Ziobro raz się pomylił i rzekł prawdę, iż PiS wyprowadza Polskę z Unii Europejskiej

Morawiecki chciałby Ziobrę wyrzucić?

„Nie mam żalu do Ziobry” – zapewniał w Polsat News prezes Kaczyński, ale wydaje się, że to tylko dobra mina do złej gry, co potwierdzają wypowiedzi innych polityków partii rządzącej.

Sprawa dotyczy wniosku, jaki na początku października minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wysłał do Trybunału Konstytucyjnego. Nie informując nikogo prokurator generalny chce, aby TK uznał „art. 267 traktatu o funkcjonowaniu UE, który umożliwia sądom krajowym zadawanie pytań prejudycjalnych Trybunałowi Sprawiedliwości UE, został uznany za niezgodny z Konstytucją RP, jeśli pytania będą dotyczyć „ustroju, kształtu i organizacji władzy sądowniczej”.

Samowolka Ziobry, która wyszła na jaw tuż przed wyborami samorządowymi i która stawia wyraźne pytanie co do przyszłości Polski w UE, wywołała złość wśród partyjnych kolegów.

Minister sprawiedliwości próbuje ratować sytuację tłumacząc, że wywoływanie polexitu to zwykła manipulacja. W wystosowanym oświadczeniu zapewnił, że wniosek nie jest próbą wyprowadzenia Polski z UE, ale jego istotą „jest zbadanie kompetencji polskich sądów do występowania z pytaniami w sprawach, które nie są objęte regulacją prawa europejskiego. Ostatnio niektóre polskie sądy kierowały pytania, które były próbą obrony przywilejów zawodowych. Tymczasem zdaniem polskiego rządu o ustroju sądów decyduje wyłącznie prawo krajowe”.

Zupełnie innego zdania są politycy opozycji, a także konstytucjonalista prof. UW Marcin Matczak, który mówi, że „po korzystnym dla Ziobry wyroku będziemy mieli dwa rodzaje pytań – dobre i złe. Po pytaniu prejudycjalnym polskiego sądu, a w szczególności po odpowiedzi Trybunału UE Ziobro będzie mógł powiedzieć: szanujemy UE, ale to pytanie jest, niestety, niekonstytucyjne. Da to prawo ignorowania decyzji Trybunału, co jest jednoznaczne z podłożeniem bomby pod nasze członkostwo w Unii.

Od wniosku Ziobry odżegnują się politycy PiS, a także sam premier, z którym minister sprawiedliwości od dawna toczy spór. Czy w przypadku słabych wyników w wyborach samorządowych Ziobro poniesie konsekwencje swojej samowolki? Czas pokaże, ale pojawiają się już spekulacje o możliwości wysłania prokuratora generalnego do europarlamentu.

Kolejne środki przekazano ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości na konta podmiotów Tadeusza Rydzyka. Zbigniew Ziobro to jedyny silny stronnik redemptorysty pozostały w rządzie po dymisji Jana Szyszki i Antoniego Macierewicza. Jak donosi “Super Express” toruński biznesmen ma domagać się powrotu tego ostatniego na ministerialne stanowisko, co więcej, opracował już ponoć nawet plan, jak do tego doprowadzić.

Nie jest tajemnicą, że współpraca partii Jarosława Kaczyńskiego z redemptorystą nie opierała się na wzajemnej sympatii. Mimo tego Prawo i Sprawiedliwość korzystało do tej pory z wpływu mediów Tadeusza Rydzyka na istotną część elektoratu, udzielając ludziom Rydzyka miejsc na swoich listach wyborczych. Do frakcji toruńskiej należą m. in. wymienieni byli ministrowie, posłanka Anna Sobecka, czy pozbawiony ostatnio członkostwa w partii exposeł Andrzej Jaworski.

“Mamy media publiczne, więc media o. Rydzyka nie są nam aż tak potrzebne” – powiedział SE ważny polityk PiS.

Informator z środowiska ojca Rydzyka wypowiedź skwitował następująco, zdradzając alternatywny plan: “Jeszcze do nas przyjdą… Jest nawet pomysł, aby stworzyć alternatywne wobec PiS listy do PE, na których mógłby się znaleźć m.in. Macierewicz. Czekamy. Na pewno ojciec Rydzyk chce jego powrotu do rządu. Jeśli będzie miał zapewnienie w tej kwestii, to odpuści temat budowy list”.

