Suski, Wassermann, Jaki, Morawiecki – niedorobieni charakterologicznie i intelektualnie

Małgorzata Wassermann (kandydatka PiS na stanowisko prezydenta Krakowa) zorganizowała swoje spotkanie wyborcze w jednym z krakowskich kościołów.

Patryk Jaki i jego sztab chyba powinni cofnąć się do szkoły podstawowej i jeszcze raz zapoznać się z zasadami polskiej ortografii. Na plakatach bliskiego współpracownika Jakiego przeczytać bowiem można, że Sebastian Kaleta kandyduje z PiS do rady warszawskiej dzielnicy Praga- Połódnie!

„Ze sztabu kandydata Patryka Jakiego wyciekły tajne mapy Farszafy” – napisał Szymon Komorowski i dołączył do wpisu „nowe” prześmiewcze nazwy warszawskich dzielnic. – „Intelektualny szturm na Warszawę pisowskich elit kadrowych”; – „To przekaz skierowany do ciemnego lódó”; – „To jest ta nowa dzielnica Jakiego?” – komentowali internauci.

 

Kaleta tłumaczył się, że to nie on jest winien, tylko… grafik. Nie jest jednak dla nikogo tajemnicą, że przed wysłaniem czegokolwiek do druku, zlecający dostaje projekt do zaakceptowania. No, ale może te reguły nie obowiązują w świecie Sebastiana Kalety i Patryka Jakiego…  – „Nie potrafią dopilnować takich małych rzeczy, a chcą zarządzać miastem????” – zapytał jeden z internautów.

„Parafia Św. Stanisława Kostki w Tarnowie, ks. proboszcz na zakończenie mszy:
„Za tydzień wybory. Oczywiście głosujemy zgodnie z własnym sumieniem, ale przypominam, że głosowanie na wrogów Ojczyzny to grzech. A na prezydenta kandyduje Kazimierz Koprowski (PiS) i na niego warto zagłosować, oczywiście zgodnie z sumieniem” – zacytował na Facebooku wypowiedź księdza Marcin Pulit. Pulit, przed „dobrą zmianą” prezes Radia Kraków, w rozmowie z „Wyborczą” potwierdził, że takie właśnie słowa padły z ust proboszcza.

Natomiast na stronie internetowej parafii proboszcz Zbigniew Krzyszowski „ograniczył się” do stwierdzenia”: – „Popieranie wrogów ojczyzny i Kościoła jest poważnym nieporządkiem moralnym”. Zapytany przez dziennikarzy „GW”, dlaczego umieścił taki wpis, odparł, że zrobił to po obejrzeniu… w TVP bloku wyborczego. Według niego, niektórzy kandydaci mówili o zniesieniu lekcji religii w szkołach i opowiadali się przeciwko finansowaniu Kościoła.

W związku z tym ksiądz Krzyszowski powiedział, że podczas kazania „wypadało mu powiedzieć, by ludzie poszli i zagłosowali, a także na kogo” – pisze „GW”. Dodał, że zna kandydata PiS na prezydenta Tarnowa Kazimierza Koprowskiego, bo obaj ukończyli Katolicki Uniwersytet Lubelski.

Andrzej Karmiński na koduj24.pl pisze o wyborczych twarzach i słownictwie nie tylko PiS.

Kandydaci wykonują niezborne ruchy, przedstawiciele komitetów wygadują dużo więcej głupstw niż zazwyczaj, kłamstwa fruwające w eterze są bardziej prymitywne a słownictwo bardziej ordynarne.

Trudno nie odnieść wrażenia, że tym razem kampania wyborcza jest jakaś nienaturalna, nawet jak na polskie obyczaje. Zapewne wpływa na to powszechna świadomość, że w tych wyborach, pierwszych z czterech, mniej chodzi o, szkoły, przedszkola, żłobki, parkingi, placówki kultury, czy dziurawe drogi, a bardziej o to, czy grupa trzymająca władzę przejmie kontrolę nad samorządami, a tym samym znakomicie ułatwi sobie zwycięstwo w wyborach parlamentarnych. Ale pominąwszy ten aspekt kampania i tak jest dziwna, nierealna i często przeciwskuteczna. Kandydaci wykonują niezborne ruchy, przedstawiciele komitetów wygadują dużo więcej głupstw niż zazwyczaj, liderzy popierających partii plączą się i co rusz przeczą samym sobie, kłamstwa fruwające w eterze są bardziej prymitywne, słownictwo bardziej ordynarne, oszukańcze obietnice mniej zachęcające niż dotąd, a wyborcze „twarze” mają bardziej zawzięty wyraz.

