Teokracja pisowska

Wielki sukces polskiej policji. Udało jej się zaaresztować kilkadziesiąt obrazków przedstawiających żyjącą 2000 lat temu Żydówkę w tęczowej aureoli oraz żyjącą współcześnie 51-letnią kobietę. Policja sprawdza czy chodzi o tę samą osobę.

>>>

Minister Joachim Brudziński podał na Twitterze, że policja zatrzymała podejrzaną o upublicznianie ikony Matki Boskiej Częstochowskiej z Dzieciątkiem i aureolami w barwach tęczy zamiast złota oryginału. „Żadne bajanie o wolności i tolerancji NIKOMU nie daje prawa do obrażania uczuć ludzi wierzących”, zatweetował. Postępowanie w związku z domniemaną profanacją ikony stawia jednak przed obywatelami fundamentalną kwestię natury teologicznej i karnej.

Otóż gdyby aureole na zmienionej ikonie ociekały, powiedzmy, krwią albo miały postać szubienicznych pętli, wówczas uprawnione byłoby domniemanie, że ich autor mógł „znieważyć publicznie przedmiot czci”, a tym samym „obrazić uczucia religijne”, a więc mógł wyczerpać znamiona art. 196kk, na który powołuje się pan minister. To, czy tak rzeczywiście się stało, musiałby jednak stwierdzić niezawisły sąd; opinia ministra policji mimo niewątpliwej wagi, jakiej nadaje jej możność użycia policyjnej pałki, pozostawałaby tu jedynie opinią, którą w praworządnym kraju zachowałby dla siebie. Rozumiem jednak, że mówiąc o „bajaniu o wolności i tolerancji”, minister przypomniał nam, w jakim kraju rzeczywiście żyjemy.

>>>

„Część wykształconych, wykonujących inteligenckie zawody i aktywnych społecznie Polaków, z pokolenia, które świadomie przeżyło PRL, uległa zaślepieniu proponowaną przez PiS ideologią” – pisze Magdalena Bajer w tekście miesięcznika „Odra”, gdzie pierwotnie się ukazał (nr 2/19). I dodaje: „Dała się przekonać, że wizja państwa, jaką ta partia urzeczywistnia, jest dobrym wariantem demokracji, czyli ustroju powszechnie pożądanego. W miarę poczynań władzy zamykali oczy coraz mocniej, powtarzając, że za poprzedników było gorzej. Można się tylko pocieszać, że z zamkniętymi oczami nie da się żyć długo. Oby się otworzyły w porę – jeszcze w tym roku”

Nie znam statystyk mówiących o tym, ilu przedstawicieli inteligencji pamiętających epokę PRL-u opowiada się dzisiaj za Prawem i Sprawiedliwością. Znam osobiście pewną liczbę takich osób – i wydaje mi się ona zadziwiająco i niepokojąco duża.

Dotyczy to mojego pokolenia, ale ów fenomen obejmuje także ludzi dorastających już w wolnej Polsce, kiedy to w oficjalnym przekazie, w szkole, w publicznych odniesieniach do historii najnowszej, ale i w domach przekonywano (ilustrując przykładami), jak szkodliwe jest uleganie ideologii, któremu nie towarzyszy refleksja intelektualna i moralna wrażliwość. Zdawałoby się, że po lekcji marksizmu oraz ludowej demokracji, przerabianej przez Polaków prawie pół wieku, będziemy bardziej odporni na ponowne zaślepienie.

Niezniszczalny bagaż

Słuchaj, czuję, że uwierzę. Słyszę to od rana do wieczora, sama to muszę mówić i w pewnym momencie czuję takie rozdwojenie, rozumiesz? Z jednej strony przejmuję się, chcę, by to znalazło oddźwięk, krzyczę z przekonaniem, z drugiej śmieję się w duchu z siebie i z nich wszystkich. Ale ta druga strona jest już coraz słabsza. Sama przyłapuję się na tym, że chcę ich zwycięstwa, że po prostu jestem po ich stronie! Wiesz, zaczynam znajdować coraz więcej argumentów na ich korzyść, nie widzę strony przeciwnej. [1]

To przejmujące wyznanie młodej dziewczyny zapisała we wspomnieniach Hanna Świda-Ziemba, profesor socjologii, działaczka opozycji demokratycznej, przenikliwa obserwatorka czasów stalinowskich, na które przypadła jej dojrzała młodość. W tych paru zdaniach zawarty jest obraz przyczyn, dla których wcale niemała część jej pokolenia dała się uwieść ideologii w gruncie rzeczy zupełnie przeciwstawnej wartościom, jakie to pokolenie polskiej inteligencji wyniosło z rodzinnych domów i przedwojennej szkoły.

