Gnijący Kaczyński, kto tego kołka skradnie?

Mierzeja Wiślana będzie przekopana i wybudowany zostanie tam kanał. Inauguracją inwestycji miało być symboliczne wbicie słupka geodezyjnego przez Jarosława Kaczyńskiego. Jak jednak wynika z informacji „Gazety Wyborczej”, słupek zniknął.

O sprawie poinformował w sobotę rano użytkownik Twittera, który zniknięcie słupka zauważył podczas spaceru. – Nie ma słupka wykopanego przez Naczelnika Jarosława!!! Czy to znaczy, że trzeba będzie kolejny raz uroczyście rozpoczynać prace związane z przekopem Mierzei Wiślanej? – ironizuje zKaszebe.

Informację o zniknięciu słupka otrzymał też dziennikarz „Gazety Wyborczej”, który potwierdził, że słupka na plaży już nie ma. – Słyszałem, że zniknął już na drugi dzień po wkopaniu. (…) Nie wiadomo, kto go zabrał, ale nie ma to większego znaczenia, bo przymiarek do rozpoczęcia budowy przekopu było już kilka i zawsze kończyły się tak samo – powiedział „Wyborczej” Krzysztof Swat, burmistrz Krynicy Morskiej.

Jarosław Kaczyński: Mamy pełną suwerenność na tych ziemiach

Uroczyste wbicie ostatniego słupka geodezyjnego, który wyznaczał granice przekopu Mierzei Wiślanej odbyło się 16 października. W uroczystości wziął udział nie tylko Jarosław Kaczyński, ale również m.in. minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk.

Choć nie ma jeszcze wykonawcy ani pozwolenia na budowę, symbolicznym rozpoczęciem inwestycji było właśnie wbicie ostatniego słupka geodezyjnego. – Mamy pełne prawo zakończyć proces tyczenia, a jeśli chodzi o inne dokumenty, potrzebne do rozpoczęcia budowy, to wydaje to być kwestią najbliższych tygodni. Kiedy budowa się rozpocznie, to będzie można powiedzieć, że klamka zapadła. Kanał powstanie – powiedział Jarosław Kaczyński. Dodał, że celem jest rozwój gospodarczy Elbląga, ale także pokazanie „pełnej suwerenności na tych ziemiach”. – Będziemy robić to, co jest potrzebne Polsce i nikt nam nie będzie w tym w stanie przeszkodzić – stwierdził.

Na next.gazeta.pl, obietnicami przekopu Mierzei Wiślanej nie udało się skutecznie skusić wyborców.

Jarosław Kaczyński wbija słupek i zaczyna przekop Mierzei Wiślanej. Ekspert: To zwróci się za 500 lat

Wojciech Maziarski pisze o gniciu PiS.

Wyborcza porażka w wielkich miastach ujawniła słabość PiS i nasiliła wewnętrzne podziały w obozie władzy. To jeszcze trochę potrwa, ale teraz już powinno być z górki.

Wbrew powszechnym oczekiwaniom Senat nie przyklepał bezmyślnie i mechanicznie sejmowej ustawy „Kac plus”, ustanawiającej dzień wolny po trudach świętowania 11 listopada. Wprowadził do niej poprawki i odesłał ją do Sejmu, co stawia całą inicjatywę pod znakiem zapytania. Na ponowne obradowanie i podpis prezydenta zostaje już bardzo mało czasu.

Jedną z inicjatorek dania narodowi wolnego 12 listopada była posłanka PiS Elżbieta „coś tam, coś tam” Kruk. Kto jak kto, ale ona doskonale wie, że człowiek po święcie potrzebuje czasu, by dojść do siebie i uciszyć tupot białych mew. Potrzebne mu ukojenie, zimne okłady i elektrolity. Może być też kefir albo maślanka.

Inicjatywa przeszła przez Sejm jak burza, w tempie charakterystycznym dla PiS-owskich standardów ustawodawczych, które przewidują, że ustawy o doniosłym znaczeniu uchwala się w ciągu jednej nocy w Sali Kolumnowej, bufecie albo w korytarzu prowadzącym do sejmowej kaplicy. Ma się rozumieć, nikt się nawet nie silił na sporządzenie analizy skutków finansowych tej ustawy, choć teoretycznie jest to obowiązkiem Sejmu.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby się Senat nie zbiesił. A dlaczego się zbiesił? Nie przypadkiem nastąpiło to właśnie po wyborach samorządowych, które pokazały słabość PiS-u, zwłaszcza w dużych i średnich miastach. Gdyby nie łomot, jaki spuścili „dobrej zmianie” wielkomiejscy wyborcy, Senat pewnie nie wykazałby tyle asertywności i nie ośmieliłby się wkładać kija w tryby miażdżącego Polskę pisowskiego walca.

Perspektywa utraty władzy wywiera zbawienny wpływ na sumienie

Tak właśnie objawia się wewnętrzny ferment, który jest skutkiem porażki. Poszczególne osoby w obozie rządzącym zaczynają sobie uświadamiać, że opozycja może pewnego dnia przejąć władzę – a wówczas nadejdzie czas rozliczeń. Ci, którzy naruszali reguły przyzwoitości – nie mówiąc już o regułach prawa – muszą się liczyć z konsekwencjami. Może być bardzo nieprzyjemnie, więc we własnym dobrze pojętym interesie lepiej jest zacząć zachowywać się przyzwoicie i przestrzegać standardów przyjętych w świecie cywilizowanym.