Marek Ast z PiS, pytany o szanse powrotu Macierewicza do rządu odpowiedział: “To, czy wróci on do rządu, zależy od premiera i przyszłego rozdania po wyborach parlamentarnych. […] Każdą uwagę ze strony ojca dyrektora przyjmujemy z szacunkiem i jeżeli ona jest trafiona to wtedy należy z pokorą głowę pochylić”.

Spięcie na linii Rydzyk-Prawo i Sprawiedliwość dało o sobie znać choćby podczas wrześniowej fety z okazji corocznego Dziękczynienia Radia Maryja. Mimo przekazania w sumie ponad 164 mln zł na interesy Tadeusza Rydzyka, obecna na niej reprezentacja PiS usłyszała“My w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej pracujemy dla ojczyzny. Studiujący u nas muszą zapłacić. Czy to jest sprawiedliwe? Czesne nie jest duże, ale jest. Dlaczego na jakiś uniwersytet pieniądze daje rząd – miliard czy dwa miliardy, a tutaj nic? […]Dlaczego pieniądze idą na uniwersytety, które są przesiąknięte lewactwem, gender, a wykładowcy są często demoralizatorami przeciwko Bogu i ojczyźnie? Tam ministerstwo daje środki, pomimo tego, że rządzi prawica, a tutaj nie”.

Wtedy stwierdził też, że PiS myśli, iż „Radio Maryja to środowisko, które daje im 1-2 procent głosów, więc nawet jeżeli więc ci ludzie by na nich nie głosowali, to i tak wygrają”. W istocie Prawo i Sprawiedliwość dużo zyskało na przejęciu telewizji publicznej i eksploatuje ją do granic topornej propagandy. Partię Kaczyńskiego czeka jednak wielka wewnętrzna walka o władzę z Zbigniewem Ziobrą oraz, jak mówią coraz częstsze pogłoski, dymisja premiera Morawieckiego. Nie jest więc wykluczone, że PiS zabłaga o poparcie strategicznego sojusznika wcześniej niż zamierzało, co czyni powrót Macierewicza do rządu realnym.

Środowy występ prezesa Kaczyńskiego w Polsacie to klasyczny przykład zarządzania kryzysem. U progu wyborów samorządowych PiS ma dwa problemy: nagrania z wypowiedziami Mateusza Morawieckiego, kiedy był jeszcze u boku Tuska, i odebraną jako zapowiedź polexitu akcję prawną ministra Ziobry w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości.

Kto chce wierzyć Kaczyńskiemu, że Morawiecki to człowiek empatyczny, a nie zimny gracz o swoje, ten niech wierzy. Prawda jest taka, że wierchuszka pisowska spanikowała po wycieku nielegalnych nagrań, w których Morawiecki mówi rzeczy moralnie dyskwalifikujące.

A to przecież Kaczyński namaścił go na premiera i broni go jak żadnego innego polityka swojej partii. Więc ewentualne straty wizerunkowe i wyborcze po nagraniach i akcji Ziobry obciążą też konto samego prezesa.

W tej sytuacji szefowie propagandy pisowskiej doradzili ratunkowy wywiad w prywatnej telewizji, a nie w jawnej tubie partyjnej, jaką stały się media dawniej publiczne. Przy okazji Polsat zapunktował w elektoracie „zjednoczonej prawicy” i umocnił poza nim wrażenie, że dołącza do „dobrej zmiany”. Co poza tym elektoratem raczej chwały stacji nie przysparza.

Kaczyński zagrał w Polsacie zdartą płytą: czarne jest białe, delfin Morawiecki jest the best, opozycja jest the worst. Kiedy prezes bajdurzył o pasożytach przywlekanych przez uchodźców, to był to dla jego zwolenników akt odwagi przeciwko brukselskiemu dyktatowi, kiedy Schetyna użył słowa „szarańcza”, to był to zdaniem prezesa język goebbelsowski.

