Tusk w Polsce i jaki przyjemny powiew normalności!

To przykre, ale komuniści nie byli tak brutalni w latach 70. w stosunku do sędziów jak pan prezydent w tej chwili – mówi nam Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego, oceniając działania władzy wobec wymiaru sprawiedliwości. Rozmawiamy też o wyborach samorządowych. – Grożenie społecznościom lokalnym, że zostaną pozbawione dodatkowych środków tylko dlatego, że nie wybiorą do samorządów przedstawicieli rządzącej partii, dla mnie jest skandalem, aberracją i totalnym brakiem wyobraźni. Normalny człowiek nie przyjmie do wiadomości nawet takiej groźby. Myślę, że w Polsce nikt się nie da na to nabrać, ale w przyszłości trzeba będzie zabezpieczyć społeczności lokalne przed takimi groźbami. Moim zdaniem prędzej czy później damy sobie radę z takimi politykami, którzy nie rozumieją istoty samorządów i dobra wspólnego – podkreśla rozmówca.

JUSTYNA KOĆ: Mnożą się wątpliwości zagranicznych sądów względem Polski. Po Hiszpanii teraz sąd w Amsterdamie wstrzymuje ekstradycje 3 Polaków i pyta o niezależność polskiego sądownictwa. To chyba świadczy o tym, że nie jest tak dobrze jak premier Morawiecki przekonywał w CNN.

JERZY STĘPIEŃ: Można się było tego spodziewać, że te pytania się pojawią. Jeśli rozpędza się Sąd Najwyższy, to jest to wyraźny sygnał dla opinii międzynarodowej, że  z sądownictwem nie jest dobrze. Jeśli się doda do tego jeszcze wcześniejsze zmiany na stanowiskach prezesów sądów, KRS, to tych wątpliwości jest sporo. Trzeba pamiętać, że te ruchy są śledzone w całej Europie. Może przeciętny obywatel się tym nie interesuje, ale sędziowie i środowiska związane z wymiarem sprawiedliwości doskonale wiedzą, co się dzieje w wymiarze sprawiedliwości w każdym kraju.

Wcześniej wszyscy zaniepokojeni byliśmy tym, co się dzieje na Węgrzech, co się dzieje w Turcji, pamiętamy, jakie kontrowersje wzbudzały wybory sędziów SN w Stanach Zjednoczonych. Teraz niestety przyszedł czas na Polskę, a to, co się dzieje, to konsekwencje tego, co zrobiła obecna władza.

Która sięga coraz dalej. ZUS wycofał skargę do SN, co prof. Gersdorf, I Prezes SN, skomentowała tak, że pierwszy raz widzi, żeby ZUS odpuścił.
ZUS miał prawo to zrobić, ponieważ w polskim systemie sprawiedliwości obowiązuje system skargowy, SN będzie prawdopodobnie musiał wobec tego postępowanie umorzyć.  Zobaczymy, co zrobi Trybunał Sprawiedliwości UE. Moim zdaniem to jest oczywiście skandaliczna sytuacja. Ostatecznie ten oddział ZUS-u miał prawo sprawdzić w SN, jak należy traktować uprawnienia tej osoby, która była stroną w procesie, niestety to uniemożliwiono. Widocznie zwyciężyło tu dobro rządzących, nie interes ZUS-u.

Rząd broni się na wszelkie sposoby, aby nie dopuścić do zbadania praworządności, ale tego procesu już nie zahamuje. KE wniosła swój wniosek, więc nawet wycofanie tych kilku pytań prejudycjalnych nie odwróci sprawy.

W sprawie ZUS-u był telefon z Nowogrodzkiej?
Nie mam dowodów, ale jestem przekonany, że tak właśnie było.

Skoro jesteśmy przy TSUE, to coraz więcej pytań prejudycjalnych kierują sądy polskie do Trybunału, KE prosi w swoim wniosku o tryb przyśpieszony. Jak to się może skończyć dla Polski?
Dla Polski finalnie skończy się to dobrze, gorzej dla rządzących, bo moim zdaniem trzeba rozdzielić te dwie rzeczy. Rządzący chcieliby być jedynym przedstawicielem interesu polskiego, ale tak nie jest.

Moim zdaniem cała ta sytuacja spowoduje, że w niedalekiej przyszłości trzeba będzie przeprowadzić rozsądną reformę wymiaru sprawiedliwości.

