Kaczyński dał wykładnię, co ciemny lud ma myśleć o taśmach z nagraniami Morawieckiego (2)

„J. Kaczyński twierdzi, że Morawiecki to „był człowiek naszej strony”. I jak mu proponowano stanowisko wicepremiera i ministra finansów to „przyszedł do mnie”. A musiał się stosownie zachowywać w środowisku, jakim przebywał. Czyli Wallenrod. Ps. JK znów „włancza” – podsumował wywiad prezesa PiS w TVP Paweł Wroński. To nie jedyny błąd językowy popełniony przez Kaczyńskiego. Według niego w USA istnieje miasto, którego nazwę wymawia się: „Czikago”…

Wątek wallenrodyzmu w wykonaniu Morawieckiego przewijał się także w komentarzach innych dziennikarzy. – „Był w tym bardzo niedobrym środowisku” – mówi Kaczyński o Morawieckim w czasach, gdy był doradcą Tuska. Ale się nawrócił. Jako i Piotrowicz, Kryże etc.

Taśmy Onetu chyba zabolały, skoro sam prezes pofatygował się do studia TVP-is. Russia Today ogląda i czerpie wzorce” – napisała Hanna Lis.

„Kaczyński wyszedł, by uciszyć bunt przeciwko Morawieckiemu w PiS. „Może coś tam kiedyś powiedział, używając męskiego słowa”, ale „robił wiele dobrego nawet jak był po tej złej stronie”. A zanim odmówił przyjęcia teki ministra finansów w rządzie PO zdał relację Kaczyńskiemu” – to komentarz Patrycji Maciejewskiej.

Dziennikarze zwracali uwagę także na inny kontekst wizyty Kaczyńskiego w studiu TVP. – „To chyba musiał być niezły pożar w wewnętrznych badaniach zamawianych przez Nowogrodzką, skoro sam prezes musiał iść do tv i wystawić PMM świadectwo moralności…” – napisał Michał Szułdrzyński. – „Czyli dwa wnioski z wystąpienia PJK. 1. Morawiecki był w środowisku PO jak Wallenrod i Stirlitz razem wzięci. 2. Musi być jednak problem, skoro sam Naczelnik daje w mediach wykładnię, jak myśleć” – dodał Łukasz Warzecha.

Na sposób przeprowadzania wywiadu przez Danutę Holecką zwrócił z kolei uwagę Marek Migalski. – „Mam nadzieję, że dzieci i młodzież nie oglądają tego, co „red.” Holecka robi przed JK. To nie jest przyzwoite. Właściwa postawa dziennikarza w wywiadzie z Naczelnikiem” – napisał i umieścił zdjęcie Holeckiej, która z uwielbieniem i pokorą wpatruje się w Kaczyńskiego.

„Ulubiona reakcja funkcjodanuśki: „No właśnie”. Prezes też to lubi. I tak sobie rozmawiają” – podsumował wywiad Krzysztof Leski.

Więcej >>>

O tym, że istnieje taśma, na której nagrano Mateusza Morawieckiego, wiadomo było od dawna, do opinii publicznej przedostały się nawet jej fragmenty. Jednak ujawnienie całości nie bez powodu rozpaliło zainteresowanie mediów. Choć na nagraniu nie słychać niczego, co obciążałoby obecnego premiera w sensie prawnym, to politycznie materiał może okazać się bardzo kłopotliwy zarówno dla samego Morawieckiego, jak i dla jego ugrupowania.

Taśma zwraca bowiem uwagę opinii publicznej na cztery kwestie niewygodne dla premiera i jego politycznego zaplecza. Po pierwsze, przypomina jak bardzo Morawiecki był częścią rządzącego Polską przez osiem lat układu. Po drugie, pokazuje, że obraz Morawieckiego jako premiera pro-społecznego, walczącego z elitami o lepsze życie zwykłych Polaków, to dość świeża autokreacja. Po trzecie, skłania do pytań o pozostałe taśmy z udziałem Morawieckiego, o istnieniu których zeznali kelnerzy. Wreszcie, nagranie z udziałem szefa rządu po raz kolejny potwierdza to, jak bardzo cała afera taśmowa od początku była zmanipulowana i nieczysta.