Mimo kompromitujących nagrań i zeznań kelnerów, na wyborczej twarzy PiS nie widać oznak wstydu ani śladu cięgów zadawanych przez komentatorów i opozycję. Premier nie odpowiada na powtarzające się pytanie dziennikarzy o to, które z jego poglądów są prawdziwe: te liberalne z czasów współpracy z platformą, czy obecne, pisowskie i nacjonalistyczne. Mateusz Morawiecki traktuje to pytanie jak potwarz i w odwecie ostrzega, że będzie „rozmawiał ze społeczeństwem ponad głowami mediów”, ponieważ media – o zgrozo – „w większości są w obcych rękach”. Sam kierował bankiem, który był w obcych rękach, więc dobrze wie jak to jest, gdy trzeba być ślepo posłusznym kaprysom zachodniego krwiopijcy…  A co do swoich poglądów, to zapewne uważa, że człowiek wcale nie musi mieć trwałych przekonań, a nawet jak ma, to nie musi o nich wiedzieć, a jeśli przypadkiem coś wie, to przecież nie da się ich sprecyzować tak na zawołanie. I w ogóle jakie znaczenie mają jego poglądy wobec tak znaczących osobistych sukcesów?

Pan premier, spragniony chwały na wysokości (Kasprowego Wierchu, 1987 m npm), odtrąbił kolejny przedwyborczy sukces. Oto udało mu się odkupić Polskie Koleje Linowe. Ceny transakcji nie chciał podać, informując tylko, że jest ona „niezmiernie korzystna”. Rąbka tajemnicy uchylił wicepremier Gliński, który w RMF FM przyznał, że w tej transakcji „przepłaciliśmy, ale niewiele”. Premier nie minął się więc z prawdą, bo cena za PKL naprawdę była „niezmiernie korzystna”. Tyle, że nie dla polskiego budżetu, a dla firmy Altura z Luksemburga, która (wg. źródeł „Gazety Wyborczej”) dostała od naszych podatników pół miliarda zł, czyli ponad dwa razy więcej, niż otrzymaliśmy sprzedając PKL w 2013 r.

PiS wędruje do wyborów opowiadając o miliardach z VAT, odebranych mafiosom. Premier wymienił jak dotąd cztery liczby, bardzo się od siebie różniące i nie wyjaśnia sprzeczności w tych wycenach, uznając wątpliwości wybitnych ekonomistów za kolejną potwarz.  Przedwyborcza taktyka Mateusza Morawieckiego zdaje się polegać na przykrywaniu kłamstwa kolejnym kłamstwem lub oszukańczą interpretacją.  Niedawno na wiecu zawiadomił wyborców PiS, że unijny Trybunał Sprawiedliwości orzekł, iż za smog w Polsce odpowiada PO i PSL. Tymczasem Trybunał po prostu zbadał i ocenił wykonanie dyrektywy unijnej w latach 2007-2015, której polska gospodarka oparta na węglu nie była w stanie terminowo wykonać. Prawdziwym problemem jest fakt, że w ciągu ostatnich 3 lat sytuacja jeszcze się pogorszyła i pogarszać się będzie, bo przed wyborami, licząc na głosy górników, rząd premiera Morawieckiego zawiesił zakaz sprzedaży najgorszych i najbardziej trujących gatunków węgla oraz ogłosił budowę kolejnej już elektrowni opalanej węglem.

Próbę pozyskania głosów wkurzonych policjantów i wściekłych emerytów policyjnych podjęła sejmowa komisja ustawodawcza , która głosami posłów PiS ustaliła, że obcięcie świadczeń za ich pracę po 1990 r. było niezgodne z konstytucją. Przez 2 lata ustawa dezubekizacyjna była zgodna, aż nagle się okazało, że już nie. Potwierdził to nie tylko sejmowi prawnicy (którzy od 2 lat nie zmienili zdania), ale i sam marszałek Kuchciński – przedwyborcza twarz Sejmu – który powiesił nowe stanowisko na sejmowej stronie internetowej oraz wysłał je do Trybunału Konstytucyjnego. Zaraz potem okazało się jednak, że komisja sprawiedliwości się pomyliła, bo ustawa mimo wszystko jest zgodna z konstytucją. Myślę, że w PiS zwyciężyła taka koncepcja: emeryci mundurowi niech się gonią, bo ich liczba i moc wyborcza nie jest wystarczająca, by ryzykować autorytet prokuratora Piotrowicza, który jest twarzą bezprawnych przemian oraz ministra Ziobry – demiurga sądowej rewolty.