Kiedy nielegalne nagrania służyły do walenia w PO, PiS wołał: larum! Kiedy pokazują obecnego premiera jako człowieka bez moralnych skrupułów, za to z obrotowymi poglądami, Kaczyński usiłuje je zbagatelizować: ot, Mateusz sobie prywatnie pogadał, a który mężczyzna nigdy nie przeklął? No, może z wyjątkiem księży.

OK, to już wiemy, że Kaczyński na „Kler” nie poszedł. Jego prawo, choć jako lider ma obowiązek wiedzieć z autopsji, dlaczego na film Smarzowskiego walą tłumy: na dziś już ponad trzy miliony widzów.

W sprawie polexitu usłyszeliśmy, że PiS chce być w UE, a Kaczyński był pierwszym w Polsce politykiem namawiającym do wstąpienia. Kto chce, niech wierzy. Czy operacja ratunkowa się prezesowi udała, zdecydują w niedzielę obywatele. Oczywiście pod warunkiem, że jak najliczniej pójdą oddać głos.

Wyświetlanie napisu na fasadzie jednego z najbardziej rozpoznawalnych budynków w Polsce będzie trwało przynajmniej tydzień (a więc obejmie także dzień wyborów – 21 października). Na taki okres udało się zebrać pieniądze w ramach zrzutki w internecie. Koszt tygodnia wyświetlania to aż 30 tys. zł. Ruch zapowiada, że jeżeli darczyńcy wpłacą więcej pieniędzy, grafika na fasadzie PKiN może być widoczna dłużej, np. aż do drugiej tury wyborów. Pojawiły się więc pytania o celowość i sens takich wydatków.

W co najmniej czterech z sześciu największych metropolii czeka nas dogrywka 4 listopada

Poróżnieni w idei

Wysokie koszty tej akcji wywołały wiele krytycznych komentarzy – Obywatelom RP stawiane są pytania, czy nie lepiej przeznaczyć tych pieniędzy na działania wspierające protesty obywatelskie (np. na edukację, pomoc prawną czy inne działania prodemokratyczne), a także kwestie dotyczące samej idei, przypominające, że konstytucję należy stosować w działaniu, a nie promować samo hasło.

„Konstytucja to nie jest w naszym plemieniu (i w ogóle w żadnym porządku) odpowiedź na pytanie podstawowe i nie stanie się takim, choćby napis zawisł na Pekinie do końca świata. To jest sublimacja idei i działań, z którą nigdy w swej masie nie zmierzyliśmy się – czytamy w jednym z komentarzy. – Pytania podstawowe i odpowiedzi na nie leżą – tak mi się wydaje – trochę gdzie indziej, a my zestawiamy uparcie dojrzałe, subtelne relacje obywatel–wspólnota i obywatel–państwo z kwestiami natury bytowej i psychologicznej”.

Skąd ten pośpiech w reformowaniu wymiaru sprawiedliwości

Za 30 czy 60 tys. zł (o ile uda się je zebrać) można zrobić bardzo wiele konkretnego. „Jak myślę o tym w kontekście np. zamknięcia hostelu dla osób LGBT zagrożonych bezdomnością czy rodzin migranckich, które żyją z grzybem na ścianie, albo wyzyskiwanych lokatorek, to na serio mi słabo… – to kolejna wypowiedź. – [Albo w kontekście] organizacji antyprzemocowych, które żebrzą o każdy grosz, czy inicjatyw antydeportacyjnych. Każdej sprawy, która faktycznie pokazuje, że w Polsce łamie się prawa człowieka i obywatela. Po raz kolejny symbol przerósł znaczenie”.

Wydaje się, że dyskusję sprowokowały przede wszystkim koszty tej akcji, bo komentarze nie pojawiały się tak licznie, gdy na początku października dzięki inicjatywie Obywateli RP administracja Sądu Najwyższego na polecenie I Prezes wywiesiła na fasadzie budynku wielki transparent z napisem „Konstytucja”.

Pomniki w koszulkach z napisem „KonsTYtucJA”. Co na to władza?

„Niech takie napisy pojawią się wszędzie tam, gdzie wciąż są ludzie, którzy poczuwają się do obowiązku wobec konstytucji. Ci, którzy dzisiaj niewinne i bezbronne słowo »konstytucja« czytają jak zniewagę, niech wiedzą, że kiedy stracą władzę, to samo prawo najwyższe będzie gwarancją ich wolności i godności, a niezawisłe sądy ochronią ich przed odwetem. To właśnie takiej Polski bronimy” – nawoływali wówczas w swoim apelu Paweł Kasprzak z Obywateli RP i Władysław Frasyniuk.