Gdyby się inaczej ułożyła historii sprężyna

Pierwsza kwestia – uwikłanie premiera w świat elit PO – najbardziej szkodzi samemu Morawieckiemu i jego pozycji w PiS. Na trasie kampanii samorządowej premier lubi przedstawiać się jako bicz boży na skorumpowane elity, rządzące Polską przed rokiem 2015.

Taśmy przypominają, że Morawiecki sam był częścią „układu”, który dziś – mijając się czasem z prawdą – oskarża o wszystko, od bezradności w walce z mafiami VAT-owskimi, przez nieporadność w budowaniu dróg, po klękanie przed Niemcami. Na nagraniu słychać bankowca, utrzymującego świetne stosunki z elitą PO, łącznie z Tomaszem Arabskim – znienawidzonym przez twardy elektorat PiS ministrem gabinetu Tuska, obarczanym odpowiedzialnością za katastrofę smoleńską.

Raz jeszcze widzimy, że podział PO-PiS jest tyleż intensywny i naznaczony destrukcyjną dla polskiej demokracji agresją, co w wielu kwestiach dość płytki – o czym świadczą kolejni prominenci gładko przechodzący z jednego obozu, do drugiego. O tym, kto po której znajduje się stronie decydują często czynniki zupełnie przygodne: konflikty personalne, niespełnione ambicje, klęska w zakulisowej grze. Kto wie, gdyby się inaczej ułożyła historii sprężyna, a Platforma przedstawiła Morawieckiemu propozycję na miarę jego ambicji, dziś walczyłby nie o przyszłą schedę po Jarosławie Kaczyńskim, ale po Tusku.

Za miskę ryżu!

Od tego, co premier opowiada dziś wyborcom, radykalnie różnią się także jego poglądy na gospodarkę, jakie słychać w nagraniach. W kampanii domaga się, by Polacy zarabiali więcej, wychwala „przywracające godność” rządowe programy, atakuje elity PO za podwyższenie wieku emerytalnego.

Tymczasem na taśmach narzeka, że państwo dobrobytu tak przewróciło w głowach zachodnim społeczeństwom, że te domagają się coraz więcej i więcej. Bezpłatną opiekę zdrowotną i edukację traktują jako oczywistość. Tymczasem, gdy Europa rozwijała się najbardziej dynamicznie, ludzie pracowali „za miskę ryżu”. Dlatego też premier z podziwem patrzy na prowadzących politykę austerity polityków Europy Zachodniej: Merkel, Hollande’a, Sakozy’ego. Jak potem oceniano, polityka ta wcale nie pomogła Europie uporać się z długofalowymi problemami ekonomicznymi, a nawet mogła je pogłębić.

Do tej pory z ważnych polskich publicznych postaci, takim językiem posługiwał się chyba wyłącznie Janusz Korwin-Mikke. Od ekscentryka w muszce Morawieckiego różni tylko trzeźwa refleksja, że zachodnie elity popełniają fundamentalny błąd nie dokonując redystrybucji swojego kapitału. Problem w tym, że wizja „pracy za miskę ryżu” nijak do żadnej redystrybucji nie przystaje.

Oczywiście, swobodna rozmowa przy kolacji to nie seminarium, gdzie na poważnie rozmawia się o programie politycznym. Konwencja biesiadna ma swoje prawa. Tym niemniej, nagranie premiera dostarcza opozycji całkiem sporo amunicji do użycia w nadchodzących wyborach. Jeśli uda się przekonać choć część wyborców PiS, że premier tej partii jeszcze niedawno głosił silnie anty-socjalne poglądy, to może się to przełożyć na konkretne, stracone przez Nowogrodzką mandaty.

Równie wiele przeciwnicy PiS mogą ugrać pytając o kolejne taśmy premiera. Zeznania kelnerów wskazują na istnienie co najmniej jednej – gdzie premier ma rozmawiać o kupowaniu nieruchomości na słupy. Pytanie, kto może może dysponować taśmami, potencjalnie obciążającymi szefa rządu, nie jest banalne nie tylko z punktu widzenia wyborczej dynamiki, ale także bezpieczeństwa państwa.

Taśmowy bumerang

Na ujawnienie taśmy Morawiecki i jego partia zareagowali jak zwykle – przeszli do ataku. „Ujawnienie tych nagrań to część skoordynowanej akcji, nadepnęliśmy komuś na odcisk, nie przypadkiem niemieckie media polskojęzyczne ujawniają te materiały po wizycie Grzegorza Schetyny w Berlinie, przy pomocy odgrzewanych kotletów próbuje się obalić demokratyczny rząd” – brzmi przekaz dnia.