Oryginalną twarz kampanii wyborczej swojej partii ujawnił Paweł Kukiz, który w wywiadzie dla Rzeczpospolitej wyznał, że w całej rozciągłości popiera kandydata na prezydenta Warszawy Marka Jakubiaka, z tym, że nie popiera go za bardzo. – Moja sympatia w wyborach samorządowych nakierowana jest na wiele osób, nie tylko na Marka Jakubiaka– wyjaśnił potem na wiecu. Odpytywany przez media zaręczył, że bezwzględnie wspiera kandydata swojej partii na prezydenta Warszawy, precyzując jednak, że „moja sympatia jest niekoniecznie mocno nakierowana na naszego kandydata”. Przecinając wszelkie wątpliwości Paweł Kukiz oświadczył w końcu, że Jakubiak to bardzo dobry kandydat, ale byłoby najlepiej, gdyby prezydentem został ktoś inny, jakaś osoba bezpartyjna i obywatelska, np. Paweł Tanajno, który propaguje demokrację bezpośrednią.

Podczas telewizyjnej debaty kandydatów na prezydenta Warszawy, na wyborczej twarzy macierzystej partii Patryka Jakiego trudno było dostrzec przebłyski geniuszu.  A jednak trzykrotnie mnie zaskoczył. Raz, bo zrezygnował z prezentacji kosmicznych inwestycji i nie licytował się z konkurentami o każde pół metra metra. Po raz drugi, gdy deklarację swojego wystąpienia z Solidarnej Polski wręczył Rafałowi Trzaskowskiemu zamiast prezesowi Ziobro, a po raz trzeci, gdy z uporem politycznego samobójcy obiecywał warszawiakom rozmaite konfitury, powołując się na koneksje z ministrami rządu PiS – jakby nie wiedział, że jest to działanie przeciwskuteczne, bo warszawiacy nie zwykli ulegać szantażystom. Próbowali mu to uświadomić konkurenci, ale niepotrzebnie pomagali, bo Patryk Jaki sam świetnie potrafi się kompromitować. Rozbawił mnie, gdy po zakończeniu debaty, zanim wsiadł do autokaru PiS, z poważną winą przyrzekał, że jego prezydentura będzie absolutnie bezpartyjna.

Zasmucił mnie natomiast Grzegorz Schetyna, prawy policzek wyborczej twarzy Koalicji Obywatelskiej, który zapowiedział zgłoszenie wotum nieufności wobec premiera Morawieckiego. Może i nie będzie to wyłącznie pusty i bezowocny gest, ale robienie z kłamstw premiera sztandarowego tematu kampanii samorządowej – i to w sytuacji, gdy debata sejmowa może się odbyć dopiero po drugiej turze wyborów – świadczyć może o braku pomysłów lub nawet pewnej bezradności.  Poza tym obawiam się trochę, że promując pomysł publicznego rozliczenia premiera Grzegorz Schetyna znowu może paść ofiarą swego krasomówstwa, dostarczając Kaczyńskiemu paliwa do szyderstw i potwarzy.  Wcześniej karierę zrobiła „totalna opozycja”, a ostatnio funkcjonariusze PiS maskują swój atak na sądy powtarzając w kółko nieszczęśliwe wezwanie szefa PO, by zapamiętać sędziów, którzy postępują i orzekają nie tak jak powinni.  Inna sprawa, że żadne potknięcie Schetyny nie przelicytuje wtopy ministra Brudzińskiego, który tak skomentował protest podległych mu służb: „manifestacja służb mundurowych była najliczniejsza od 2009 roku bo się im poprawiło”. Czyli wszystkim, którzy nie manifestują okropnie się pogorszyło i pan Brudziński powinien zacząć się bać.

Obecną kampanię wyborczą nieźle obrazuje sprawa organizacji Marszu Równości w Lublinie.  Prezydent Krzysztof Żuk – twarz PO w regionie lubelskim – zgodził się na ten marsz, po czym nie zgodził się, a następnie zgodził, bo zamieszany w tę sprawę Sąd zauważył, że prawo do demonstrowania poglądów jest ważniejsze od prawa do świętego spokoju władz i policji.  Prezydent Żuk nie zmienił jednak zdania oświadczając po zakończeniu marszu, że skoro narodowcy zgłosili kontrmanifestację oraz chęć rozprawienia się ze „zboczeńcami”, to w dla bezpieczeństwa mieszkańców należało jednak zabronić obu manifestacji. Nie zauważył, że takie rozumowanie otwiera rządzącym możliwość legalnego zablokowania wszelkich ulicznych protestów.  Za każdym razem gdy opozycja zarejestruje demonstrację, to jakieś ugrupowanie na usługach władzy zgłosi kontr protest i sformułuje odpowiednio niebezpieczne groźby. I wtedy, w imię bezpieczeństwa i porządku publicznego, protesty przeciw zawłaszczaniu Polski przez grupę trzymającą władzę ucichną na zawsze.

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o dwóch pisowskich twarzach – najważniejszych w PiS po prezesie.