To ważne słowa, ważne szczególnie w praktyce. Ale może napis i akcja wywieszania koszulek czy transparentów z „Konstytucją” bez głębszej podbudowy dla odbiorców i mediów to umniejszenie pojęcia najważniejszego polskiego aktu prawnego? Na pewno dla niektórych. Bo z punktu widzenia części tych aktywistów i aktywistek, którzy podejmują realne działania w obronie zapisów Konstytucji RP (np. blokowali wstęp do biura przepustek Sejmu, by obnażyć bezprawne zakazy wstępu do parlamentu, jakimi ich objęto, lub uczestniczyli w tzw. kontrmiesięcznicach w imię wolności do manifestacji), to jedynie błaha akcja medialna. Akcja pusta w swych znaczeniach, pusta, bo odwracająca uwagę od nadużyć władzy wykorzystującej instrumentalnie pewne przepisy do własnych celów. W tym do wywoływania tzw. efektu mrożącego w obywatelach.

Oto fragment jednego z komentarzy właśnie takiej aktywistki: „Akcja Konstytucja [plakaty, koszulki na pomnikach] miała swoje walory, ale one moim zdaniem już się wypaliły, a i my działamy na straszliwą tego pojęcia dewaluację. Wypaliły się, bo pozostały w sferze romantycznej symboliki i nie zostały wniesione na wyższy pułap; a może paradoksalnie na niższy, bo zanim zaczniesz recytować Miłosza, upewnij się, że znasz i rozumiesz alfabet [pojęć]”.

Marsze KOD pokazały społeczny sprzeciw. Obywatele RP walczą

Co na to wszystko Obywatele RP?

– Sukces zbiórki mnie trochę zdziwił. Świadczy moim zdaniem o tym, że „nasza strona” jest głodna symboliki godnościowej. Pałac Kultury to, cokolwiek by nie mówiła propaganda, czytelny symbol kulturowy nie tylko Warszawy, ale i Polski (przypomnę choćby „Małą apokalipsę” Konwickiego). Konstytucja wyświetlona na nim zaspokaja potrzeby godnościowe tych, których obecna władza otwarcie wyrzuca poza polskość. Wygląda na to, że działając trochę po omacku, dotknęliśmy czegoś dla części obywateli bardzo ważnego. Mam też nadzieję, że trochę się tym dołożymy do upowszechnienia pojęcia patriotyzmu konstytucyjnego i związanego z tym pojęcia narodu politycznego – wyjaśnia Magdalena Pecul-Kudelska z Obywateli RP.

– Krytyka akcji jest oczywiście zrozumiała – w końcu 30 tys. zł to niebagatelna suma, a i nie wszyscy przywiązani są do symboli. Po części też wynika z tego, że akcja widziana jest jako izolowana, a w istocie jest to część działań rozpoczętych przez nas wywieszeniem baneru na budynku Sądu Najwyższego, a jeszcze wcześniej przez KOD ich na wpół humorystycznymi akcjami „pomnikowymi” – wyjaśnia dalej. – My to traktujemy bardzo poważnie – napis „Konstytucja” jest znakiem instytucji (sądów, samorządów, redakcji mediów), które nadal odgrywają swoją przewidzianą w niej rolę, a nie stały się narzędziami partii rządzącej. Zawisł już na niektórych budynkach samorządowych (m.in. w Gorzowie Wielkopolskim, Sopocie, Gdańsku i Wrocławiu, 17 października zawiśnie w Poznaniu) i na budynku redakcji POLITYKI. To wezwanie, za Timothym D. Snyderem, do obrony niezależnych instytucji. Niewiele już ich zostało – samorządy, media, być może komisje wyborcze, częściowo sądy. Musimy dołożyć starań, by pełniły swoją konstytucyjną funkcję. Do plakatowania konstytucją zamierzamy też zachęcić indywidualnych obywateli, traktując to jako formułę odpowiednią na stulecie niepodległości Polski. W końcu to, czym jest Polska, jest zapisane w konstytucji.