Trudno o większy kontrast z tym, co liderzy PiS mówili o taśmach w roku 2014. Wtedy były to „taśmy prawdy”, a ujawniające sprawę media Kaczyńscy i jego ludzie wychwalali jako strażników polskiej demokracji. Jak zauważył Michał Szułdrzyński w „Rzeczpospolitej”, przekaz, że gra taśmami, to próba nielegalnego obalenia rządu, może w części wyborców umocnić, a nawet wytworzyć przekonanie, że także PiS doszedł do władzy przy pomocy „taśmowego zamachu stanu”.

Kolejna odsłona afera taśmowej pokazuje też, że państwo polskie ciągle zawodzi na odcinkach kluczowych dla jego bezpieczeństwa. Nie wszystkie taśmy są zabezpieczone, nie wiadomo w czyim są właściwie posiadaniu, kiedy pojawią się następne i jak wstrząsną polską polityką. W aferze taśmowej skazane zostały pionki, państwo albo nie jest w stanie pójść głębiej i dotrzeć do jej mocodawców albo rządzący nami obóz nie ma takiej woli. Wszystko to kompromituje rządową narrację „wstawania z kolan”.

Brutalnie rozgrywając kwestię taśm cztery lata temu, elity PiS były przekonane, że dostały do ręki kamienie, jakimi będą mogły obrzucić wrogi polityczny obóz. Teraz okazuje się, że przynajmniej część tych kamieni wraca jak bumerang. Taśmy były jednym z wielu czynników, dzięki którym obóz władzy wygrał wybory. Gdyby przez nie zaczął się sypać, można by to uznać za rodzaj dziejowej sprawiedliwości. Choć jednocześnie dostarczyłoby to kolejnego dowodu na to, jak państwo polskie pozostaje wciąż bytem wyłącznie teoretycznym.

rozmawiającego z bogatymi i ustosunkowanymi znajomymi w „Sowie i przyjaciołach” ukazują go jako aroganckiego przedstawiciela elity,

Ujawnione przez „Onet” nagranie Morawieckiego rozmawiającego z bogatymi i ustosunkowanymi znajomymi w „Sowie i przyjaciołach” pokazuje go jako aroganckiego przedstawiciela elity, doskonale ustosunkowanego w rządzie PO i tak odległego od życia zwykłych ludzi, jak to tylko możliwe. Analizujemy problem Morawieckiego i próby odpowiedzi PiS na tę bombę


Bruksela straciła w końcu do Polski cierpliwość. Komisja Europejska chce bowiem, aby Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nakazał monitoring Polski w związku z ustawą o Sądzie Najwyższym. Jako pierwsza do informacji dotarła dziennikarka Polskiego Radia Beata Płomecka, która dowiedziała się nieoficjalnie, o co KE zwróciła się do TSUE.

Komisja oczekuje szybkiego rozprawienia się z Warszawą. Z jednej strony ma nastąpić przyspieszenie procedury w specjalnym trybie, a z drugiej Trybunał ma zabezpieczyć praworządność w Polsce poprzez zawieszenie ustawy o Sądzie Najwyższym do czasu rozpatrzenia skargi i wydania ostatecznego orzeczenia.

Jakby tego było mało, Bruksela oczekuje rzetelnego informowania o sytuacji nad Wisłą. Urzędnicy nie chcą, by rząd dłużej mydlił im oczy fałszywymi informacjami, stąd oczekują, że TSUE będzie ściśle monitorował sytuację w Polsce. Komisja chce zobowiązać instytucję do tego, aby ta co miesiąc przekazywała informacje o tym, jak Polska wykonuje postanowienie.

Na tym jednak wciąż nie koniec. Jeśli bowiem Polska nie będzie respektować dalej zasad i zwyczajnie zawieszenie działania ustawy zignoruje, to wówczas Unia sięgnie po broń ostateczną, czyli bolesne kary finansowe.

Obie strony czeka teraz trudna batalia. Najpierw wiceprezes TSUE ogłosi decyzję wstępną w sprawie, czy przychyla się do wniosku Komisji o środkach tymczasowych. Następnym krokiem jest zaś rozprawa, podczas której obie strony będą mogły przedstawić swoje racje. Co w sprawie kluczowe, od decyzji Trybunału nie będzie odwołania, stąd stawka jest wysoka i PiS będzie starał się postawić na swoim za wszelką cenę.

