Morawiecki, tajna broń Koalicji Obywatelskiej

Jeżeli potwierdzą się wyniki exit poll, Zjednoczona Prawica dostała pierwszą żółtą kartkę

Znaczenie niedzielnego głosowania wybiega daleko poza wybór prezydentów miast, wójtów, burmistrzów, radnych gmin, powiatów czy sejmików. To pierwszy z czterech etapów maratonu wyborczego. Wiadomo było, że jeśli obóz demokratyczny dobrze wystartuje, zwiększy swe szanse na kolejnych etapach, zwłaszcza że kalendarz mu sprzyja.

Podobnie rozumowała władza. Dlatego już na ostatniej prostej obserwowaliśmy objawy paniki. Partia wyprodukowała rasistowski, ksenofobiczny, antychrześcijański spot. Zapewne kierownictwo PiS wcześniej wiedziało z badań to, co dziś już wiedzą wszyscy.

Chociaż PiS uznaje wynik wyborów samorządowych za wielki sukces, to raczej wątpliwe, by w województwach, gdzie ta partia wygrała, była szansa na przejęcie sejmików. Stąd pomysł Jarosława Kaczyńskiego na koalicję. Przed wyborami mówił, że widziałby w niej SLD, jednak kiepski wynik tej partii (SLD lewica razem –  5,7%) nie daje szans na większość decyzyjną, nawet gdyby lewica zgodziła się na współpracę z PiS.

Wydawałoby się, że PiS-owi pozostaje tylko jedno rozwiązanie. Przekonać do współpracy PSL. Jednak Władysław Kosiniak Kamysz, lider PSL, partii, która znalazła się na trzecim miejscu i uzyskała 16,6% głosów, pytany, czy widziałby swoje ugrupowanie w koalicji z PiS, zdecydowanie odpowiada, że PiS to partia antysamorządowa i podkreśla – „My możemy rywalizować, konkurować, możemy się spierać, ale nie wolno mieć takich intencji, żeby kogoś eliminować (z życia publicznego – red.). Więc trudno wchodzić w jakiekolwiek koalicje z tymi, którzy są po prostu źle nastawieni do tych, z którymi by mieli wchodzić w koalicje i są źle nastawieni do polski samorządowej. Nie będzie takich koalicji”.

Przypomniał również słowa rzeczniczki PiS, Beaty Mazurek, która podczas swojej konferencji w Sejmie, po ujawnieniu kolejnej taśmy z restauracji „Sowa& Przyjaciele” uznała, że „PSL powinno zostać wyeliminowane z życia publicznego”.

Już dzisiaj Kosiniak Kamysz ma spotkać się z Grzegorzem Schetyną, by podjąć rozmowy o koalicji, a PiS? PiS zbierze owoce swojej buty i dotychczasowego lekceważenia przeciwników politycznych, oddając im, mimo swojej wygranej, większość w wielu sejmikach wojewódzkich. Oj, to musi boleć prezesa Kaczyńskiego i jego kolegów partyjnych.

 

Po wyborczym niepowodzeniu w stolicy nawet najlojalniejszym klakierom partii rządzącej trudno powstrzymać się przed krytyką poczynań TVP. Co o tym sądzi otwarcie powiedział politolog, prof. Kazimierz Kik, ekspert i stały bywalec stacji.

Po zwycięstwie Rafała Trzaskowskiego zauważył:

„Gdyby nie ten medialny szum i propagandowe napięcie, Patryk Jaki miałby większe szanse na odbicie Warszawy. Ale skoro sytuacja znalazła się na ostrzu noża, to więcej żołnierzy stanęło po stronie Rafała Trzaskowskiego” – powiedział profesor, w rozmowie z portalem Onet.pl.

Wychodząc z założenia, że kluczowe w kampanii były ostatnie dwa tygodnie, skrytykował to, że Patryk Jaki powtarzał się i cały czas sypał obietnicami wyborczymi. Ta „kakofonia”, jak stwierdził Kik, okazała się bezskuteczna.

„Był tak aktywny i dynamiczny, że w pewnym momencie przestrzelił. Wszystko zaczęło się psuć. Nagle dwie rzeczy zaczęły się brutalnie rozmijać: propaganda, jaka stała za Jakim, i atmosfera Warszawy, która z natury jest inteligencka i liberalna” – stwierdził prof. Kik.