Ową sprzeczność rzecznicy systemu komunistycznego starannie ukrywali, głosząc ponętne, zwłaszcza dla wrażliwej moralnie młodzieży, i ubrane w jednoznacznie wymowną formę hasła – równości, sprawiedliwości społecznej i naprawiania krzywd doznawanych przez warstwy upośledzone w niesprawiedliwym, ale obalonym już ustroju. Dobrze pamiętam to oddziaływanie, bo dorastałam niewiele później niż autorka przytoczonych zdań. Pamiętam także i to, że trwało ono „od rana do wieczora”, uprawiała je szkoła, organizacje młodzieżowe, rychło zaś jedna powszechna organizacja – Związek Młodzieży Polskiej.

Przejrzeliśmy na oczy nie od razu, po kolejnych kryzysach, w miarę rozwoju opozycji demokratycznej; ostatecznie, jak się zdawało, w Trzeciej Rzeczypospolitej. Okazało się wszakże, że w umysłach sporej części Polaków pewne elementy bagażu minionej epoki, od której dziedzictwa się odżegnujemy, i to czasem gromko, osadziły się trwale. Takim elementem jest bezkrytyczne, może zgoła bezrefleksyjne, uznanie egalitaryzmu za nadrzędny standard społeczny, jaki należy z całą konsekwencją, w każdych okolicznościach urzeczywistniać. Znalazło to wyraz na przykład w krytyce działań Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, która programowo wspiera najlepszych, a nie wszystkich równo.

A gdy Prawo i Sprawiedliwość wywiesiło ów egalitarny ideał i sprawiedliwość społeczną na swoich partyjnych sztandarach, znalazło posłuch także u wielu spośród tych, po których spodziewalibyśmy się przynajmniej rezerwy wobec jawnego populizmu. Przy sceptycyzmie wobec ogłaszanych wciąż sondaży nie można jednak zlekceważyć faktu, że poparcie dla partii rządzącej jeśli spada, to nieznacznie i nietrwale, nawet po takich doświadczeniach jak haniebne potraktowanie przez władze protestujących niepełnosprawnych – i to przy silnym poparciu społecznym dla protestu. Sondaże uprzytamniają przy okazji, jak bardzo odruch pomocy niesionej cierpiącym współistnieje z ufnością, że wybrani przez większość rządzący ten odruch podzielają, choć w praktyce nierzadko postępują wbrew niemu. Owszem, PiS nieustannie przekonuje o tym, jak bardzo demokratyczną jest partią, mówi o swojej zasadniczej odmienności od „naszych poprzedników” (każda wypowiedź medialna tym się zaczyna lub kończy); mogłoby się jednak wydawać, że przynajmniej ci, którzy przeżyli powojenne półwiecze, powinni być na to odporni.

Więcej >>>

2 komentarze do “Teokracja pisowska

  1. wiesiek

    Juz widzę te tabuny znawców stających w rozkroku i próbujących udowodnić obrazę uczuć religijnych gdy tymczasem im można udowodnić nieznajomość własnej religii i”podstawowych „modlitw
    W „Litanii do Matki Bożej Różańcowej ” powiedziano przecież
    „Św. Maryjo, tęczo przymierza, mająca w sobie rozliczne kolory tajemnic Boskich w Różańcu świętym”
    I artystce tak sie to skojarzyło.Czemu dala wyraz.
    A tak miedzy nami istnieje tyle wcieleń i obrazów Matki Bożej ze głowy bym nie dal iz gdzieś w świecie istnieje i jest czczona””Matka Boska Tęczowa”

    Odpowiedz
  2. ereglo

    Miłe złego początki. Wszystkim oburzonym, którzy nagle odkryli, że żyjemy w państwie wyznaniowym, które pod tym względembliżej do Iranu niż do naszych europejskich sąsiadów, przypomnę, że Kosciół rozpych się coraz bardziej w przestrzeni publicznej dzięki symbiozie z PiS, ale podstawy do tego stworzyła idealizowana obecnie IIIRP: Mazowiecki ze swoją osławioną preambułą do Konstytucji, Kwaśniewski – podpisując konkordat, a sejm go ratyfikując i wreszcie autorzy Kodeksu karnego umieszczając w nim paragraf o obrazie uczuć religijnych

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s