Statuetka za dekorację z konstytucją

Głos zabrał także lider Obywateli RP Paweł Kasprzak. W jego tekście pojawiają się jednak tak zadziwiające kwestie, że trudno nie odnieść wrażenia, że są to raczej zawoalowane tłumaczenia niż przemyślany plan działania. Oczywiście Kasprzak potrafi mówić wzniośle o najważniejszym polskim akcie prawnym, nie raz to robił przy okazji kontrmiesięcznic itd. Sam podejmował też realne, oddolne akcje pokazujące, jak stosować prawa zawarte w konstytucji w praktyce. Domagał się szanowania konstytucji, wraz z innymi Obywatelami RP i aktywistami na własnej skórze sam sprawdzał reakcję władzy.

Tym razem jednak, obok wielkich słów, sprowadza problem do kilku przyziemności. Pisze np.: „Dziś, 17 października, plakat »Konstytucja« autorstwa Luki Rayskiego drukuje w formacie A2 »Gazeta Wyborcza« w całym swoim nakładzie. (…) Policzmy się. Niech plakaty z konstytucją pojawią się w naszych oknach. Drukując plakat, pomyślmy o kopiach dla sąsiadów. Odwiedźmy ich – może zrobią to samo. Fundacja Obywateli RP ogłasza konkurs na najlepiej udekorowane konstytucją budynki mieszkalne. Nagrodą będzie statuetka postaci z naszego znaku”.

Twórca plakatu „Konstytucja” opowiada POLITYCE o sztuce protestu

Czyli co? Rywalizujmy ze sobą o nagrodę, bo to teraz na czasie, bo inni to też zrobią, bo to modne? Niestety za mało – moim zdaniem – w tych słowach (bolesnych przecież) wspomnień praktyka. Kasprzak pisze także o tym, że ruch spodziewa się zarzutów o złamanie ciszy wyborczej, bo napis będzie wyświetlany m.in. 20 i 21 października. Dlaczego w ogóle o tym wspomina? Konstytucja jest przecież apolityczna, jest aktem nas wszystkich. Mówienie o tym, że w ogóle może być inaczej (nawet jeżeli już były przykłady upolitycznienia tej kwestii), to czysta prowokacja. „Jeśli dziś konstytucja jest głosem w politycznym konflikcie, to dzieje się tak dlatego, że stroną tego konfliktu są siły dokonujące zamachu stanu. Ich deklaracje o politycznym wymiarze prawa są z ducha bolszewickie. Niech te deklaracje władzy staną się jasne dla wszystkich obywateli niszczonego” – czytamy w tekście (oświadczeniu?) lidera. Potem pojawia się lekkie w swej formule nawiązanie do najtragiczniejszej porażki opozycji ulicznej, czyli do samobójczej śmierci Piotra Szczęsnego (Szarego Człowieka). „Zapraszamy w przedwyborczy wieczór na pl. Defilad w Warszawie. Dzień po rocznicy samospalenia Piotra Szczęsnego – niech znak »Konstytucja« ma moc przebudzenia, o którym pisał do nas w tamtym tragicznym apelu” – pisze Kasprzak.

Trudno określić, co ma na myśli, szczególnie w tym dramatycznym kontekście, bo już chwilę później nawiązuje do Święta Niepodległości. Ale aż nie chce się wierzyć, że lider Obywateli RP oczekuje przebudzenia społecznego w zasadzie „z niczego”, bo z powodu rozpromowania plakatu czy samego hasła.

Od czasu samospalenia minął już prawie rok, a ruchom obywatelskim, mimo ich setek działań i akcji, nie udało się sprawić, by ludzie naprawdę masowo wyszli na ulice. Aby wyszli i na niej zostali w obronie praw zapisanych właśnie w konstytucji. A teraz ma to sprawić błaha znaczeniowo akcja? Błaha, bo nie idą za nią (jak na razie) większe działania dotyczące edukacji konstytucyjnej, prawnej, społecznej. Jest za to prowokacja – oby do prawdziwej dyskusji, a nie tylko do kolejnej politycznej, przedwyborczej przepychanki na oskarżenia i obelgi.