Przypomnijmy, że w Warszawie w pierwszej turze wyborów samorządowych wygrał Rafał Trzaskowski, który zdobył przeszło 54 proc. głosów według sondażu exit poll.

Late poll, czyli sondaż z całego dnia wyborczego pokazuje jeszcze lepszy wynik opozycji, która zdobywa większość sejmików widowiskowo i najważniejsze miasta. Koalicja Obywatelska dogania PiS i brakuje jej już tylko 6 proc. Lider kampanii PiS Mateusz Morawiecki okazuje się jej wielkim przegranym. PiS jest w odwrocie. Zachód dostał ważny argument, żeby o nas walczyć. 

  • Aktualizowane sondaże (już z całego dnia) są jeszcze lepsze dla opozycji
  • Platforma zyskała w tych wyborach tak brakujących jej liderów, zaś PiS kilku ważnych stracił, albo mocno osłabił
  • Nie tylko opozycja, ale i Unia Europejska dostała poważny argument, żeby poddawać presji rządzących Polską i łamiących konstytucję

Platforma zyskała to, czego jej najbardziej brakowało: kilku lśniących liderów. Smutne dotąd konwencje pełne mało pociągających polityków, teraz będą dużo ciekawsze i na dużo większej energii, jeśli pojawiać się będą Rafał Trzaskowski, Hanna Zdanowska, która osiągnęła niemal północnokoreański wynik (ponad 70 proc.), a także Barbara Nowacka.

PiS za to kilku wiodących liderów stracił, albo mocno osłabił. Przegranym jest z pewnością Mateusz Morawiecki. Nie wiadomo, dlaczego premier „dobry na Brukselę”, który zastąpił Beatę Szydło „dobrą na wieś”, wystawiony został do lokalnych wyborów. Na wiecach w małych miasteczkach wyglądał nienaturalnie. Aż doprowadził do poważnego kryzysu, gdy musiał z podkulonym ogonem przepraszać za głupie kłamstwo wyborcze. Drugi wielki przegrany to Patryk Jaki. On, podobnie jak Małgorzata Wasserman, odbierają sens swoim komisjom śledczym (badającym aferę reprywatyzacyjną i Amber Gold).

Morawiecki z Jakim psują kampanię PiS

Dramat się zaczął, gdy Onet wykonał elementarną robotę i sprawdził premiera w dokumentach sądowych najgłośniejszej afery od lat, o czym zapomniał taki pilny w tropieniu afer PiS.

Wyniki sondażowe w miastach – wybory 2018

Taśmy premiera brzmiały znacznie bardziej kompromitująco niż chór złożony z Sienkiewicza, Sikorskiego i całej PO. Trochę podobnie jak w „Klerze”, najgorsze były drobne interesy i interesiki. Wielcy politycy okazali się małymi krętaczami. Tu synkowi kolegi załatwiłem fuchę, która okazała się niestety pracą, więc się nie nadaje i trzeba poszukać innej fuchy.

Tutaj premier się cieszy, że ktoś rękę złamał „raz i drugi”. Rzeczywiście dobra zmiana. Byli źli ludzie, teraz są już dobrzy. Później Ziobro z doskonałym pomysłem sprawdzania konstytucyjności traktatów UE. Jeszcze na koniec Patryk Jaki zmienił pomysł na koniec kampanii i walnął głową w prawicową ścianę, dając sygnał do powstania. PiS się ewidentnie po raz pierwszy zaczął sypać na początek maratonu wyborczego.

Poparcie koalicji rośnie

Late polle wskazują na to, że Koalicja Obywatelska (26,7 proc) dogoniła PiS (33 proc.) na odległość ręki. I z PSL (13, 6 proc) i czwartym SLD (6,6 proc.) będzie w stanie przynajmniej w kilkunastu sejmikach zachować władzę w samorządach. To oznacza łączne zwycięstwo opozycji. I ważny sygnał dla Zachodu, że warto o nas walczyć. Jesteśmy wciąż „swing state” z dużymi szansami na powrót do demokratycznej i liberalnej normalności.

