS Radosław Fogiel protest tłumaczył tym, że różnica między kandydatami była mniejsza niż liczba nieważnych głosów. Było ich w sumie 3749, w tym 1302 z powodu postawienia znaku X przy obydwu kandydatach, a 2447 osób wrzuciło do urny czystą kartę.

W trakcie głosowania i liczenia nikt nie zgłaszał żadnych uwag czy nieprawidłowości. Partia Jarosława Kaczyńskiego zrobiła to dopiero, gdy okazało się, że straciła władzę w Senacie.

Nie ta Lewica

Równocześnie Koalicja Obywatelska złożyła swoje trzy protesty. Jak zaznaczył senator Marek Borowski, wynikają one z szacunku do prawa i zostałyby złożone niezależne od działań PiS. Tłumaczył, że wnioski rządzącej partii nie mają odpowiednich uzasadnień, bo ich jedyną podstawą jest niekorzystny wynik wyborów, czyli różnica między obu kandydatami i głosami nieważnymi. Natomiast kodeks wyborczy wymaga przedstawienia jakichkolwiek dowodów na nieprawidłowości.

Na porannej konferencji prasowej Borowski przypomniał, że w 2011 r. w jednym z okręgów senator PO Stanisław Bisztyga przegrał różnicą 68 głosów, a równocześnie stwierdzono 9 tys. głosów nieważnych. Tym razem najmniejsza różnica stwierdzona przez PiS to 320 głosów przy 3749 głosach nieważnych – to okręg nr 100 w Koszalinie, gdzie wygrał poseł PO Stanisław Gawłowski.

– Nasze protesty dotyczą kwestii absolutnie zasadniczej – uzasadniał Borowski. W jego przekonaniu wyborcy zostali wprowadzeni w błąd z powodu karty wyborczej w okręgu jeleniogórskim. Wystartował tam Jacek Zdrojewski reprezentujący komitet Polska Lewica, którego logo przypomina samochodowe oznaczenie PL. Przy jego nazwisku umieszczone zostało jednak logo Lewicy, którą tworzyły SLD, Wiosna i Razem.

– Polska Lewica nie podpisała paktu senackiego – argumentował Borowski. I wskazywał, że przez tę pomyłkę wiele osób mogło wesprzeć Zdrojewskiego i odebrać głosy, a tym samym zwycięstwo kandydatowi Koalicji Obywatelskiej.

Ramka z logo

Drugi przypadek dotyczy okręgu pabianickiego, gdzie znaczek Koalicji Obywatelskiej został wdrukowany w ramkę po prawej stronie kandydata, choć powinno być samo logo, bez ramki. Jak podkreślał Borowski, instrukcja nakazująca postawić znak X w kratce przy nazwisku, a nie w lewej kratce przy nazwisku, mogła wprowadzić wyborców w błąd.

Różnica między kandydatem KO a PiS wynosiła w okręgu pabianickim 1861, a w ramce z logiem KO krzyżyk umieściło 2546. – Nie jesteśmy pieniaczami. Skarżymy tam, gdzie może to zmienić wynik wyborów – stwierdził Borowski.

Kolejny powód protestu opozycji to zbyt późne zgłoszenie kandydata przez PiS w okręgu 59 łomżyńsko-suwalskim – na miejsce zmarłego Kornela Morawieckiego. Zdaniem Roberta Tyszkiewicza kandydatura może być zgłoszona na 15 dni przed wyborami, a została zgłoszona na 13 dni.

– Okręgowa Komisja Wyborcza w Białymstoku nie miała prawa poinformować komitetu wyborczego PiS, że może taką kandydaturę złożyć, a następnie nie miała prawa tej kandydatury zarejestrować – tłumaczył Tyszkiewicz. – Liczy się data śmierci kandydata. Nowy kandydat został zarejestrowany z naruszeniem przepisów kodeksu wyborczego i został wybrany nieprawnie.

Libicki: Patrzmy PiS na ręce

– Bardzo się ucieszyłem, jak PiS ogłosiło, że chce ponownego przeliczenia głosów. Bo skoro przyszło im do głowy, że nie da się już żadnego senatora opozycji przeciągnąć na stronę PiS, to jest to bardzo dobry sygnał – mówi „Wyborczej” Jan Filip Libicki, senator PSL. – Chciałbym tylko, by opinia publiczna, także za pośrednictwem mediów, bardzo uważnie patrzyła na ręce tym, którzy będą te głosy ponownie przeliczać.

PiS było gotowe oddać panu fotel marszałka Senatu, byleby tylko odzyskać większość w izbie? – zapytaliśmy. – Tego nie wiem. Na pewno zadzwonił do mnie wysoki funkcjonariusz PiS. Nie polityk, mój znajomy. Spytał, czy nie spotkałbym się na kawie z wpływowym senatorem Prawa i Sprawiedliwości, bo mógłbym wysoko zawistować. Powiedziałem, że ja się na kawę, oczywiście, umówię z każdym. Ale jeżeli ma to dotyczyć tego, bym opuścił tę większość, która ukształtowała się w Senacie po wyborach, to nie jestem zainteresowany rozmową – odparł Libicki.

Kmicic z chesterfieldem

Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie oszustwa, jakiego miał się dopuścić Kaczyński wobec Birgfellnera. Czekała 259 dni, choć przepisowo powinno być 30, w kółko przesłuchując biznesmena i wlepiając mu grzywny. Dlaczego tak długo? Bo 5 października zmieniły się przepisy dające szanse na dochodzenie sprawiedliwości, a 13 października były wybory

Gerald Birgfellner przy pomocy dwóch swoich adwokatów – Romana Giertycha i Jacka Dubois – złożył 25 stycznia 2019 roku „zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa” opisanego w art. 286 par. 1 kodeksu karnego. Przewiduje on karę do 8 lat dla osoby, która „w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania”.

21 października opinia publiczna dowiedziała się, że śledztwa nie będzie.

Dowodów na to, jak Kaczyński wprowadzał Birgfellnera w błąd dostarczyły zapisy rozmów, które biznesmen zaczął rejestrować widząc, że…

View original post 6 915 słów więcej

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s