Reforma z początku lat 90. była niewystarczająca i powinniśmy dogłębniej „przeorać” władzę sądowniczą. Nie zbudowaliśmy jej poprawnej wizji. Ta sytuacja, która jest, ten kryzys, z którym mamy do czynienia, który swój finał znajdzie w Trybunale Sprawiedliwości w Luksemburgu i w Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu – ostatecznie pomoże to nam spojrzeć na nowo na wymiar sprawiedliwości w Polsce. Myślę, że w ciągu kilku lat, może 3-5, tę sytuację będziemy mieli wykrystalizowaną.

Jakie ma pan zarzuty do reformy z lat 90.? Podobne do rządzących, że zostali sędziowie, którzy skazywali opozycjonistów w stanie wojennym?
To w ogóle nie jest problem sędziów.

Ci sędziowie, którzy skazywali w latach 80. czy 70., zostali zweryfikowani i albo sami odeszli na emeryturę, albo usunięto ich z zawodu. Ja mówię o problemie ustrojowym, strukturalnym.

Nie zbudowano właściwej drogi kariery sędziowskiej. Funkcjonuje u nas model, który odziedziczyliśmy jeszcze po państwach zaborczych, gdzie sędzią zostaje się nieomal po studiach. Ja sam zostałem sędzią w latach 70., po studiach poszedłem na aplikację i w wieku 25 lat orzekałem już jako asesor sądowy, nie mając oczywiście żadnego doświadczenia. Jest jeszcze jedna rzecz; taki młody człowiek jest sformatowany, wpisany w piramidalną strukturę wymiaru sprawiedliwości, który jest w pewien sposób wyodrębniony ze społeczeństwa.

W tej piramidzie sędziowie pną się po szczeblach kariery, aż do Sądu Najwyższego, bacznie uważając, aby wydając orzeczenia, nie narazić się tym, od których zależy awans.

W ugruntowanych demokracjach sędzia jest ukoronowaniem kariery prawniczej. Najpierw trzeba się sprawdzić w innych zawodach, najlepiej w adwokaturze, osiągnąć pewna życiową stabilizację, aby nie mieć pokus, potrzeb typu kredyt na mieszkanie, na lepszy samochód. Sędzią powinno się zostawać w wieku 45, może 40 lat. Takie rozwiązanie powinna uwzględnić reforma lat 90.

Proszę zwrócić uwagę, że w PRL nie było trójpodziału władzy; to, czy orzekało się w sądzie, czy pracowało w ministerstwie nie miało większego znaczenia, bo to był jeden resort. Jak wprowadzono trójpodział władzy, to powinno się wszystkich sędziów z ministerstwa wyprosić. Tam powinni być specjalnie do tego przygotowani urzędnicy, legislatorzy. Sędziowie nie mają takich kwalifikacji, bo są od orzekania, a nie od pisania prawa czy przygotowywania projektów. Tego rozdziału nie zrobiliśmy i dziś wielu sędziów pracuje w ministerstwie, ze szkodą dla wymiaru sprawiedliwości.

Trybunał Konstytucyjny w 2009 roku popełnił istotny błąd. Wprowadził swoim orzeczeniem zakaz możliwości orzekania wtedy, kiedy się jest w ministerstwie, a powinien zrobić odwrotnie: jak jesteś sędzią, to nie możesz pracować w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Po trzecie, rozbudowano za bardzo hierarchie tych sądów, wprowadzone zostały sady apelacyjne i w ten sposób rozbudowano drabinę, po której sędziowie wspinają się w karierze. To rodzi niebezpieczeństwa. O tym już pisał Alexis de Tocqueville w połowie XIX wieku w swojej książce „Dawny ustrój a rewolucja”. Tocqueville dostrzegł, że w porewolucyjnej Francji system sprawiedliwości działał w dużej mierze dlatego, że sędziowie starego reżimu, czyli sprzed rewolucji, wiedzieli, że nie mogli awansować, bo Napoleon nigdy na to nie pozwoli. Cesarz w końcu postanowił powołać sądy administracyjne, bo sobie nie mógł dać rady z sędziami.

Dziś pan prezes Kaczyński czy pan Ziobro wyobrażają sobie, że mogą podporządkować sobie sędziów, prawda jest taka, że są w piramidalnym błędzie. Można zmienić prezesa sądu, kilku sędziów przestraszyć, ale nie da się 10 tys. sędziów podporządkować i wziąć pod but.

Prezes zarzuca sędziom ojkofobię, czyli nienawiść do własnego państwa.
To jakieś kuriozum, że prezes Kaczyński ma pretensje do sędziów, że ci orzekają na rzecz obywateli innych krajów zamiast bronić interesu narodowego. To jeszcze bardziej pokazuje, jak bardzo władza się myli i ma chore podejście do sądownictwa. Przecie w interesie obywateli jest, aby sędziowie orzekali zgodnie z prawem, a nie kierując się jakimś doraźnym interesem. Rządzący kompletnie nie rozumieją istoty wymiaru sprawiedliwości.