Rozliczenia w PiS nie pomogą raczej partii w okresie wyborczym. Mateusz Morawiecki jest przekonany, że to nie Onet, ale Ziobro „odpalił” taśmy i poprawił wnioskiem o sprawdzenie konstytucyjności traktatów, żeby kampania Morawieckiemu nie wyszła. Kaczyński podczas wieczoru wyborczego pokazywał na premiera jako lidera kampanii, nie bez powodu. Jeśli wynik jest poniżej oczekiwań, to niech to będzie wynik kogoś innego.

Morawiecki okazał się tajną bronią opozycji, która dzięki jego nieudanej kampanii, dostała po trzech latach wiatru w żagle.

Co to za sukces, jeśli partia regularnie notująca 40 proc. w sondażach i dwukrotnie większe poparcie niż następna, widowiskowo przegrywa wszystkie ważne miasta i większość sejmików?

Na koniec zauważmy, że wielkim przegranym okazują się media publiczne, zaciągnięte do niszczenia PSL. To 33 proc. PiS wygląda jeszcze marniej, jeśli przypomnieć nie tylko o mediach rządowych, ale też o tym, że cały rząd jeździł po Polsce, obiecywano wszystko, co kto chciał, a opozycja i tak zdobyła więcej. Polska nie jest PiS-u. Będzie ciekawie.

Komentarz Andrzeja Gajcego: „Prezes PiS Jarosław Kaczyński, ogłaszając czwarte wyborcze zwycięstwo z rzędu, zdaje sobie doskonale sprawę, że prognozowany wynik wyborów samorządowych jest daleki od oczekiwań”.

Komentarz Andrzeja Stankiewicza „Wszyscy przegrali i wszyscy wygrali”: Choć PiS wygrało wybory do sejmików województw, to prawda jest taka, że liczyło na znacznie lepszy rezultat. Koalicja Obywatelska, choć podbiła duże miasta, to nie zyskała nowych wyborców. Kluczowe dla wyników wyborów jest to, że Jarosławowi Kaczyńskiemu nie udało się zniszczyć PSL”.

Według najświeższych danych – wyników sondażu late poll Ipsos dla TVN, TVP i Polsatu, frekwencja w wyborach wynosi 53,4 proc. To najwyższa frekwencja w wyborach samorządowych od 1990 r. Jest też wyższa niż frekwencja w ostatnich wyborach do Sejmu (51 pro…

Wojciech Maziarski komentuje wybory na koduj24.pl.

Złożona przez Kaczyńskiego deklaracja walki z „fake newsami” brzmi jak zapowiedź rozprawy z niewygodnymi mediami prywatnymi.

Wygraliśmy po raz czwarty i to dobrze wróży na przyszłość – oświadczył w niedzielny wieczór Jarosław Kaczyński po ogłoszeniu wstępnych sondażowych wyników wyborów samorządowych, a na jego twarzy pojawił się triumfalny uśmiech – zapewne zawczasu starannie wyćwiczony. Prezes PiS musiał mieć świadomość, że wciska słuchaczom ciemnotę, bo przecież w rzeczywistości PiS wcale nie wygrał, a osiągnięty wynik jest dla niego fatalną wróżbą na przyszłość.

Jak prezes odwraca kota ogonem

Zwycięstwo w wyborach oznacza przejęcie albo zachowanie władzy. Tymczasem PiS, owszem, dostał najwięcej głosów spośród wszystkich ugrupowań uczestniczących w rywalizacji, ale to nie oznacza, że przejmie władzę. Zapewne w wielu miejscach nie uda mu się znaleźć koalicjantów, więc pozostanie w opozycji.

Prognozy na przyszłość są jeszcze gorsze – łomot, jaki partia Kaczyńskiego dostała w wielkich i średnich miastach, jest zapowiedzią przegranej w zbliżających się wyborach do europarlamentu, w których uczestniczy przede wszystkim elektorat wielkomiejski. Wynik Jaśkowiaka w Poznaniu, Trzaskowskiego w Warszawie czy Zdanowskiej w Łodzi to przedsmak tego, co czeka PiS za pół roku. Nic dziwnego zatem, że tonacja komentarzy w propisowskich stacjach telewizyjnych była w niedzielny wieczór znacznie bardzie j minorowa. Nawet dyżurny propagandysta „dobrej zmiany” Jacek Karnowski w TVP Info nie podzielał optymizmu prezentowanego przez prezesa.