Widać zatem, że czas na negocjacje się skończył i w Brukseli także zapanowały bojowe nastroje. Unia nie będzie jak widać dłużej tolerować działań PiS, które zaczynają bowiem negatywnie wpływać nie tylko na sytuację w Polsce, ale nastroje w całej Europie. Wspólnota nie może sobie pozwolić, aby jeden członek nie przestrzegał wspólnie przyjętych zasad, ponieważ podważa to zaufania do projektu europejskiego jako całości.

>>>

Prezydent Andrzej Duda nie podejmuje decyzji zgodnych z treścią przysięgi, którą złożył. W mowie inaugurującej prezydenturę trzy razy podkreślał, że jest niezłomny. A ja wiedziałem, że jest złomny już wcześniej – mówił w programie „Tomasz Lis” były prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Rzepliński.

>>>

„Tata bił mamę tak, że krew tryskała po ścianach. W szóstej klasie ksiądz zauważył, że płakałam. Powiedział rodzicom, że lepiej będzie mi w szkole z internatem. Zgodzili się – byli źli, że chowam butelki z wódką. Zapisał mnie do gimnazjum salezjańskiego w Szczecinie. Ale nie było internatu, tylko puste mieszkanie ” – publikujemy fragment nowej książki Justyny Kopińskiej „Z nienawiści do kobiet”.

Ksiądz pedofil odprawia dalej

Tata bił mamę tak, że krew tryskała po ścianach. W szóstej klasie ksiądz zauważył, że płakałam. Powiedział rodzicom, że lepiej będzie mi w szkole z internatem w innym województwie. Zgodzili się – byli źli, że chowam im butelki z wódką. Zapisał mnie do gimnazjum salezjańskiego w Szczecinie. Ale nie było internatu, tylko puste mieszkanie jego matki. „Jadę. Mam mszę wieczorną w Stargardzie” – rzucił po gwałcie. Jak skazany za kilkadziesiąt przestępstw seksualnych ksiądz, zaczął odprawiać msze w Puszczykowie, koło Poznania?

Minęło dziesięć lat, a ja nadal nie mogę zasnąć przy zgaszonym świetle. Koszmary wracają. Pamiętam, jak wysłał mi kartkę: ,,Gorące pozdrowienia dla mojej Kasi, za którą często się modlę!”. Miałam dwanaście lat. Kilka miesięcy później wywiózł mnie daleko od rodziców i zgwałcił po raz pierwszy.

Zaufaj, nie skrzywdzę cię

Z domu rodzinnego zapamiętała przerażający chłód. Rodzice nigdy jej nie przytulili, nie mówili, że kochają. Nie miała koleżanek. Bała się je zaprosić do domu. Jej ówczesny kolega z klasy napisał potem na forum internetowym: ,,Kasia była taka ładna i potulna. Słuchała się nauczycieli”.

Kasia opowiada mi o sobie

Tata bił mamę tak, że krew tryskała po ścianach. Mama często leżała na podłodze, zakrwawiona, w podartych ubraniach. Starałam się ich pilnować. Gdy mama chciała się powiesić, śledziłam każdy jej ruch. Czasem rodzice tak się upijali, że zapominali otworzyć mi drzwi. Musiałam spać na zewnątrz. Nie robili tego specjalnie. Po alkoholu nie panowali nad swoim zachowaniem. Za każdym razem jak wracałam autobusem do domu, z nerwów bolał mnie brzuch. Liczyłam drzewa wzdłuż drogi – sto jeden, sto dwa, sto trzy – by choć na chwilę przestać myśleć.

Któregoś dnia, byłam wtedy w szóstej klasie podstawówki, ksiądz uczący nas religii zauważył, że płakałam. Kazał mi zostać po lekcji. Nie chciałam mówić mu o problemach. Miałam zasadę: nie zwierzam się nauczycielom. Później jeszcze kilka razy zatrzymywał mnie na korytarzu i nalegał na rozmowę. Odmawiałam. Chciałam, by przestał mnie wypytywać. Po kilku tygodniach podszedł i łagodnym głosem powiedział: ,,Zaufaj mi, chcę ci pomóc, jestem księdzem, nie skrzywdzę cię”. Wcześniej nikt tak do mnie nie mówił. Po paru miesiącach przyjechał do moich rodziców. Tłumaczył, że chce ich wesprzeć. Mówił, że lepiej będzie mi w szkole z internatem w innym województwie. Wyjaśnił, że tam będę miała najlepsze warunki do edukacji. Rodzice zgodzili się bez wahania. W tym czasie byli na mnie źli, że chowam im butelki z wódką.