Pan Kaczyński w sądzie pewnie był kilka razy z powództwa cywilnego, pan Ziobro nigdy nie był nawet prokuratorem, oni kompletnie nie mają pojęcia, jaka jest mentalność sędziów i jak powinien funkcjonować wymiar sprawiedliwości. Znaleźli sobie wygodnych klakierów wśród ludzi, którzy chcą robić kariery i wykorzystują ich do zadań, których normalny sędzia nigdy by się nie podjął.

Pan prezydent poszedł jeszcze dalej w swojej ocenie sędziów. W wystąpieniu w Oświęcimiu powiedział, że w sądach jest bezczelność i korupcja.
Prędzej czy później będzie musiał za te słowa odpowiedzieć. To przykre, ale komuniści nie byli tak brutalni w latach 70. w stosunku do sędziów jak pan prezydent w tej chwili. Odwołam się tu do własnego przykładu. Ja byłem sędzią w sądzie powszechnym w latach 70. i doznawałem różnych szykan. Przenoszono mnie z wydziału do wydziału, gdy orzeczenie się nie podobało. Takich wędrówek odbyłem przynajmniej 4. Nigdy nikt mi oczywiście nie powiedział, że to dlatego, że moje wyroki były niekorzystne dla władzy. Dzisiaj pan prezydent powiedział publicznie, nie powołując jednego z sędziów do wyższej instancji: pan, panie sędzio, wie, dlaczego pana nie powołałem.

To jest groźba, którą oczywiście wszyscy sędziowie usłyszeli. To oznacza, że trzeba mieć się na baczności, a to jest bardzo brutalne naruszenie niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Dziwię się, że pan prezydent jako prawnik nie rozumie tak podstawowych rzeczy jak trójpodział władzy, niezależność sądownictwa, niezawisłość sędziów.

Jest pan jednym z twórców reformy samorządowej. Jak pan obserwuje obecną kampanię wyborczą, jaką formę przybiera, to co pan myśli?
Ja wracam właśnie z Kazimierzy Wielkiej, gdzie miałem wykład dla radnych z okazji 20-lecia II etapu reformy samorządowej. Sporo też jeżdżę po Polsce, widzę jak to wygląda. Samorząd ma się nieźle, zdaje egzamin, generalnie właściwi ludzie są na stanowiskach, społeczności lokalne doskonale wiedzą, kto powinien rządzić w ich środowiskach. Nie dają się nabrać na obietnice dużych partii, jak to będą rozmnażały inwestycje po wygranej w wyborach. Ta Polska powiatowa, gminna jest normalna, a system działa. Wydaje mi się, że nie ma też większego zagrożenia dla prawidłowości wyboru. Jestem pełen uznania dla pana Hermelińskiego, przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej, który znakomicie wypełnia swoje obowiązki.

Nie widzę niebezpieczeństwa wiszącego nad samorządem, natomiast widzę je po stronie parlamentu i rządu, który próbuje centralizować państwo, odbierać samorządom zadania, to jest groźne. Polska się mocno zmieniła na lepsze i widzę dużą zasługę tego właśnie w samorządach.

PiS między słowami przestrzega, że jeśli przegra w samorządzie, to zostanie zakręcony kurek z pieniędzmi z Warszawy. Spodziewał się pan, że kampania samorządowa może tak wyglądać?
To jest grożenie pachnące korupcją. Samorząd jest wspólnotowy, a nie partyjny. Oczywiście partiom nie zakazujemy udziału w wyborach samorządowych, to byłby jakiś absurd, ale oczywiście dałoby się to zrobić, np. działalność partii mogłaby zostać ograniczona tylko do sejmików wojewódzkich. Moim zdaniem jednak tak jak jest, jest dobrze, wszystko działa tak jak powinno. Grożenie społecznościom lokalnym, że zostaną pozbawione dodatkowych środków tylko dlatego, że nie wybiorą do samorządów przedstawicieli rządzącej partii, dla mnie jest skandalem, aberracją i totalnym brakiem wyobraźni. Normalny człowiek nie przyjmie do wiadomości nawet takiej groźby. Myślę, że w Polsce nikt się nie da na to nabrać, ale w przyszłości trzeba będzie zabezpieczyć społeczności lokalne przed takimi groźbami. Moim zdaniem prędzej czy później damy sobie radę z takimi politykami, którzy nie rozumieją istoty samorządów i dobra wspólnego.

Jak ocenia pan dwukadencyjność w samorządach?
To jest naruszenie biernego prawa wyborczego.