Popkultura może służyć

Nie potępiajmy jednak w czambuł ewentualnego potencjału, bo taki oczywiście istnieje. W końcu – z drugiej strony – wieszanie napisów „Konstytucja” na pomnikach to ogromna kampania prodemokratyczna, zainicjowana przez Komitet Obrony Demokracji, podjęta przez wiele osób prywatnych, a teraz także przez Obywateli RP.

Nawiązywanie do polskiej konstytucji przez znane postaci muzyki – Rogera Watersa, Micka Jaggera czy Bono – obiegło wiele krajów świata, co znacząco przyczyniło się do przebicia się informacji o zmianach systemowych, jakie obecnie w Polsce przebiegają. Także w reakcjach polskich polityków, w działaniach policji wobec niewinnej przecież akcji wywieszania koszulek z napisem „Konstytucja” na pomnikach zarówno dziennikarze, jak i widzowie czy czytelnicy mediów często dostrzegali swoistą nadgorliwość władzy. Czy trzeba czegoś więcej?

PiS z pomocą policji walczy z obywatelami. Brzmi znajomo

Trzeba. Aby taki spontaniczny pozornie projekt przełożył się nie tylko na bezrefleksyjne wywieszenie kolejnej koszulki na kolejnym pomniku dla własnej popularności, ale na podejmowanie przez obywateli działań mających na celu coś więcej, musi za nim iść określona akcja edukacyjna lub społeczna. Także częściowo popkulturowa. Np. taka, jaką wywołały w latach 40. historie o komiksowym Supermanie, który zaczął walczyć z Ku Klux Klanem. Emisja kolejnych odcinków „The Adventures of Superman” z serii „Clan of the Fiery Cross” z tym właśnie wątkiem (powstałym zresztą na podstawie prawdziwego śledztwa dziennikarskiego) na falach amerykańskiego radia miała niebagatelny wpływ na zniesienie Apartheidu w USA. Miała, bo nie tylko ujawniła skrywane fakty, obnażyła bolesną prawdę, ale i wypromowała u młodych ludzi określone zachowania, pokazywała wartości płynące z szacunku wobec drugiego człowieka, równości ludzi oraz potrzeby tolerancji.

Podobnym przykładem wykorzystania popkultury do krzewienia wyższych idei była muzyka (a dokładniej teksty piosenek) w historii różnych konfliktów politycznych. Tu można wspomnieć ogromny rynek podziemnych rockowych nagrań w czasach PRL w Polsce, niesamowitą muzyczną historię z RPA opisaną w słynnym filmie dokumentalnym „Sugar Man”, boom nagrań i koncertów hippiesowskich w czasach wojny w Wietnamie czy choćby rolę artystycznej wizji „The Wall” Pink Floyd.

Akcja przyniesie więcej szkody niż pożytku? Niekoniecznie

Jeżeli to zbyt odległe propozycje, wystarczy spojrzeć na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. To nie jest tylko wielka charytatywna zbiórka pieniędzy. To są wieloletnie programy edukacyjne, regularne szkolenia na temat pierwszej pomocy w szkołach, nauka wrażliwości i empatii prowadzona na różne sposoby. To też „stylowe” podziękowania dla młodych – poprzez koncerty i rozmaite programy na Przystanku Woodstock (obecnie Pol’and’Rock). To edukacja medialna. A efekt? Tysiące osób zaangażowanych, samodzielnie i oddolnie organizujących rozmaite wydarzenia w ramach WOŚP. W różnych wsiach, miasteczkach czy miastach, z różnych środowisk, osobno, a jednak wspólnie.

Czy więc napis „Konstytucja” na pomnikach, budynkach, koszulkach ma szansę wpłynąć na jakąś przemianę w Polsce? Sam napis na pewno nie – wytworzenie mody na coś to jeszcze nie sukces. Moda nie jest przecież tym samym co zbudowanie poczucia wspólnoty, a już na pewno nie tym samym co obudzenie świadomości bycia sprawczym i posiadania realnego wpływu na wydarzenia. Niemniej dobrze poprowadzona kampania obywatelska na fali takiej mody już może wywołać zmianę postrzegania samych siebie wobec wartości określonych w prawie. Jeżeli jednak za napisem „Konstytucja” wywieszanym na murach będzie tylko sam mur – akcja przyniesie więcej szkody niż pożytku.