Mam mszę wieczorną w Stargardzie

– To nie była szkoła z internatem, tylko puste mieszkanie jego matki, która wyjechała za granicę. Zapisał mnie do gimnazjum salezjańskiego przy ulicy Witkiewicza w Szczecinie. Mówił, że pedagog z tej szkoły to najlepsza przyjaciółka jego mamy. To była szkoła dla zamożnych dzieci z dobrych rodzin. Trzeba było mieć wysoką średnią – nawet 5,0 – i pieniądze na czesne. A ja miałam raczej słabe oceny. Ale ksiądz dyrektor po rozmowie z księdzem Romanem przyjął mnie poza rekrutacją w środku roku szkolnego.

Ksiądz Roman kazał mi w szkole z nikim nie rozmawiać i od razu po lekcjach wracać do tego mieszkania. I tak nikt tam ze mną nie chciał rozmawiać. We wszystkim różniłam się od dzieci z bogatych rodzin w Szczecinie. Na lekcjach niewiele rozumiałam, bo poziom był dla mnie za wysoki. Czułam się gorsza. Raz wróciłam trochę później po szkole. Ksiądz szarpnął mnie tak mocno, że skręcił mi rękę. Musieli założyć mi szynę. Kazał powiedzieć w szpitalu, że spadłam ze schodów. Stał i pilnował, co mówię lekarzowi.

Któregoś dnia powiedział: ,,Nawet nie wiesz, jak o tym marzyłem”. ,,O czym, proszę księdza?” – zapytałam. ,,Zaraz zobaczysz, moje słoneczko”. Zasunął zasłony, mocno chwycił mnie za ręce. ,,Nie krzycz, bo wtedy będzie bolało bardziej” – powtarzał. Zaczął zdzierać ze mnie ubranie. To taki strach, że nie możesz oddychać. Był silny, ważył sto kilogramów. Krzyczałam, błagałam, by przestał. Gdy skończył, owinęłam się w koc, położyłam przy ścianie i płakałam. ,,Jadę. Mam mszę wieczorną w Stargardzie” – rzucił. Kazał mi wziąć jakieś dziwne tabletki. Otworzył usta i sprawdził, czy na pewno je połknęłam. Krew spływała mi po nogach. Weszłam do wanny. Zaczęłam spłukiwać krew, ale było jej więcej i więcej. Miałam rozciętą wargę, na udach siniaki. Zaczęłam powtarzać: ,,Mamusiu, gdzie jesteś? Pomóż mi”. W tej chwili oddałabym wszystko, aby była przy mnie. Kilka godzin siedziałam w wodzie.

W kolejnych dniach powtarzał, że jak wygadam się nauczycielom, to się dowie, bo u salezjanów zna wszystkich. I zapłaci moim koleżankom, by powiedziały, że sama tego chciałam. Zaczął mnie bić, poniżać, groził, że mnie zabije. Przychodził, kiedy chciał. Zaczął zmuszać mnie do brania leków. Nie mówił ich nazwy. Ale działały jak psychotropy. Byłam otępiała, senna. Miałam zaburzenia równowagi. Pamiętam, że zaczął powtarzać: ,,Mama i tata już cię nie chcą. Oni cię nienawidzą. Nie masz w życiu nikogo oprócz mnie”.

W sylwestra przyjechał z wódką. Pozasłaniał okna. Pił i powtarzał, że to będzie mój najlepszy sylwester w życiu. Gwałcił mnie przez całą noc. Wtedy zaczęłam się ciąć. Cały czas nasłuchiwałam, czy on nie wchodzi. Krzywdził mnie nawet kilka razy jednej nocy. Miał taki obrzydliwy zapach potu. Powtarzałam, że nie chcę, ale on robił to jeszcze mocniej. Czasem w trakcie krzyczał: ,,I Bóg cię przestał kochać!”. Gdy bardzo się wyrywałam, głodził mnie przez kilka dni.