Dwukadencyjność powinna się odnosić do urzędników, tych, którzy stoją na czele administracji. Jeśli chodzi o polityków, to nie powinni mieć ograniczeń związanych z kadencyjnością. Jak ktoś źle działa, to w wyborach ludzie go zmiotą, to bardzo wyraźnie widać w wyborach samorządowych.

Mechanizm, który obecnie istnieje, nie prowadzi do patologii, do odradzania się niezdrowych układów. Niemniej powinniśmy wzmocnić pozycję administracji. Prezydent miasta nie powinien być jednocześnie szefem urzędu. Tę ideę chcieliśmy jeszcze zaszczepić w roku 1990, ale Sejm kontraktowy nie rozumiał, że istotą demokracji jest rozdzielenie stanowisk politycznych od stanowisk urzędniczych. Teraz prezydent jest zarówno szefem pewnego układu politycznego, jak i szefem urzędu miasta czy gminy. To mu daje niezwykle silną pozycję, która może prowadzić do patologii, ale gdybyśmy oddzielili funkcję administracyjną, na czele urzędu postawili dyrektora miasta, takiego city managera jak jest w Stanach Zjednoczonych, Niemczech czy we Francji, to ten problem dwukadencyjności wójtów, burmistrzów by zniknął.

Bulwersujący przewodnik dla młodzieży, w którym zaleca się molestowanym kobietom, by prosiły Boga o cud, w 2011 roku wydało katolickie wydawnictwo M. Poleca go na pierwszej stronie arcybiskup warszawski Kazimierz Nycz.

W polskich szkołach za publiczne pieniądze przekazuje się katolickie spojrzenie na ludzką seksualność. Reagujmy! – apeluje Dorota Łoboda

1 października Dorota Łoboda opublikowała na Twitterze zdjęcia z książki „Życie na maksa. Poradnik uczuciowo-seksualny”, który jest wykorzystywany podczas warsztatów w szkołach. Po upublicznieniu przez Łobodę bulwersujących treści z poradnika, władze Warszawy i dzielnicy Żoliborz zapowiedziały kontrolę w szkole. W tekście dla OKO.press wyjaśnia, dlaczego kontrola to za mało.

Dorota Łoboda jest jedną z inicjatorek i liderek ruchu Rodzice przeciwko Reformie Edukacji i prezeską fundacji Rodzice Mają Głos. Należy do rady programowej Kongresu Kobiet. Została nominowana do tytułu „Warszawianka roku„. Jest bezpartyjna, w najbliższych wyborach startuje do rady Warszawy z listy Koalicji Obywatelskiej.


Przypomnijmy: w jednej z warszawskich szkół podczas warsztatów profilaktycznych „Archipelag skarbów” do rąk nastolatek i nastolatków trafiła książka francuskiego księdza Jeana-Benoit Castermana „Życie na maksa. Poradnik uczuciowo-seksualny”. Internet i media obiegły zdjęcia szokujących treści książki wpisujących się w kulturę gwałtu.

Z publikacji nastolatki dowiadują się, że jeśli dziewczyna ubiera się w minispódniczki, spodnie biodrówki czy odsłania plecy, to kusi los i sama jest sobie winna. Ósmoklasistki mogły również dowiedzieć się, że w przypadku molestowania przez nauczyciela lub szefa, powinny okazać mu szacunek, dać do zrozumienia, że schlebia im jego zainteresowanie i w żadnym wypadku nie mogą być wobec napastującego niegrzeczne. W zamian zaleca im się modlitwę do Najwyższego, który może zmiękczyć serce napastnika.

Kontrolę w szkole zapowiedziały władze dzielnicy i miasta. Wszyscy chcą ustalić, w jaki sposób książka trafiła do uczennic i uczniów.

Kontrola w jednej szkole niczego nie wyjaśni.

Światła zostały skierowane na żoliborską podstawówkę, ale problem jest dużo głębszy.

Warsztaty „Archipelag skarbów” odbywają się w polskich szkołach od wielu lat i mają rekomendację Ministerstwa Edukacji Narodowej, Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych oraz Instytutu Psychiatrii i Neurologii.

Finansowane są z publicznych pieniędzy. Czy ktoś sprawdził i na bieżąco kontroluje, co się podczas nich dzieje i jakie treści przekazywane są naszym dzieciom pod pozorem działań profilaktycznych?