Przed następną kampanią trzeba zrobić porządek

Ale i sam Kaczyński, mimo że triumfalnie się uśmiechał i chwalił rzekomym zwycięstwem, nie omieszkał przyznać, że wystąpiły pewne trudności, wynikające z tego, że w ostatniej fazie kampanii pojawiło się dużo „fake newsów”. Chodziło mu zapewne o fakty niewygodne dla PiS, nagłośnione w mediach, takie choćby jak kompromitujące Mateusza Morawieckiego nagrania z podsłuchów. Dlatego zdaniem prezesa PiS w następnej kampanii trzeba będzie dopilnować, by na jego partię nie spadały „różne ciosy”. Kolejne wybory w Polsce powinny przebiegać w „lepszej atmosferze”. W domyśle: bez „fake newsów”, czyli publikacji niewygodnych dla władzy.

Jak oświadczył pan prezes, PiS będzie chciał doprowadzić do tego, by „każdy Polak wiedział, że w ciągu tych czterech lat, pod rządami Prawa i Sprawiedliwości, Polska poszła do przodu. I to bardzo mocno pod wieloma względami”. Brzmi to jak groźba i zapowiedź skoku na media prywatne. Bo publiczne są już kontrolowane przez PiS. Żadnych „fake newsów” nie publikują i niezwykle intensywnie informują Polaków, jak bardzo Polska poszła do przodu pod rządami Prawa i Sprawiedliwości. Jeżeli ktoś tu ma na sumieniu jakieś zaniedbania, to tylko polskojęzyczne media prywatne, reprezentujące interesy brukselskiej biurokracji i Angeli Merkel.

Wystąpienie Kaczyńskiego pozwala więc domyślić się, jaka będzie reakcja partii władzy na manto spuszczone jej przez wyborców. Teoretycznie mogłaby odpowiedzieć dwojako: albo cofając się i łagodząc autorytarny kurs w nadziei, że to osłabi krytykę jej rządów, albo wprost przeciwnie – przykręcając śrubę i starając się spacyfikować przeciwników. Powyborcze wystąpienie wskazuje, że prezes wybrał ten drugi wariant. Uznał zapewne, że błąd polegał na odpuszczeniu TVN-owi, Agorze, Axelowi Springerowi i innym „wrogom”. Gdyby w porę zostali zdekoncentrowani i zrepolonizowani, nie mogliby mieszać Polakom w głowach i wynik niedzielnych wyborów byłby o wiele lepszy. Teraz trzeba więc ten błąd czym prędzej naprawić.

Zabawne jest jednak, że wyborcy głosowali tak, jak głosowali, bo mieli dość PiS-u i jego prymitywnego zamordyzmu. Receptą na to ma być więcej prymitywnego zamordyzmu. Pan prezes zachowuje się jak rasowy alkoholik, który widząc, że gorzała mu szkodzi, sięga po następną flaszkę. Bo klin trzeba klinem.

Życzmy panu prezesowi powodzenia. Na pewno mu pójdzie na zdrowie.

Waldemar Mystkowski też komentuje wyniki wyborów.

Cyferki przy zdobyczach w wyborach samorządowych nie za dużo mówią o tym, co się stało przy urnach wyborczych i wcześniej w kampanii, ani co czeka kraj w najbliższej przyszłości. A z pewnością czeka i natężenie oczekiwań będzie gęstsze niż dotychczas.

Przede wszystkim wynik opozycji jest dwukrotnie wyższy niż partii Kaczyńskiego, bo to nie tylko arytmetyka wyników Koalicji Obywatelskiej, PSL, SLD, a nawet Kukiza ’15, ale też komitetów wyborczych lokalnych polityków, którym z pewnością bliżej do opozycji niż do PiS.

Partia Kaczyńskiego nie utrzymała stanu posiadania, jeżeli uwzględni się, jakie środki propagandowe, finansowe i kłamstw zostały użyte podczas kampanii. Ich natężenie nie było dotychczas znane w kraju. Podobne nasilenie propagandy goebbelsowskiej jest używane w dyktaturach i autokracjach, w których wynik PiS byłby uznany za klęskę, a autorzy kampanii daliby głowę na ołtarzu reżimu.