Znajdę cię i zabiję

– Często zabierał mnie na plebanię w Stargardzie. Jedliśmy obiad ze wszystkimi księżmi, a potem brał mnie do swojego pokoju. Nie rozumiem, dlaczego nikt nie reagował. Ja byłam bardzo drobną dziewczynką, wszyscy widzieli, jaka jest między nami różnica wieku, a księża się nie dziwili, że śpię u niego. Jak chciałam skoczyć z okna z ósmego piętra, to powiedział, że opętał mnie szatan. Zabrał mnie do znajomego egzorcysty w Szczecinie i nawet tam poprosił o wspólny pokój na noc.

Któregoś dnia rzucił: ,,Mała, przytyłaś ostatnio i wymiotujesz”. Zrobił mi test ciążowy. Krzyczał: ,,Nie chcę mieć bachora”. Potem zabrał do znajomej ginekolog. Zabili moje dziecko. Długo później krwawiłam, bardzo mnie bolało. Po kilku miesiącach przestałam chodzić do szkoły, miałam lęki, myśli samobójcze. Chyba ktoś zwrócił uwagę na moją nieobecność, bo ksiądz zaczął mnie zmuszać, bym chodziła. Załatwił lekcje matematyki z jego znajomą pedagog. Ona wyglądała na bardzo dobrą osobę. Zaczęła dopytywać, dlaczego jestem smutna. Powiedziałam jej o wszystkim. Od razu zobaczyłam, że nie jest pewna, czy mówię prawdę. Pytała:,,Czy to nie był sen?”. A później powiedziała księdzu o naszej rozmowie. Przyszedł do domu i zaczął krzyczeć, że szargam jego opinię. ,,Ty sobie nie wyobrażasz, ilu ludzi w tym mieście mnie ceni, podziwia!– krzyczał. – Jak ludzie cię szanują, to nigdy nie uwierzą w takie wymysły dzieciaka. Ale jeszcze raz to zrobisz, to pożałujesz”.

Kazał mi jechać z nim do Częstochowy. On często tam bywał, bo prowadził grupy pielgrzymkowe. Tam, w kościele, kazał mi iść do konfesjonału. ,,Chodź, powiesz całą prawdę i zobaczymy, jak Bóg zareaguje” – krzyczał. Opowiedziałam księdzu w  konfesjonale wszystko. A on zwyzwał mnie od kurew. Powiedział, że nigdy nie dostanę rozgrzeszenia i mam się wynosić z kościoła. Pamiętam, że był taki zbulwersowany, czerwony. Wybiegłam z płaczem. Ksiądz Roman za mną. Uśmiechał się przez całą drogę powrotną.

Po roku i paru miesiącach zawiózł mnie do domu. Rodzice bardzo dziękowali mu za dotychczasową pomoc i liczyli na więcej. Powtórzył mi jeszcze, że jak cokolwiek ujawnię, to zrobi ze mnie kurwę. Postanowiłam sobie, że i tak powiem, ale tym razem byłam ostrożniejsza. Wiedziałam, że rodzice mogą mi nie uwierzyć, bo bardzo go cenili.

Zwierzyłam się pani pedagog w świetlicy środowiskowej. Bałam się, że jak powiem, kim on jest, to ona mi nie uwierzy. Więc powiedziałam, że zgwałcił mnie chłopak. A gdy stwierdziła, że rzeczywiście mam objawy wykorzystania seksualnego, to dodałam, że tak naprawdę to był mój nauczyciel religii, ksiądz. Od razu zgłosiła sprawę na policję. Powiedziała, że moi rodzice muszą wiedzieć, bo będę potrzebowała bardzo dużo wsparcia psychicznego podczas śledztwa i procesu. Zawiadomiła Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie i stamtąd przyszła pani, która miała wyjaśnić wszystko rodzicom. Mama uderzyła mnie wtedy w twarz. Krzyczała, że to nieprawda. Później ta pani długo z nimi rozmawiała. Po tej rozmowie zabrano mnie z domu i umieszczono w sierocińcu. Z księdzem spotkałam się w czasie procesu. Przypomniałam sobie, jak wcześniej mówił: ,,Jeśli mnie kiedyś za to wsadzą, to po wyjściu na wolność nie będę miał nic do stracenia. Znajdę cię i zabiję”.