Żenujące tłumaczenia

Organizator warsztatów – Instytut Profilaktyki Zintegrowanej – wydał oświadczenie i zniknął. Nie sposób się z nim skontaktować, podany na stronie telefon milczy. W oświadczeniu czytamy, że książka trafiła do dzieci przez „gapiostwo”, a lider programu ubolewa, że „została wybrana przez ucznia w podziękowaniu za aktywność” – czyli trochę winy jest w uczniu, bo taką pozycję wybrał. Dowiadujemy się również, że był to pojedynczy egzemplarz, a trenerom trzy lata temu przekazano negatywną opinię dotyczącą publikacji.

Rodzice z innych warszawskich szkół potwierdzają, że książka „Życie na maksa” kilka lat temu była wręczana ich dzieciom podczas warsztatów „Archipelag skarbów”. Na katolickich stronach internetowych pozycja często widnieje obok informacji o warsztatach. Np. na stronie „Światło Pana. Materiały ewangelizacyjne, filmy, modlitwy, czytelnia

Aż trudno uwierzyć, że kiedykolwiek – trzy czy pięć lat temu – organizacja nie widziała w książce nic złego i wręczała ją nastolatkom. Czy w 2015 roku organizator warsztatów uważał, że molestowanie jest w porządku, a ofiara jest sama sobie winna? Dlaczego nikt wcześniej nie alarmował, że do dzieci docierają skandaliczne treści? Czy instytucje, które podpisały się pod rekomendacjami, zdawały sobie sprawę, co promują?

Jak doszło do tego, że taka książka została w ogóle wydana i jeszcze do zeszłego tygodnia można ją było kupić w bardzo wielu księgarniach internetowych i przeczytać zachęcającą recenzję: „Autor w prosty i często humorystyczny sposób przedstawia katolicką wizję uczuciowości i seksualności człowieka, przytacza wiele konkretnych danych i faktów które podbudowują jego stwierdzenia. (…) Pozycja ukazuje powiązanie życia emocjonalnego z życiem seksualnym dając dobry fundament dla rozwoju i dojrzałości młodych ludzi. Książka skierowana dla młodzieży powyżej 14 roku życia, dla wychowawców, rodziców i katechetów”.

Molestowane dziewczynki i kobiety w dobie #Metoo nie widzą nic humorystycznego w radach francuskiego księdza. Molestowanie jest winą tego, kto się go dopuszcza, a ofiara, niezależnie od stroju, w jaki jest ubrana, nie ponosi winy. Tego powinniśmy uczyć naszą młodzież.

Kto jest odpowiedzialny za skandaliczne treści, które kieruje się do polskich dziewczynek i chłopców? Wystarczy zajrzeć na pierwsze strony publikacji. Książkę w 2011 roku wydało katolickie wydawnictwo M, a poleca ją na pierwszej stronie arcybiskup warszawski Kazimierz Nycz.

Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę zwróciła się z apelem do wydawnictwa o wycofanie całego nakładu książki.

Homofobia

Zobowiązanie Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej, że nie będzie rozdawać bulwersującej książki, nie kończy sprawy. W czasie zajęć do młodzieży trafiła również inna książka, od której organizator się nie odcina. To „Zakochanie i co dalej” Jacka Pulikowskiego.

Z publikacji młodzież może się dowiedzieć, że antykoncepcja jest przyczyną rozpadu małżeństw oraz że przyczyną cierpień małżeńskich jest atak „środkami obezpładniającymi”.

Książka jest również jawnie homofobiczna i kłamliwa. Autor twierdzi, że orientacja homoseksualna to zaburzenie rozwoju, które należy leczyć, a z listy chorób została skreślona jedynie z przesłanek ideologiczno-propagandowych. Czy Ministerstwo Edukacji Narodowej, PARPA oraz Instytut Psychiatrii i Neurologii podzielają ten pogląd i, podobnie jak Pulikowski, twierdzą, że „jest mnóstwo udokumentowanych przypadków uleczenia homoseksualizmu”?

Seksualność po katolicku

Dochodzimy do sedna. W polskich szkołach za publiczne pieniądze przekazuje się katolickie spojrzenie na ludzką seksualność. Pod pozorem zajęć profilaktyki uzależnień polskie nastolatki dowiadują się, że z podjęciem współżycia należy czekać do ślubu, jedynie słuszna wizja rodziny to heteroseksualne małżeństwo stosujące wyłącznie naturalne metody antykoncepcji. Naszym dzieciom pokazuje się kompletnie oderwaną od rzeczywistości wizję świata. Na stronie programu czytamy: „Zachęcamy młodzież do unikania alkoholu, narkotyków, przemocy, pornografii i do czekania z seksem aż do małżeństwa”.

W jednym rzędzie zestawione są narkotyki przemoc i seks przedmałżeński.