Zauważyliście, że po wyborach w obozie rządzącym nagle rozległy się głosy krytykujące kampanię wyborczą? Nieoczekiwanie okazało się, że nie wszystkim podobał się faszystowski z ducha spot o groźnych obcoplemieńcach, zagrażających Polsce. Śmiałości nabrał Jarosław Gowin, który już od dawna wspiera „dobrą zmianę”, ale się nie zaciąga – i teraz skrytykował ten filmik. Nie zrobił tego w czasie kampanii, gdy cała Polska wyrażała oburzenie, potrzebna była dopiero porażka w wyborach, by pan wicepremier się ocknął. Ale nie narzekajmy – dobre i to. Należy sobie życzyć, by takich przebudzeń było jak najwięcej. I by miały one charakter trwały.

Obława, obława, na Jacka Kurskiego obława

Wiatr w żagle złapali też w obozie PiS ci, którzy z różnych powodów chcieliby politycznie ukatrupić Jacka Kurskiego. Od dawna już ostrzy na niego kosę Krzysztof Czabański, ale nie ma dość sił ani śmiałości, by go odwołać, choć formalnie mieści się to w zakresie jego kompetencji. Jednak pan prezes Kaczyński mu dotąd nie pozwalał. Raz już nawet Czabański zebrał się na odwagę i zdymisjonował szefa TVP – a potem musiał wejść pod stół i odszczekiwać.

Jednak teraz, po wyborczym zimnym prysznicu, może wreszcie się uda. Różne wiewiórki donoszą, że grunt usuwa się Jackowi Kurskiemu spod stóp i w partii narasta niezadowolenie z jego działalności. 

Eurowybory, czyli powtórka z łomotu

Tak właśnie objawia się erozja słabnącego obozu władzy. Następuje jego podskórna dekompozycja, nasilają się podziały i wewnętrzne konflikty, dobrze naoliwiony mechanizm zaczyna zgrzytać i zacinać się. Kolejne porażki będą ten trend podtrzymywać i wzmacniać. Można liczyć na to, że w pozornym monolicie PiS zarysują się pęknięcia. Nagle objawią się dysydenci, a osoby, których nikt dotąd nie podejrzewał o posiadanie własnego zdania, mogą zacząć je wyrażać. Do tego jednak potrzebne jest więcej bodźców. Ludzie z obozu władzy muszą zobaczyć, że koniec panowania PiS zbliża się wielkimi krokami.

Cieszmy się więc, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie odpuszcza i na listopad zapowiada posiedzenie w sprawie polskiego sądownictwa. A już wiosną odbędą się wybory do europarlamentu, w których uczestniczy w Polsce głównie elektorat wielkomiejski. Ten sam, który teraz spuścił Kaczyńskiemu przykładny łomot. Czekamy więc na powtórkę.

Fragment felietonu Waldemara Mystkowskiego.

Oddajcie demokrację Polakom – tak można interpretować słowa prezesa unijnego Trybunału Sprawiedliwości.

(…)

Po wyborach samorządowych jeszcze PiS nie ogłosiło, że suweren (czyli my, Polacy) daje mu prawo do reformowania sądownictwa, ale już ustami szefa kampanii wyborczej Tomasza Poręby stwierdziło: – „Wyniki wyborów samorządowych to gigantyczny sukces PiS”.

Ta gigantomachia PiS jest zniewalająca. W procentach PiS do Koalicji Obywatelskiej ma się jak 34 do 27, jeżeli do 27 dodamy wynik PSL, SLD bądź lokalnych komitetów to wynik ten rzeczywiście będzie się przedstawiał jak w Warszawie zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego nad Patrykiem Jakim – 56 do 28.

Gdzie tu zatem gigantyczne zwycięstwo? A piszę o tej pisowskiej gigantomachii w kontekście autora wniosku do pisowskiego Trybunału Konstytucyjnego ministra sprawiedliwości Ziobry, który walczy z Morawieckim o schedę po Jarosławie Kaczyńskim. Zakładnikiem w tej walce o przywództwo na prawicy jest „być albo nie być” Polski w UE.

Ziobro okazuje się być za kulisami lepszy od Morawieckiego, bowiem w kluczowych sejmikach wojewódzkich dla PiS ma swoich radnych, którzy zadecydują, czy w nich będzie rządzić prawicowa większość. Ziobro szachuje Morawieckiego, który miał się pozbyć ministra sprawiedliwości. Ta walka odbywa się kosztem przyszłości Polski, stąd takie kategoryczne ostrzeżenie prezesa TSUE.

Więcej >>>

27 października 1932 roku urodziła się Sylvia Plath

Reklamy

3 komentarze do “Gnijący Kaczyński, kto tego kołka skradnie?

  1. lehoo

    Takusieńko jak ze stępką pod nowy prom w Szczecinie, kładzioną przez pisowskich oficjeli z zadęciem i przytupem, a która okazała się być nie stępką, lecz elementem konstrukcyjnym wiatraka, wziętym z pobliskiej fabryki tychże. Nawet tabliczkę pamiątkową ktoś sieknął.

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s