Niewolnica księdza

Gdy prokuratura wszczęła śledztwo przeciwko księdzu, w ogłoszeniach duszpasterskich parafii św. Józefa w Stargardzie Szczecińskim zapowiedziano: ,,Decyzją władz Towarzystwa Chrystusowego księdza Romana przeniesiono do pracy w Wielkiej Brytanii. Pożegnanie odbędzie się w czwartek o 19.15. Pragniemy podziękować Bogu za wspólny czas”.

Ksiądz został aresztowany, zanim wyjechał do Anglii, w czerwcu 2008 roku. Miał wtedy trzydzieści dwa lata. W jego laptopie znaleziono treści pedofilskie i korespondencję z innymi dziećmi. Podczas rozprawy ksiądz Roman B. przyznał się do zarzucanych mu czynów. Wyjaśniał sędziemu: – Nie wiem, jak do tego doszło, że dziecko trzymałem u siebie na plebanii i też jeździłem z nią do Lichenia czy Łagiewnik. Po prostu nikogo to nie interesowało. Ojciec Kasi w sądzie: – Jak dzwoniłem do córki, to miałem wrażenie, że ona jest na jakichś lekach, jakaś zamroczona. Ksiądz Roman był tajemniczy. Nie chciał dużo rozmawiać, gdy pytałem o córkę. Później zablokował jej telefon. Nigdy nie zdawałem sobie sprawy, że on ją krzywdzi. Zwiodło mnie, że to ksiądz.

Sędzia, ówczesny prezes Sądu Rejonowego w Stargardzie, Mariusz Jasion w lutym 2009 roku skazał księdza Romana na osiem lat bezwzględnego więzienia. Podczas ogłaszania wyroku mówił: „Ksiądz Roman traktował dziewczynkę jak niewolnicę, jak rzecz. Zaplanował swoje działania. Stopniowo izolował dziecko od rodziny oraz przyjaciół. Założył jej w telefonie GPS, aby sprawdzać, gdzie się znajduje. Kontrolował jej billingi w telefonie komórkowym. Cynicznie wykorzystał jej sytuację psychiczną oraz finansową. Prawdopodobnie skutki Kasia będzie odczuwała przez całe życie.

O wysokiej demoralizacji księdza Romana może także świadczyć treść rozmów na Gadu-Gadu. Wynika z nich, że z innymi dziewczętami także utrzymywał kontakty zbyt zażyłe jak na kapłana katolickiego i opiekuna młodzieży. Używał też wulgaryzmów, opisując przełożonych, na przykład o proboszczu swojej parafii pisał ,,ten fiut”.

Ksiądz Roman miał przebywać w więzieniu do 2016 roku. Następnie mógłby zostać poddany tzw. ustawie o bestiach, stworzonej dla osób, które zagrażają życiu lub wolności seksualnej innych. Jeśli według psychiatrów nadal zagrażałby dzieciom, umieszczono by go w zamkniętym ośrodku w Gostyninie.

Wróć do księdza, on cię kocha

Na forum stargard.naszemiasto.pl znajduję list parafianki ze Stargardu: ,,Tyle teraz się słyszy o pedofilii, że pomyślałam o sprawie księdza Romana. Na początku dostał zakaz wykonywania zawodu i został usunięty z kapłaństwa. Potem osiem lat więzienia. A teraz jest księdzem w Puszczykowie. Szaleństwo! Dlaczego najpierw coś ustalają, a potem zamykają ludziom usta? Ksiądz Roman działa też w internecie, prowadzi profil na Facebooku jako Roman Bee (czyli pszczółka). Uczył moją córkę, moją siostrzenicę i wiem od nich, że ma kontakt z młodzieżą. Dlaczego nie siedzi w więzieniu? Przecież nie poszedł tam za skradziony cukierek w sklepie!”.

Sprawdzam: Roman B. rzeczywiście jest księdzem w Puszczykowie koło Poznania. Pytam w sądzie w Stargardzie, dlaczego ksiądz tak wcześnie wyszedł z więzienia. Dowiaduję się, że od wyroku sędziego Jasiona apelację złożyli jego adwokaci. Jeden opłacony przez rodzinę, drugi przez zakon Towarzystwa Chrystusowego. Ksiądz Roman był zakonowi wdzięczny za wsparcie. Przed sądem mówił: ,,Moje zgromadzenie zakonne mnie wspiera. Nie myślą o wyrzuceniu mnie z zakonu. Regularnie odwiedza mnie w więzieniu przełożony”.