Jak program Archipelag skarbów ma się do neutralności światopoglądowej i świeckości szkoły? Czego jeszcze nastolatki dowiedzą się podczas zajęć?

Że jedynym sposobem zapobiegania niechcianej ciąży jest wstrzemięźliwość oraz że należy panować nad tygrysami siedzącymi w dżungli naszego ciała.

Z relacji ósmoklasistek uczestniczących w zajęciach dowiedzieliśmy się również, że skuteczność prezerwatyw wynosi 80 proc. („Drogie dzieci czy chciałybyście, aby wasza mama leciała samolotem, który ma tylko 80% szans na to, że doleci do celu, a 20% – że się rozbije?”) mają za to bardzo wiele skutków ubocznych łącznie z wywołaniem nowotworu.

Przemoc

A na koniec ciekawostka. Szymon Grzelak kierujący IPZIN organizującym zajęcia profilaktyczne dotyczące m.in. przemocy, publicznie wypowiada się przeciwko wdrażaniu Konwencji Antyprzemocowej.

Jako matka oczekuję od państwa i jego instytucji, że będą poddawały wnikliwej kontroli organizacje i programy, które docierają do szkół. Do rodziców i nauczycieli apeluję o zachowanie czujności i reagowanie w sytuacjach takich, jaka zdarzyła się w warszawskiej podstawówce. Gdyby nie rodzice, ta sprawa nie ujrzałaby światła dziennego. A przecież warsztaty prowadzone były w wielu polskich miastach od 10 lat. Nie musimy się godzić na przekazywanie naszym dzieciom ideologicznych bzdur, półprawd i zwykłych kłamstw. Reagujmy!

Donald Tusk ponownie pokazał, że reprezentuje klasę, której brakuje większości liderów krajowej sceny politycznej. Były premier zdecydował się bowiem na bardzo ważny apel w związku z 100 rocznicą odzyskania niepodległości, świętem, które już zaczyna być zawłaszczane przez rząd pod pokaz siły “prawdziwych patriotów”. Wbrew totalnej wojnie politycznej Tusk zdecydował się pójść w zupełnie innym kierunku niż liderzy krajowej polityki:

“Nie mam złudzeń, nie jestem naiwny. Nie uwierzę w przemianę w aniołów polskich polityków. Ani nie jestem w stanie tego zaakceptować, że ostrość podziałów w Polsce daleko wykracza poza to, co słyszę i oglądam w Europie. Nie wyobrażam sobie, by rocznicę 100-lecia niepodległości obchodzić w atmosferze tak brutalnego podziału, jaki dziś jest w Polsce. Wiem, że różnice są nie do pogodzenia. Ale my też generacyjne jesteśmy odpowiedzialni za to, by nasze dzieci i wnuki nie spędziły w kraju podzielonym bardziej, niż najbardziej skłócone kraje bałkańskie”.

Były premier wskazał, że jedność w tak ważnym dniu będzie symbolicznie kluczowa, aby dać punkt wyjścia do zmniejszenia podziałów w przyszłości. Między wierszami odniósł się także do planowanych przez PiS pompatycznych obchodów, które jego zdaniem nawet najbardziej huczne nie dorównają wartością aktowi jedności.

Przewodniczący RE podkreślał, że widział niedawno nawet prezydentów Serbii i Kosowa rozmawiających o trudnych sprawach, którzy jednocześnie “nie musieli później dwa tygodnie tłumaczyć się, że usiedli obok siebie”. Było to odniesienie się do rozmowy Donalda Tuska z Andrzejem Dudą w siedzibie ONZ w Nowym Jorku, która potraktowana została jako medialna sensacja, z której obu polityków wypytywano niemal jak na przesłuchaniu, podczas gdy w demokracji powinna to być sytuacja całkowicie normalna.

Apel o jedność i normalność w polskiej polityce padł także w ważnym momencie. Donald Tusk przebywał wówczas w Krakowie na konferencji “Rola Kościoła w integracji europejskiej”. Udział polityka w takim wydarzeniu pokazuje, że nie ma wcale antykościelnej krucjaty polityków opozycji, o którą PiS i środowisko Radia Maryja próbuje oskarżać oponentów. Tusk pokazuje, że z kościołem można rozmawiać, uznawać, ale niekoniecznie trzeba być mu usłużnym, czy co gorsza robić z niego narzędzie własnego przemysłu politycznego.