Początek wyświetlania napisu Konstytucja na PKiN zaplanowano 20 października o godz. 18. O tej godzinie przed głównym wejściem do gmachu będzie można się spotkać z Obywatelami RP.

Ile kradną pisowcy? Zobacz >>>

Waldemar Mystkowski pisze o „skoordynowanej” akcji PiS – „dzień śrubokręta”.

W rolach głównych tym razem wystąpili Zbigniew Ziobro i ambasador w Brukseli Andrzej Sadoś.

Dzień świstaka ponoć zdarza się raz na rok, ale jego charakterystyką jest powtarzalność i może trwać bardzo długo, jeżeli nie potrafimy sobie z nim poradzić. W Polsce dzień świstaka trwa circa 3 lata. Dzień świra – wiadomo, dzień w dzień, acz natężenie świrowania jest różne. Dzisiaj 17 października 2017 przeżywamy dzień śrubokręta, który najzgrabniej podsumował Donald Tusk, bo to on symbolicznie został zaatakowany śrubokrętem.

Najpierw wieść gruchnęła, że Zbigniew Ziobro używa śrubokręta, aby jak najszybciej odkręcić Polskę od Unii Europejskiej, bo tym jest skierowanie wniosku do pisowskiego Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niekonstytucyjności prawa polskich sędziów do zadawania pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. A to znaczy, iż minister sprawiedliwości i prokurator generalny pyta o potwierdzenie, iż w Polsce nie obowiązuje prawo unijne, więc nie trzeba go przestrzegać, ani nie jest nadrzędne do prawa stanowionego w kraju. Ziobro w konsekwencji tak naprawdę stwierdza we wniosku, że traktat akcesyjny jest nieważny.

Konsekwencją odpowiedzi TK – nie wątpimy, że magister Julia Przyłębska przyzna Ziobrze rację – jest nieuznanie wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE, czyli w Polsce obowiązuje tylko bezprawie PiS. A bezprawiem nazywam takie obowiązywanie prawa, w którego przestrzeni sądy są zależne od partii i przestały być niezależną władzą sądzenia – jednym z trzech filarów systemów demokratycznych. Prof. Wojciech Sadurski w krótkiej tweeterowej analizie wniosek Ziobry scedował na jego „znajomość” prawa i określił ministra i prokuratora określeniem „Panie Nieuku”.

Ziobro jednak po południu obudził się z ręką w nocniku. Opublikował komunikat na stronach Prokuratury Krajowej, odkrywając Amerykę: – „Polska należy i będzie należeć do Unii Europejskiej. Jej unijny status musi być silny, nie gorszy niż innych państw. Nie możemy mieć mniej praw niż Niemcy czy inne kraje członkowskie”.

Co mają Niemcy do nieznajomości prawa Ziobry, nie wiem, ale fajerka mu pod siedzeniem przypiekła, tym bardziej, że jego zwierzchnik Mateusz Morawiecki jedzie do Brukseli, aby mamić władze unijne. Lecz tam doszło do naprawdę śmiesznej sytuacji mrożkowskiej. Ambasador Andrzej Sadoś został złapany in flagranti z śrubokrętem w dłoni podczas wykręcania śrub przy tablicy w siedzibie Stałego Przedstawicielstwa Polski przy UE, ponieważ na niej jest nazwisko Donalda Tuska. Tablica upamiętnia ceremonię otwarcia Przedstawicielstwa, na którą premier Tusk zaprosił wierchuszkę unijnych instytucji – przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka, przewodniczącego Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya i przewodniczącego Komisji Europejskiej José Manuela Barroso. No i popatrzcie wszyscy się wówczas zjawili.

A więc – dzień jak co dzień – dzień świra przemienił się w dzień śrubokręta. Donald Tusk ma cierpliwość lekarza zakładu zamkniętego. Opublikował na Twitterze diagnozę Polski: – „Mniejsza o tabliczkę. Ważne, żeby Polski nie odkręcili od Unii Europejskiej”.

Reklamy

2 komentarze do “Ziobro raz się pomylił i rzekł prawdę, iż PiS wyprowadza Polskę z Unii Europejskiej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s