To tylko fragment reportażu „Ksiądz pedofil odprawia dalej”, z książki Justyny Kopińskiej pt. „Z nienawiści do kobiet”.

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o spiepszającym Morawieckim.

Cofamy się do czasów opisanych przez Bolesława Prusa w „Antku”, gdy leczono szturchańcami, wódką z piołunem, a wreszcie wzywano znachorki.

Ciekawie się rozwija fabuła z Mateuszem Morawieckim. Taśma z podsłuchu w „Sowie & Przyjaciołach” ma kolejne odcinki. Zawiązuje się akcja godna Hitchcocka. Poznajemy inne wątki, a nawet dochodzi do takich suspensów, jakie mógłby wymyślić słynny scenarzysta hollywoodzki Dalton Trumbo.

Ryszard Czarnecki nie był w „Sowie”, a dał się nagrać. Toż to szczyt frajerstwa. Akurat Morawiecki dał telefon na tryb głośnomówiący i Czarnecki zapisał się na taśmie ku pamięci. Europoseł PiS wciska, gdzie może swoją facjatę. Ostatnio sfotografował się z pucharem mistrzów świata wywalczonym przez siatkarzy.  Takiej dostał nadętości, że Bartosz Kurek i Michał Kubiak zrobili zdziwioną minę.

Czarnecki załatwiał u Morawieckiego posadę dla syna. Morawiecki ma pecha, bo ze wszystkich nagranych polityków najbardziej właśnie jego obciążają te taśmy. Dał się złapać na korupcji, oferując pomoc byłemu ministrowi skarbu Aleksandrowi Gradowi: – „Pięć dych czy siedem, czy stówkę mu damy na jakieś badania, czy na coś”.

Morawieckiemu grunt solidnie pali się pod nogami. Uciekł na Wall Street do Nowego Jorku, gdzie nie chciał komentować sprawy taśm, gdy poprosiła go o komentarz Magda Sakowska. O losie Morawieckiego zadecydują następne taśmy albo prezes Kaczyński, który choć nie chodzi od kilku miesięcy do pracy w Sejmie, udziela się na konwencjach wyborczych PiS i w mediach, w tym w TVP.

PiS wspiera takie ruchy społeczne, jak antyszczepionkowców, którzy dostarczyli do Sejmu projekt ustawy o dowolności szczepienia dzieci przeciw chorobom zakaźnym. Dzięki wsparciu posłów PiS i Kukiz ’15 projekt przeszedł do dalszych prac w komisjach sejmowych. Cofamy się do czasów przed wynalezieniem antybiotyków, a nawet głębiej. Może dojść do takich sytuacji, jak opisana przez Bolesława Prusa w „Antku”, gdy leczono szturchańcami, wódką z piołunem, a wreszcie wzywano szeptuchy, znachorki.

Można nazwać to syndromem matki Rozalki. Gdy już wymienione domowe sposoby zawiodły, znachorka poradziła matce, aby chorą Rozalkę dla wypocenia umieścić w rozpalonym piecu chlebowym. Niestety po wyjęciu dziecko było martwe, upieczone. Taka też jest ta próba „wolności” od szczepień, która grozi nawrotami epidemii chorób, o których świat już zapomniał.

Do Sejmu przyjechały głodujące od miesiąca pielęgniarki z Przemyśla, ale nie zostały wpuszczone przez Marka Kuchcińskiego. Po czym udały się do Ministerstwa Zdrowia, skąd musiały przejść aż do Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog”. Tam w końcu przyjął je minister Łukasz Szumowski. To ten facet od deklaracji wiary – mentalnie matka Rozalki.

>>>

Reklamy

2 komentarze do “Kaczyński dał wykładnię, co ciemny lud ma myśleć o taśmach z nagraniami Morawieckiego (2)

  1. Hairwald Autor wpisu

    Reblogged this on Hairwald i skomentował(a):

    W przypadku premiera Morawieckiego mamy do czynienia z czymś więcej. To zdemaskowanie gotowego na korupcyjne propozycje hipokryty, który raz jest z Tuskiem, a raz z Kaczyńskim. Czas na dymisję.

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s