Przekaz byłego premiera jak i jego kontekst sytuacyjny pokazują, że prowadzenie innego stylu polityki niż pałanie nienawiścią i budowanie podziałów, jest możliwe. Polska potrzebuje innego spojrzenia, ponieważ przez ostatnie 2,5 roku widzieliśmy tak dużo radykalizmu, że za normalne nad Wisła zaczęły uchodzić zachowania, które jeszcze kilka lat temu byłyby niedopuszczalne, które oznaczałyby śmierć polityczną pięknych karier, a może i gabinetów rządowych. Polska debata publiczna, aby się uleczyć, musi bowiem ponownie odzyskać zdrową ocenę, co jest dobre, a co złe, inaczej wojna totalna rozpętana przez dobrą zmianę nie zostanie zatrzymana, a może z czasem nawet opozycja zacznie przejmować coraz więcej taktyk władzy.

Waojciech Maziarski na koduj24.pl pisze, czym w istocie jest PiS.

Taka jest logika dyktatur, które najpierw wskazują tłuszczy cel, szczują ją na wytypowanych wrogów, a następnie uderzają w tych wrogów z całą mocą państwowego aparatu represji.

Na początek parę cytatów. To głosy czytelników portalu wPolityce.pl zamieszczone pod artykułem informującym o tym, że sąd kazał premierowi Morawieckiemu sprostować kłamstwa wypowiedziane na wiecu wyborczym.

– „Rząd, zamiast okazać się zdecydowaniem i ostro reagować na łamanie prawa przez różne kasty/osoby, którym się wydaje, że są ponad prawem – to PiS obchodzi się z nimi jak z jajkiem. Czego się boi PiS?”.

– „Nakazana przez sąd treść oświadczenia jest sama w sobie manipulacją. Niech PiS przyśpiesza reformę sądów i usuwa tych cwaniaczków. Cejrowski ma rację – wszyscy WON!”.

– „Do Rządu/PiS/JK mam tylko jedno pytanie: jak długo jeszcze będziecie się certolić z bandytami i mafią w togach? 100 lat, do 200-lecia niepodległości!? Czy to aż tak trudne, przecież to są złodzieje, zdrajcy! sprawa jest prosta!”.

Dla bolszewików, faszystów i zwolenników wszelkich innych dyktatur w historii sprawa zawsze była prosta: dać wrogom w ryj i kwita. Spacyfikować ich, żeby nie sypali piasku w tryby. Sądy wydają wyroki, które nam nie odpowiadają? W ryj sędziów. Opozycja bruździ i przeszkadza w rządzeniu? W ryj opozycjonistów. Intelektualiści narzekają? Dziennikarze demaskują? Pisarze i filmowcy obśmiewają i krytykują? W ryj ich wszystkich, niech się zatkają. Gazety i stacje telewizyjne opanować i zakneblować, instytucje naukowe oraz kulturalne przejąć i obsadzić swoimi ludźmi, wrogów powyrzucać z pracy, a najlepiej pozamykać do więzień.

Gdy media przypominają kompromitujące wypowiedzi naszego premiera o „zapier***laniu za miskę ryżu” i załatwianiu wysoko płatnej roboty dla swoich ludzi, gdy cytują zeznania kelnerów z „Sowy i Przyjaciół”, z których wynika, że tenże premier rozmawiał o wynajmowaniu lokali i otrzymywaniu kredytów przez „słupy”, czyli podstawione osoby – należy zrobić z tymi mediami porządek. Zrepolonizować, zdekoncentrować, odebrać właścicielom i ocenzurować.

Gdy jakiś Smarzowski czy inny Frljić robią film albo spektakl, który nam się nie podoba, bo podważa nasze świętości i szarga dobre imię naszych autorytetów, trzeba zakazać, zablokować, zakrzyczeć. Tak to właśnie działa. Taka jest logika dyktatur, które najpierw wskazują tłuszczy cel, szczują ją na wytypowanych wrogów, a następnie uderzają w tych wrogów z całą mocą państwowego aparatu represji.

Myślicie, że istotą faszyzmu były komory gazowe? Że istotą bolszewizmu był gułag? Nie, to były tylko specyficzne, skrajnie zbrodnicze uzupełnienia uniwersalnego schematu. Wkład własny Hitlera i Stalina – szaleńców u władzy – do światowego dorobku i tradycji dyktatorskich autorytaryzmów XX wieku. Esencją tych systemów nie były Auschwitz i Kołyma, lecz istnienie Partii stojącej ponad prawem. Drużyny skupiającej awangardę, będącej nośnikiem postępu, sprawiedliwości dziejowej, czystości rasowej, dobrej zmiany.

Na czele tej Partii zawsze stał i stoi umiłowany Wódz/Sekretarz Generalny/Prezes –  nieomylny, genialny, promieniejący niemal boskim blaskiem. Jego wola jest ponad prawem i ponad procedurami. Żadna ustawa ani konstytucja, żaden wyrok sądowy ani międzynarodowa umowa nie mogą stanąć na drodze, po której Wódz/Sekretarz/Prezes prowadzi drużynę – awangardę narodu – ku świetlanej przyszłości.