Grunt to mieć strategię na życie. PiS taką ma – żyć w kłamstwie. Politykom nie przeszkadza taka amoralność, a jak jest z elektoratem partii Kaczyńskiego? Czy to ci spośród Polaków, którzy żyją w kłamstwie rodzinnym, towarzyskim, zawodowym? Jeszcze inaczej: jak ktokolwiek z nas czułby się w towarzystwie kłamcy, miał za przyjaciela chronicznego oszusta? Wydaje mi się, że z kimś takim nie można przebywać, ja nie napiłbym się piwa, bo po pierwszym łyku zwróciłbym.

Kłamcy są zdani na przebywanie wśród swoich, zdani na swoja małość, odizolowanie od innych i od świata. I to jest sposób uprawiania polityki przez PiS. Człowiek wyalienowany, alternatywny zaproponuje innym tylko taki surogat, namiastkę rzeczywistości – nierzeczywistość. Joachim Brudziński –  którego poziom intelektualno-emocjonalny raczej znamy – użycie policji podczas Marszu Równości w Lublinie tłumaczy agresją obydwu stron. Na Twitterze określił to: „chuliganeria jednej i drugiej strony”.

Faszyzujące bojówki, które zaatakowały legalny pokojowy marsz zrównuje poprzez relatywizm moralny swój i swojej partii i tzw. symetryzm, który w tym wypadku da się zobrazować narracją: gdy bandyci napadną twój dom, to jest także twoja wina, bo mogłeś mieszkać pod innym adresem.

Brudziński usprawiedliwia napastników, staje się ich adwokatem – gdyby uczestnicy marszu nie chcieli emancypować się, nie zostaliby napadnięci. „Siła” takiej argumentacji relatywistycznej wskazuje kogo stronę trzyma Brudziński.

W polityce nie jest tak, że dowolnie mogę sobie intepretować zjawisko społeczne, gdyż fałsz nazywania, wywróci uprawianą politykę, a tak dzieje się obecnie z Polską, którą partia Kaczyńskiego wywraca.

Co tam Brudziński, jego zdolności ograniczają się tylko do takiego poziomu tweetowania, na jaki go stać, ale Mateusz Morawiecki jest premierem, który wywraca Polskę i właśnie mam problem po przecinku. Jak mam napisać: … bo jest amoralny, bo ma wywrócony na nice rozum, bo jego system wartości jest bezwartościowy, bo kieruje się interesem własnym, jak owi wyżej wymienieni bandyci, jak złodzieje?

Morawiecki jest wyjątkowego formatu kłamcą, codziennie daje się poznać ta jego cecha charakteru. W Krakowie był powiedzieć: „Jedną z chorób III RP była wyprzedaż majątku, w tym wyprzedaż mediów”. Czyżby podobał mu się PRL, gdzie wszystko było własnością państwa, a może chciałby upartyjnić niezależne media, upisowić.

Kaczyński Morawieckiego upartyjnił. Przecież na taśmie z podsłuchu z „Sowy…” Morawiecki jest kimś zupełnie innym. Dlaczego tak się stało, że Kaczyński go przerobił na kaczyzm, pisizm? Jedna z odpowiedzi jest: Morawiecki jest z plasteliny, nie ma kręgosłupa.

A co do tych wyprzedaży mediów. Porozumieniu Centrum – pierwszej partii Kaczyńskiego – w wyniku prywatyzowania mediów publicznych, w tym gazet, przypadł najlepszy kąsek, mianowicie najlepiej sprzedająca się gazeta „Ekspress Wieczorny”. I co zrobił Kaczyński? Sprzedał ją szwajcarskiemu konsorcjum medialnemu Marquarda. M.in. na tym zbudowany jest majątek PiS, spółka Srebrna.

Zakłamana polityka wywraca wszystko, polityków, którzy ją uprawiają – ale to mniejsza, ich sprawa, jeżeli chcą leżeć w moralnym rynsztoku – wywraca jednak państwo. I taką nam fundują Polskę, wywróconą, wyalienowaną, kraj coraz bardziej wyrzucany z Zachodu, z Unii Europejskiej, bo kto chce przyjaźnić się z takim potworkiem moralnym.

>>>

Reklamy

2 komentarze do “Suski, Wassermann, Jaki, Morawiecki – niedorobieni charakterologicznie i intelektualnie

  1. Earl drzewołaz

    Reblogged this on Earl drzewołaz i skomentował(a):
    Polacy są bardziej dumni z Polski za rządów PO-PSL (37%) niż za PiS (25%) i więcej uważa, że pozycja międzynarodowa Polski była wtedy lepsza (42%) niż obecnie (31%). @pisorgpl @Platforma_org @nowePSL @Nowoczesna @KObywatelska

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s