PiS nie ma już za wiele amunicji politycznej oprócz jednego środka i on zostanie niewątpliwie użyty, a jest nim wzmożenie rewolucji prawicowej. Czym się objawi? W najbliższym czasie dojdzie do zderzenia z unijnymi instytucjami, Kaczyński i jego faworyt Mateusz Morawiecki nie wycofają się z tzw. reformy sądowniczej, nie będą respektować wyroków Trybunału Sprawiedliwości UE. Jak miecz Damoklesa będą wisieć nad władzą PiS sankcje finansowe i otrzymają dużo mniejsze środki z unijnego budżetu niż oczekują. Przekonaliśmy się, jak marnym negocjatorem jest Morawiecki, potrafi tylko wykonywać polecenie przełożonych, tak było w BZ WBK, tak jest w rządzie.

PiS nie ma za co kupować elektoratu, a przegrał sromotnie z PSL na wsi, więc uderzy w media, które w umyśle Kaczyńskiego są winne temu, że występują przeciw jego partii. Każda w tej sferze decyzja zawłaszczenie partyjnego wywoła reperkusje międzynarodowe.

Wyborcy zauważą, że coś jest nie tak ze „zwycięstwem”, które ogłosił prezes Kaczyński, PiS jest niekoalicyjny, tak jak prezes niewybieralny. Zwłaszcza pretensje wyrażą partyjne doły w terenie, które liczyły na frukta w samorządach, a takich nie będzie. Odpowiedzialność za ten stan zwalą na lokalnych posłów, a ci zmuszeni zostaną knuć przeciw swoim ministrom. Władza PiS niespójnie zachowa się przy każdej trudniejszej decyzji, przy każdym kryzysie, a te przyjdą z zewnątrz i ze strony opozycji. To rodzić będzie konflikty wewnątrz PiS, nad którymi nie zapanuje schorowany prezes, Morawiecki zaś nie ma posłuchu w aparacie partyjnym.

Bardzo dużo zyskuje na wyborach samorządowych szczególnie jeden polityk, mianowicie szef Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna. Uważany będzie za tego, który nie przegrał mimo zmasowanego ataku PiS, ciągle należy podkreślać, że w natężeniu dotychczas niespotykanym. Ci którzy się obronili, obsadzili swoich prezydentów w największych miastach w Polsce, z automatu – jak to w kulturze popularnej – uważani są za bohaterów kultowych, traktowani jak charyzmatyczne postaci.

Schetyna ma szanse ma mityzację swojej osoby, urósł przy Rafale Trzaskowskim, Hannie Zdanowskiej i Jacku Jaśkowiaku, a Kaczyński zmniejszył się do wielkości wójta bądź burmistrza z Pcimia. Tak działa podświadomość i takie będzie postrzeganie „wygranej” PiS.

Do wyborców dotrą wielkości zwycięstw. W Warszawie wygrał Trzaskowski, a w Pcimiu jakiś Daniel Obajtek. Zatem Koalicja Obywatelska, a wraz z nią przewodniczący Schetyna będą się mieli do PiS i Kaczyńskiego, jak stolica kraju do owego Pcimia.

Poważnej polityki nie da się prowadzić w Pcimiu, bo w takich miejscowościach można uprawiać tylko kompleksy. I na to skazany jest PiS – na kompleksy Kaczyńskiego, które jeszcze bardziej mu urosły.

Większość wyborców PiS, Kukiz’15, SLD, Wolności i Ruchu Narodowego to mężczyźni. Kobiety dominują wśród wyborców Koalicji Obywatelskiej, PSL, Bezpartyjnych Samorządowców, Razem i Zielonych. Więcej map i analiz w materiale Sonara: 

Reklamy

3 komentarze do “Morawiecki, tajna broń Koalicji Obywatelskiej

  1. Hairwald Autor wpisu

    Reblogged this on Hairwald i skomentował(a):

    Jak bystro zauważył Sławomir Sierakowski Mateusz Morawiecki jest takim Konradem Wallenrodem PO w tych wyborach, a ja myślę, że jest obrotowym Konradem Wallenrodem. Etatowym zdrajcą, co mu się każe powiedzieć, to wypluje własnymi ustami. Wallenzdrajca szlus

    Odpowiedz
  2. Pingback: Osoba Ziobry grozi sepsą | Holtei

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s