Ta drużyna, elita elit, zakon wtajemniczonych i zaufanych to ręka milionopalca, w jedną miażdżącą pięść zaciśnięta. Prawa mniejszości? Gwarancje prawne? Jednostka?

„Co komu po niej?!
Jednostki głosik cieńszy od pisku.
Do kogo dojdzie? – ledwie do żony!
I to, jeżeli pochyli się blisko.
Partia – to głosów jeden poryw –
zbity z bezliku cichych i cienkich,
pękają od nich wrogów zapory,
jak w huku armat w uszach bębenki”.

Naprawdę chcecie wiedzieć, na czym polega i jak się manifestuje w praktyce bolszewizm, faszyzm, autorytarna dyktatura? Wczytajcie się w bezlik głosów cichych i cienkich na portalu wPolityce.pl. Tam poczujecie przedsmak tego, co może nas czekać, gdy Prezesowi uda się zrealizować wszystkie plany.

Waldemar Mystkowski pisze o sobotniej wizycie Tuska w Krakowie.

Niedobrze się dzieje, gdy nazbyt wielu ludzi oczekuje normalności od jednego człowieka, choćby był on największy. A tak dzieje się z Donaldem Tuskiem, którego przyjazd do Polski zawsze gromadzi ogrom Polaków i wzbudza emocje – dobre emocje.

To jest oczekiwanie na coś pozytywnego, na rycerza na białym koniu, który pokona za nas przeszkody. To nie tylko specjalność polska, u nas szczególnie admirowana, bo w naszych dziejach nie zaznaliśmy nazbyt wielu triumfów.

Przyjazd Tuska do Krakowa wielce łechce byłego premiera i aktualnego szefa Rady Europejskiej. Nie tylko powiedział wyważone i mądre słowa na konferencji, ale przede wszystkim spotkał się z ludźmi na Krakowskim Rynku i porozmawiał bez jakiejś specjalnej ochrony.

Ależ jesteśmy spragnieni normalności, a nie barykad, nasyłania policji na protestujących, czy też szczucia jednych na drugich. Wraz z Tuskiem powiała ta orzeźwiająca bryza, która powoduje wezbranie radości.

Można? Można. Tego jednak w kraju mamy deficyt – brak rozmów między Polakami, słyszymy krętactwa, kłamstwa, pomówienia.

A jednak niepokoją mnie nasze oczekiwania od jednego Tuska, choćby on był Napoleonem, Juliuszem Cezarem, największym, nie może za nas nieść ciężaru normalności. Tusk jest zwykłym Polakiem, który spośród nas zaszedł najwyżej, najwięcej osiągnął, też jednak ma swoje życie, rodzinę.

Jednak to przyjemne uczucie, gdy ktoś bez nadęcia, bez krzyków i opluwania mówi o rzeczach w polityce najważniejszych. Tego uczmy się od Tuska i róbmy swoje, aby normalność nie była deficytem, aby każdy z nas był takim Tuskiem w swojej działce obywatelskiej, społecznej, bądź politycznej.

Tuska będzie się cytować, powoływać na niego, będzie się jednak od niego oczekiwać. I przed tym przestrzegam. Jest wybitny, ale nie może być dla nas bożkiem Ideałem, Tusk jest z krwi i kości.

Bądźmy razem z Tuskiem, ale idźmy bez Tuska, bo każdy z nas powinien być w odpowiedniej skali i warunkach takim Tuskiem. Cieszmy się, że do tej alegorii rycerza możemy się odwołać, lecz metafory za nas nie zwyciężą, nie zasypią rowów, które w kraju zostały wykopane.

Jeżeli już przewietrzyliśmy się w tej bryzie, którą przywiał ze sobą Tusk, przenieśmy ten dobry klimat do naszej codzienności, do naszych małych ojczyzn – podwórka, dzielnicy, miasta.

>>>

Reklamy

2 komentarze do “Tusk w Polsce i jaki przyjemny powiew normalności!

  1. Hairwald Autor wpisu

    Reblogged this on Hairwald i skomentował(a):

    Szef MSZ Czaputowicz nie wykluczył, że Polska będzie kupować rosyjski gaz z Nord Stream 2. Wiarygodność PiS już dawno leży na dnie, a tu się okazuje, że to jest dno dna. Skoro jesteśmy w świecie Barei, to może trzeba za ten gaz płacić ryżem albo jakąś stówką z banku?

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s